Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PiS, Włodzimierzem Bernackim.
Ograniczenie przepływu pracowników w UE to ma być pierwsza polska propozycja reformy Unii. Nie będzie pracy dla Polaków we wspólnocie?
- Jako politolog i polityk muszę powiedzieć, że te wszystkie opinie pojawiające się w mediach można wyrazić także wróżąc z fusów. Jak popatrzmy na traktaty unijne i zasady, które obowiązują w tej przestrzeni, musimy przyjąć to, że zmiany będą następowały powoli. Stała się rzecz poważna. Stanowisko suwerena brytyjskiego zostały wyrażone, ale my powinniśmy uzbroić się w cierpliwość. Niestety dotychczasowe władze Unii po fakcie zastanawiają się co z tym zrobić. To pokazuje funkcjonowanie tego dinozaura.
Przed laty straszono polskim hydraulikiem, słyszymy o antypolskich zachowaniach. Może być tak, że to będzie warunek? Chodzi o ograniczenie przepływu pracowników.
- Wydaje się, że w tych relacjach Wielka Brytania – inne państwa UE obowiązuje prawo, z którym mamy do czynienia obecnie. W tej materii nie powinniśmy zajmować jednoznacznego stanowiska.
Jeśli byśmy zaczęli dyskusję o większej integracji to na co by się pan zgodził?
- Sam jestem orędownikiem nie większej zawartości cukru w cukrze, ale Europy solidarnych narodów. Ta idea powinna być łącznikiem między narodami. Jestem zwolennikiem uznania faktu istnienia suwerenów w państwach europejskich. Przypadek brytyjski potwierdza fakt, że mamy do czynienia z epoką suwerennych narodów, nie postsuwerenną.
To powinny być propozycje strony polskiej na szczyt UE?
- Te propozycje z ideą solidarnych narodów, zostały wyrażone w pewnych projektach złożonych w opozycji do deklaracji rzymskiej. To jest właśnie propozycja, która funkcjonuje od pewnego czasu. Ona została zaaprobowana przez Grupę Wyszehradzką. Skłaniają się ku temu też inne państwa Europy środkowej.
Jakich mamy sojuszników obecnie w UE? W jakiej lidze gramy?
- Jeśli uznawać za fakt istnienie UE to tu trudno mówić o sojusznikach. Można mówić o partnerach. Wyraźnie widać, że państwa, które są w bloku postsowieckim, rozumieją nasza sytuację. My też lepiej rozumiemy te państwa. Pozycja Niemiec i Francji jest zupełnie inna w tej przestrzeni.
Choć nie wiadomo czy do końca nam po drodze z krajami bałtyckimi, na przykład z Litwą.
- Dlaczego? Widzę w oczach Litwinów coraz większe zrozumienie dla spraw polskich. Ta sytuacja, z którą mamy do czynienia nie tylko może sprzyjać dewastacji systemu międzynarodowego. To otwiera też nową przestrzeń i konieczność szukania nowych rozwiązań. To dla mnie jest ciekawe. To daje szanse prowadzenia ciekawych rozmów z partnerami w Europie.
Teraz edukacja. Reforma edukacji zaproponowana przez MEN przyniesie lepiej przygotowanych kandydatów na UJ?
- Ta propozycja nie jest możliwa do szufladkowania jako propozycja MEN. To propozycja wyborców złożona przed wyborami. Rodzice wyrazili sprzeciw wobec liceum, które trwa około 2 lat, a nawet mniej. 1 klasa to dokończenie gimnazjum. Pozostałe lata to przygotowanie tylko do matury. To nie jest kształcenie dla zdobywania wiedzy. Zatem konieczność zmian prowadzi ku temu, żeby wrócić do systemu, w którym liceum będzie ogólnokształcące a matura będzie potwierdzała dojrzałość człowieka do podjęcia studiów lub do podjęcia pracy.
Powiedział pan, że ta reforma to wynik decyzji suwerena. PiS mówiło o likwidacji gimnazjów. Jak za 3 lata wygra partia, która obieca przywrócenie gimnazjów to przyjdzie nam się z tym pogodzić?
- Nie. To nie jest tak, że to decyzja suwerena. To jest ważne. Nauczyciele w liceum czy szkole muszą zadać sobie jedno pytanie. Co jest najważniejsze? Dla kogo jest system? On jest dla dobrego samopoczucia polityków czy chodzi o kształcenie młodych? Zgadzamy się, że gimnazja i licea nie spełniają swojej roli. Skoro tak to punktem wyjścia do reformy nie jest tylko wola polityczna. Punktem wyjścia jest dobro dziecka. W przyszłości ten cel, czyli młody, wykształcony człowiek, zostanie osiągnięty.
Nikt nie polemizuje ze sprawą 4-letniego liceum, ale nie niepokoi pana wprowadzenie dwóch matur? Mamy tę normalną i techniczną po szkole branżowej. Ona nie daje wstępu na studia magisterskie. To matura pocieszenia?
- To nie jest matura pocieszenia. Musimy uznać fakt, że część młodych nie dostrzega potrzeby w osiągnięciu tytułu magistra. Musimy dać możliwość. To jest w systemie zachodnim. Chodzi o możliwość zakończenia kształcenia na tym etapie z przygotowaniem zawodowym.
Tu są dwie pułapki. To kolejny krok w deprecjonowaniu matury. Z drugiej strony to jest coś poważniejszego. Jak się wjedzie na tę ścieżkę edukacji branżowej to już się z niej nie zejdzie.
- To ograniczenie w obecnym systemie jeszcze bardziej upośledza. Jak pan wybierze profil ścisły to jest pan zamknięty na zdawanie matury z przedmiotów humanistycznych. Jednak uważam, że to jest dobra możliwość. To daje szansę na właściwy wybór. To nie jest pomysł wzięty z sufitu. Te modele są realizowane w Europie.
Nie ukrywa pan, że jest pan kibicem piłki nożnej. Jaki będzie skład finału na Euro 2016?
- Słyszałem, że Polska-Islandia, ale wtedy oglądalność może być niewielka. Jestem rozczarowany jak chodzi o poziom sportowy obecnych mistrzostw. Bohaterowie Ligi Mistrzów i Ligi Europy są zmęczeni. Takie zespoły jak Hiszpania odpadają. To jest niepokojące. Ibrahimović, Hiszpanie wracają do domu. Ten system premiuje rzemiosło, nie piłkę z polotem. Jestem też rozczarowany poziomem drużyny Polski, mimo sukcesów. Poziom jest...