Patrząc na te filmy można by pomyśleć, że Michael Bay zabrał się za kręcenie dokumentów przyrodniczych. Mamy zimowy las, mamy nagły huk i drzewo rozpada się na kawałki, jakby połknęło granat. Widoki są spektakularne, zebrały miliony wyświetleń.
To jednak filmowy fejk wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Po pierwsze fizyka. Na tych nagraniach kora pęka elastycznie jak guma, co przy minus trzydziestu stopniach jest po prostu niemożliwe. Po drugie dźwięk. Słyszymy jakieś hollywodzkie eksplozje, ale brakuje tła, skrzypienia śniegu pod butami czy choćby podmuchu wiatru.
Po użyciu narzędzi do wykrywania AI wynik jest jasny - to sprawka algorytmów takich jak Sora2. Ktoś po prostu chciał podkręcić rzeczywistość dla lajków. No bo prawdziwa natura nie jest aż tak kinowa.
Samo zjawisko pękających drzew oczywiście istnieje. Tyle, że to nie są eksplozje w stylu Rambo, ale tak zwane pęknięcia mrozowe. W środku drzewa płynie sok. Kiedy mróz uderza nagle i jest bardzo silny, woda zamarza, a jak wiemy z lekcji fizyki i z butelek z napojem pozostawionych w zamrażarce, lód zwiększa swoją objętość o dziewięć procent. To jest potężna, niszczycielska siła. Ciśnienie od środka staje się tak wielkie, że pień nie wytrzymuje i trach! To nie jest ciche pęknięcie. Świadkowie mówią, że brzmi to jak strzał z pistoletu albo karabinu, a huk niesie się w mroźnym powietrzu nawet na półtora kilometra. Drzewo jednak nie znika w chmurze trocin. Po prostu na pniu pojawia się długa, pionowa szrama. Taka mrozowa blizna.
Leśnicy z Wisconsin studzą emocje. To jest fascynujące, to jest głośne, ale to nie rozrywa drzew w lesie w drzazgi. Podsumowując, jeśli zobaczą Państwo w sieci wideo, gdzie dąb rozpryskuje się niczym konfetti, to jest fejk. Ale jeśli kiedyś podczas spaceru w siarczysty mróz usłyszą Państwo w lesie salwę honorową, to spokojnie, to tylko drzewa walczą z fizyką. No i chyba wiemy, skąd się wzięło powiedzenie trzaskające mrozy