Zapis rozmowy Jacka Bańki z senatorem-elektem z PiS, Włodzimierzem Bernackim.
Jeśli senatorom opozycji i niezależnym uda się zachować większość w Senacie, w jaki sposób odpowie Zjednoczona Prawica na prawdopodobne przeciąganie całego procesu legislacyjnego?
- Jesteśmy tymi, którzy zaufali rozwiązaniom demokracji, wbrew łatkom, które nam były przyklejane. Poddaliśmy się procedurom demokratycznym. Mamy największą liczbę senatorów, ale to porozumienie dziwaczne na opozycji i ci senatorowie niezależni, czyli dwóch za zarzutami – Gawłowski i Kwiatkowski… Póki co ciągle mamy taką liczbę, która nie wystarcza do zdobycia większości w Senacie. Z punktu widzenia konstytucyjnego, gdyby nam się nie udało osiągnąć większości, procedury się przeciągną. Kłopot tylko się pojawi w sytuacji debaty nad wyborem prezesa NIK lub Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednego i drugiego wybiera Sejm za zgodą Senatu. Może to być kłopot. Może być jednak tak, że prezes Banaś może być prezesem bardzo długo, podobnie jak obecny RPO.
Powiedział pan, że jeśli nie uda się uzyskać większości w Senacie… Rozmowy pewnie trwają. Głównie z senatorami z PSL?
- Jesteśmy otwarci na rozmowy. Pojawiły się osoby ze strony tak zwanych niezależnych i senatorów wybranych z PO, którzy zgłaszali się z sugestiami, że jakby im coś zaproponować, chętnie by przeszli do klubu PiS. Jakie będą efekty dalszych rozmów? Trudno powiedzieć.
Ilu jest tych senatorów z PO?
- Słyszałem o dwóch z PO, którzy zastanawiają się, czy nie przejść na stronę PiS.
Z niezależnych dwójkę pan wymienił – senatorów Gawłowskiego i Kwiatkowskiego. Nie o nich chodzi?
- Nie. Chociaż krąży żart, że to ci dwaj by byli najbardziej zainteresowani, bo mogliby liczyć… Tu postawmy trzy kropki.
Czyli rozmowy z dwójką senatorów PO i niezależnymi trwają?
- Nie wiem, czy trwają. Tylko słyszałem, że tacy senatorowie się zgłaszają. My nie chcemy kogoś przeciągać. My przyszliśmy do polityki, żeby realizować program.
To sytuacja w Senacie i wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy sprawia, że parlament zbierze się tak późno?
- Nie. Polecam wszystkim czytanie konstytucji. Kadencja Sejmu trwa 4 lata. Skrócenie kadencji może się dokonać tylko na podstawie uchwały Sejmu. 4 lata mijają 12 listopada. Nie możemy łamać konstytucji. Prezydent sam mówił, że z jednej strony najwcześniejszy termin wyborów był atrakcyjny dla wszystkich. Wybranie najwcześniejszego terminu zrodziło jednak ten problem, że 12 listopada to ostatni i jedyny możliwy termin zwołania Sejmu i Senatu. Zwykle w pierwszym dniu zwoływano Sejm, na drugi dzień Senat. Teraz nie ma takiej możliwości.
Pytam o wewnętrzną sytuację w Zjednoczonej Prawicy, ponieważ gowiniści i ziobryści się wzmacniają. Porozumienie i Solidarna Polska mogłyby mieć kluby parlamentarne. Jaki to będzie miało wpływ na stabilność całego bloku?
- Zna pan anegdotę o słoniu i mrówce. Po moście idzie słoń i dwie mrówki. Mrówki krzyczą do słonia, „ale tupiemy”. Nasi koalicjanci – nic im nie ujmując - bez trzonu PiS w polityce nie znaczyliby zbyt wiele. Rozmowy trwają. Porozumienie i Solidarna starają się budować swoją pozycję. W przyrodzie jest zjawisko puszenia się. Poczekajmy spokojnie. Będzie konsensus. Mamy wspaniałego kandydata na premiera. Wokół Mateusza Morawieckiego zbuduje się wspaniała ekipa rządu.
Chociaż Solidarna Polska niezbyt przychylnie spogląda na tę kandydaturę.
- Przepraszam, ale pan mówi, jakby pan cytował słowa Czarzastego czy Schetyny. Solidarna Polska i Porozumienie to nasi koalicjanci.
Jak pan odebrał atak europosła Jakiego na uniwersytety, w których dostrzegł przyczynę społecznego kursu na lewo?
- To pierwszy symptom choroby brukselskiej. Niektórzy politycy, którzy jadą daleko od Polski, w tej izolacji zapadają na taką chorobę. Pan Jaki powinien mocniej ważyć słowa.
To jest walka między mniejszymi ugrupowaniami w ramach Zjednoczonej Prawicy?
- Tak.
Czyli europoseł Jaki kontra wicepremier Gowin?
- Nie. To sytuacja, w której mniejsze ugrupowania starają się budować swoją pozycję nie przez działania, które nam towarzyszą od lat. My budujemy środowiska w oparciu o idee, programy. Tu mamy do czynienia z budowaniem pozycji przez wypowiedzi medialne, Twittera, Instagram i Facebooka. Kontakt z ludźmi buduje pozycję ugrupowania.
Czyli nie zgadza się pan z diagnozą europosła, że to przez uniwersytety następuje zwrot w lewo?
- O uniwersytetach rozmawiajmy w innym momencie. To inny problem związany z ustawą o szkolnictwie wyższym. Doszło do takiej sytuacji, w której uniwersytety mogłyby w tej sytuacji prawnej używać procedur ograniczających wolność wypowiedzi uczonych z centrum czy prawej strony. Każdy uczony – mimo że jest badaczem – ma swój system wartości. Jaki zakres wolności powinien mieć naukowiec? Powinien mieć prawo do swoich poglądów? One nie muszą być lewicowe. Wartościowanie w naukach humanistycznych i społecznych jest zawsze. Zawsze będzie miało miejsce. Ta debata powinna się rozpocząć.
W studiu Radia Kraków siedzi senator PiS, profesor UJ, konserwatysta. Co będzie najważniejszym zadaniem, które stanie przed ministerstwem nauki i szkolnictwa wyższego w nowej kadencji?
- Zreflektowanie się i spojrzenie na to, jak ta ustawa, która od 1 października w pełni obowiązuje, wpływa na funkcjonowanie uczelni i badaczy. To czas weryfikacji i wprowadzania poprawek, które są niezbędne.
Jako senator-elekt i pracownik UJ, jak pan ocenia pierwsze trzy tygodnie nowej rzeczywistości na uniwersytecie?
- Spotkałem się ze studentami. Są wspaniali. Mam nadzieję, że będą starannie czytać to, co im zalecę, i będą dyskutowali. Teraz prowadzę ważny przedmiot – współczesne zagrożenia cywilizacyjne. To temat jak znalazł.