Zapis rozmowy Jacka Bańki z wicemarszałkiem Małopolski, Tomaszem Urynowiczem.
Co pan zrobi z dziećmi w poniedziałek, jeśli dojdzie do strajku w szkołach?
- Syn jest duży. Ma 14 lat. Zrobię to, co robię od kilku tygodni, czyli zagonię go do książek w domu. Przed nim egzamin ósmoklasisty. Córka jest mała. Może ją wezmę do pracy. Mamy w rezerwie babcię. Pan pyta jednak o moje dzieci. Z troską podchodzę do negocjacji w Warszawie. Mam nadzieję, że dojdzie do porozumienia i wszystkie strony będą zadowolone.
Jak na tę sytuację spogląda pan jako ojciec osoby, którą czeka egzamin? Nie wiemy czy te egzaminy się odbędą. Ministerstwo zapewnia, że ma plan B, żeby do egzaminów doszło.
- Jako ojciec myślę o postępach w nauce mojego dziecka. Mam nadzieję, że strajk i ewentualne problemy przy egzaminach nie będą występować. To stres dla mojego dziecka i dla rodzin. Myślę że wygra odpowiedzialność i zrozumienie. Dzieci nie będą ofiarami.
Krakowski Urząd Miasta mówi, że jeśli pracownicy nie będą mieli co zrobić z dzieckiem, będą mogli wziąć je do pracy. Co z Urzędem Marszałkowskim?
- Bierzemy pod uwagę takie rozwiązania. Jesteśmy otwarci. W Małopolsce jest wiele placówek kulturalnych. Może trzeba przygotować taką ofertę. Mam 6-letnią córkę. Wizyta u mnie w pracy jest dla niej atrakcją. Obowiązków mi jednak nie brakuje. Mam jednak nadzieję, że sprawy związane z negocjacjami szybko i szczęśliwie się zakończą.
Krakowski Urząd Miasta też stawia na instytucje kultury. Instytucje kultury Urzędu Marszałkowskiego też są bogate. Dla starszych Cricoteka, dla młodszych Cogiteon, który gdzieś jest w drodze.
- Tak. Jednak najważniejsze jest, żeby szkoły i przedszkola pracowały normalnie. Mam nadzieję, że rozmowy do tego doprowadzą.
Ministerstwo Środowiska chce obniżyć próg alarmowania o smogu z 300 mikrogramów do 250 na metr sześcienny. To odważny czy umiarkowanie odważny krok?
- Odważny, ale zapowiadałem, że w programie ochrony powietrza jeszcze bardziej obniżę tę normę. Analizowaliśmy na przykładzie roku 2017 jakby to było w Krakowie. Zamiast 2 dni darmowej komunikacji, byłoby ich 60. To konkretne działania, które są odpowiedzią na przekroczenia norm, ale też obciążenia dla gmin. Te rozwiązania są ważone. Najważniejsze jest zdrowie mieszkańców.
Ministerstwo mówi o 250 mikrogramach. Ekomałopolska zakłada 80 mikrogramów. Przy tym poziomie byłby włączany alarm smogowy w gminach.
- Takie jest założenie w programie, który przygotowujemy. On jest teraz konsultowany i zakłada wyraźne obniżenie norm. Ten rok jest na konsultacje, prezentowanie naszych badań. W styczniu 2020 roku chcemy przedstawić dokument Sejmikowi. Teraz program Ekomałopolska to zbieranie dobrych praktyk.
80 mikrogramów na metr sześcienny oznaczałoby, że w Krakowie mogłoby być 60 dni smogowych, czyli 60 dni darmowej komunikacji.
- Mówimy o katalogu działań doraźnych. On by wprowadził takie rozwiązania. Żeby to wycenić bierzemy pod uwagę organizację transportu publicznego w miastach. Zakładamy dokument dla całej Małopolski. To nie będą tylko działania doraźne. Jest obowiązek intensywnej kontroli. Do tego tak proste sprawy jak obowiązek mycia ulic. To będzie w wytycznych.
Bezpłatna komunikacja jest tylko z nazwy. Kosztuje to około pól miliona. Pół miliona razy 60 to duża suma.
- Smog to nie tylko działania teoretyczne. To koszty dla budżetu w ochronie zdrowia. Przeliczone jest to. Jeśli chcemy walczyć o zdrowie i życie mieszkańców, odważne decyzje finansowe muszą być brane pod uwagę.
Ile wpłynęło ekointerwencji do Urzędu?
- Z umiarkowaną przyjemnością powiem, że wpływa ich wiele. To około 10 dziennie. To duży odbiór społeczny. Wszystkie interwencje są przekazywane do instytucji kontrolujących. Przed chwilą dostałem informację co się dzieje. Dzięki interwencji mieszkańca złapano osobę w gminie Zabierzów, która paliła śmieciami. Sprawa skończy się w sądzie. To ważny kierunek. Chcemy ten projekt rozwijać. Teraz działa to na naszej stronie internetowej. Od września będzie aplikacja. Chcemy pokazać jak to działa. Nie oczekujemy i nie wymagamy niczego więcej niż to, o czym mówi polskie prawo. Ono nakłada obowiązek kontroli.
Dobrze byłoby, żeby mieszkaniec zgłaszający ekointerwencję widział potem skutki swojego zgłoszenia. Zobaczy?
- Chcemy, żeby mieszkańcy byli przekonani, że warto walczyć o środowisko. Szukaliśmy formuły, w której każdy będzie mógł walczyć. Z jednej strony segregujemy, ale też interweniujemy, gdy dzieje się coś niedobrego. To już przynosi efekty. Oczywiście jeśli chcemy utrzymać zainteresowanie, musimy wymagać reakcji gmin. To już się dzieje. Projekt zakłada też, żeby monitorować co się dzieje w gminach, ale też oceniać i punktować.
Ruszył już ten system punktowy? Marszałek Kozłowski mówił, że nie będzie punktów ujemnych, ale dodatnie, żeby nagradzać gminy, które coś robią.
- To dobre określenie. Chcemy premiować tych, którzy robią więcej od innych. Ruszyły dwa konkursy – turystyczny i dotyczący modernizacji obiektów sportowych. Kryterium środowiskowe jest jednym z wytycznych do przyznawania środków dla gmin. Skutecznie wdrażamy ten program. Mam nadzieję, że to będzie przynosić efekty. Wiemy, że to się nie stanie z dnia na dzień. Wymaga to czasu. Chcemy przekonać mieszkańców i gminy, żeby razem z nami walczyli.
To prawda, że przygotowuje pan oficjalne pismo do władz miasta jako marszałek i mieszkaniec Nowej Huty, który nie jest zadowolony z tego jak mają wyglądać obchody 70-lecia tej dzielnicy?
- To prawda, ale nie do końca. Nie tyle niezadowolony, ale poruszony artykułem w Gazecie Wyborczej, gdzie podsumowano to, co przygotowano. 70-lecie Nowej Huty powinno być okazją, żeby nakreślić plany rozwojowe i ocenić to co jest. Nie wystarczą koncerty. Powinien być przykład tego jak miasto chce podejść do dziedzictwa Nowej Huty, może być rozmowa o parku kulturowym.
Pan za to odpowiadał jako radny.
- Tak. Te dyskusje zamarły w 2017 roku. Warto takie projekty rozwojowe wdrożyć. Taki list przygotowuje. On będzie publikowany w przyszłym tygodniu.
Co powinno zostać po 70-leciu w Nowej Hucie? Lepsza infrastruktura, czy te obchody powinny zdominować działania miękkie? Jak Nowa Huta powinna świętować?
- Powinna być równowaga. Słyszę, że pojawia się wzorowany na moim projekcie „Nowa Huta Dziś” projekt „70 chodników na 70-lecie”. Zgłoszono takich chodników 1000. Skala problemu jest duża. Żeby je rozwiązać nie będziemy chyba czekać 1000 lat. Mówię żartując, ale Nowa Huta potrzebuje poszukiwania i znalezienia odpowiedzi na problemy demograficzne. Widać ten problem. Są też problemy gospodarcze. Dobrze, że są koncerty i ludzie świętują. Jednak jak będziemy śpiewać Nowej Hucie 100 lat, powinniśmy nakreślić jak ta Nowa Huta powinna wyglądać za 100 lat.