"Ratownik w każdym domu" to propozycja warsztatów, które zakładają wspólne uczestnictwo dzieci i dorosłych – rodziców, dziadków, opiekunów czy starszego rodzeństwa. Celem zajęć nie jest przekazywanie rozbudowanej teorii, lecz praktyczne przepracowanie podstawowych scenariuszy co zrobić, gdy ktoś zasłabnie w domu, straci przytomność lub potrzebuje natychmiastowej pomocy do czasu przyjazdu pogotowia. Warsztaty mają budować realną gotowość do działania, zamiast ograniczać się do wiedzy z teorii.
Udzielenie pierwszej pomocy nie wymaga bardzo specjalistycznej wiedzy. Czasem wystarczy położyć kogoś w pozycji bezpiecznej i wezwać pomoc. Chcemy wdrażać już od najmłodszych lat te umiejętności, przede wszystkim praktyczne. Nie chcemy opowiadać dzieciom o teorii, chcemy, by pracowały praktycznie, przerabiały zagadnienia – mówi Piotr Twaróg.
Istotnym elementem jest włączanie dzieci w naukę udzielania pierwszej pomocy. Zajęcia mają charakter praktyczny i są dostosowane do wieku najmłodszych uczestników. W poprzednich pokoleniach temat pierwszej pomocy rzadko był poruszany w rodzinach, a rodzice często unikali rozmów o zagrożeniach, by nie straszyć dzieci. Tymczasem podstawowa wiedza i oswojenie z procedurami mogą realnie przełożyć się na bezpieczeństwo domowników.
Ważne jest to dla osób, które nie są związane z ochroną zdrowia czy ratownictwem medycznym. Jest w nas niepokój, że możemy zrobić komuś krzywdę. Jeżeli będziemy wdrażać to od wczesnych lat, to dzieci nabiorą pewności, że coś potrafią – mówi Ewa Życzkowska.
Lęk przed zrobieniem krzywdy, obawa przed odpowiedzialnością czy paraliż wynikający z silnych emocji często powstrzymują ludzi przed działaniem. Paradoksalnie łatwiej jest pomóc osobie obcej niż własnemu dziecku lub bliskiemu, ponieważ w sytuacjach rodzinnych emocje są znacznie silniejsze.