Radio Kraków
  • A
  • A
  • A
share

Wielki Czwartek, 9 kwietnia 2020 r.

Wielki Czwartek to dla katolików dzień szczególny. Jest to bowiem dzień upamiętniający Ostatnią Wieczerzę, którą Chrystus, przed swoją męką i śmiercią na krzyżu, spożył z Apostołami. To, co miało miejsce w Wieczerniku, dało początek Eucharystii, która jest źródłem i szczytem życia Kościoła. Jezus bowiem połamał z najbliższymi uczniami chleb, który stał się Jego ciałem. Dzielił też z nimi kielich wina, które stało się Jego krwią. To wielka tajemnica, która odtąd stała się siłą i mocą żywotności Kościoła. Jezus, wiedząc co wydarzy się później, chciał zostawić młodej wspólnocie wyznawców znak Jego obecności. I wprost nakazał, byśmy to wydarzenie celebrowali na Jego pamiątkę. Tak też dzieje się do dziś. Powtarzamy to misterium codziennie, na tysiącach ołtarzy całego świata, gdy podczas Mszy św. Chrystus staje się obecny we wspólnocie wiary.

Fot. Pixabay

W uroczystej liturgii Wielkiego Czwartku, rozpoczynającej Triduum Paschalne, jest jednak pewien dramat. To nie tylko radość z ustanowienia Eucharystii i święto kapłaństwa. To także pierwszy krok w trudnej drodze na Golgotę. Ten kręty szlak prowadzi Jezusa przez Ogród Oliwny, pałace Piłata i Heroda, ulice Jerozolimy. Wpierw jednak jest równie dramatyczna Ostatnia Wieczerza.

Paradoksalnie odczytywany tego dnia w liturgii fragment Ewangelii nie mówi o ustanowieniu Eucharystii. Pokazuje inną scenę, podczas której Jezus, w milczeniu, obwiązany prześcieradłem, podchodzi po kolei do każdego ucznia i myje mu nogi. Cóż to za dziwny znak? Umycie nóg było w owym czasie na Bliskim Wschodzie wykonywane przez niewolnika lub służącego. To była prosta czynność oczyszczenia przed wejściem do domu. A tu, Bóg i człowiek bez grzechu, Pan i Król Wszechświata, klęka przed swoimi uczniami i myje im nogi. Klęka bez słowa. Z pokorą i uniżeniem. I pyta: czy rozumiecie, co wam uczyniłem?

Ostatni posiłek Jezusa z uczniami to także moment spotkania ze zdrajcą. Przez znak przekazywanego Judaszowi umoczonego kawałka chleba Jezus rozpoznaje w nim człowieka, który chwilę później wyda go na śmierć. To także moment, w którym pierwszy z Apostołów, Szymon Piotr, dowie się o swojej słabości, że już wkrótce zaprze się swojego Mistrza by ratować swoje życie. Ileż w tych postaciach dramatu i bólu. Ale ile też podobieństwa do tego jak na co dzień żyje każdy z nas…

Ostatnia Wieczerza celebrowana była w atmosferze obawy przed poszukującymi Jezusa Żydami. Apostołowie siedzieli zamknięci w Wieczerniku jak my dzisiaj w naszych domach w obawie przed koronawirusem. Ale z nimi był Jezus. To dawało im pewność, że są we właściwym miejscu. I choć kolejne wydarzenia były dla nich jeszcze trudniejsze, to jednak wtedy nie mieli wątpliwości, że we wspólnocie modlitwy, z Mistrzem pośrodku, są w stanie pokonać wszelki lęk. My też dziś boimy się o zdrowie i życie nasze i bliskich. My też boimy się, że przyszłość może być jeszcze trudniejsza niż dzień dzisiejszy. Ale jeśli w tym trudnym czasie jest z nami Jezus, to czegóż mamy się bać? Jeśli On jest, to czy nawet śmierć może być straszna?

Gdziekolwiek więc jesteśmy, oblężeni w ciasnym mieszkaniu, w zainfekowanym koronawirusem szpitalu, w izolatorium czy na kwarantannie, On tam jest z nami. Nawet wtedy, gdy ze względu na obowiązujące rygory nie możemy pójść do Kościoła i przyjąć go w postaciach Eucharystycznych, to jednak On, w Komunii duchowej, może wejść do naszych serc. Chyba nawet powinien, by pokazał nam drogę do siebie, jeżeli gdzieś ją zagubiliśmy; by dał nam siłę, jeśli czujemy, że sytuacja nas przerosła. By dał nam nadzieję, że nasze życie zmienia się, ale się nie kończy.

 

Leszek Gęsiak SJ

Wyślij opinię na temat artykułu

Kontakt

Sekretariat Zarządu

12 630 61 01

Wyślij wiadomość

Dodaj pliki

Wyślij opinię