A więc w Krakowie powstanie komisja?
Zapewne. Zobaczymy, w jakim kształcie - czy Kraków przystąpi do ogólnopolskiej komisji. To byłoby najlepsze rozwiązanie: jedna, prawdziwie niezależna komisja, obejmująca wszystkie diecezje w Polsce. Jeśli jednak nie będzie decyzji Episkopatu Polski, powstanie komisja diecezjalna, podobna do tej w Sosnowcu czy w Łodzi.
Oczywiście każda diecezja ma swoją specyfikę, ale myślę, że modus operandi, metodologia widoczna już w raporcie, przyjęte założenia, a nawet skład komisji są inspirujące. To bardzo ważne, że komisja - choć w większości historyczna - jest interdyscyplinarna. Bada kwestie historyczne, jednak w jej składzie są kanoniści, historycy, psychologowie, seksuolodzy. Stara się patrzeć na historię i świadectwa z wielu punktów widzenia.
Podkreślę też ważny aspekt krakowski komisji. Na pięciu członków trzy osoby są ze środowiska krakowskiego: dr hab. Marek Lasota, ks. Jacek Prusak oraz dr Aleksandra Brzemia-Bonarek, kanonistka i prawniczka. Widać więc, że Kraków ma potencjał intelektualny, aby zmierzyć się z takim wyzwaniem.
Można z tych osób skorzystać, można też powołać nowe. Biskup Artur Ważny mówił, że prawda została ukryta pod warstwami kurzu w nieuporządkowanych archiwach. Czy w archiwum otwartym przez kardynała Grzegorza Rysia również są takie „warstwy kurzu”?Mam nadzieję, że nie. Została ponownie otwarta czytelnia archiwum i zasoby są dostępne. Myślę, że nie ma tam nieuporządkowania, choć zawsze można coś lepiej uporządkować. Tam, gdzie są archiwa, praca porządkowa jest zawsze aktualna.
Nawet jeśli jest bałagan, trzeba nazwać rzeczy po imieniu - to jeden z wniosków raportu. Oczywiście pierwszy poziom to same przestępstwa, które zostały ujawnione i opisane. Drugi poziom to sposób, w jaki diecezja podchodziła do reagowania i udzielania pomocy. I tutaj prawda bywa bardzo trudna, zawstydzająca.
Kategoria wstydu jest ważna. Biskup może powiedzieć: staram się porządkować, ale to nie znaczy, że się wybielam. Nie mówię: „ja nie zawiniłem”. Biorę na siebie cień, który pada na całą diecezję. Jako pasterz i odpowiedzialny lider nie uciekam od tej odpowiedzialności.
Czy archiwum niejawne będzie na jakichś zasadach udostępnione dziennikarzom czy badaczom?
Jestem przekonany, że komisja niezależnych ekspertów będzie miała dostęp do archiwum niejawnego - tak jak w diecezji sosnowieckiej. Tylko wtedy można uczciwie badać udokumentowane przypadki wykorzystania seksualnego.
To archiwum dokumentujące sprawy karne kościelne. Rozumiem sytuacje, w których dokumentacja musi być udostępniona organom ścigania czy sądom. Natomiast nie jest to archiwum dostępne po prostu do badania przez dziennikarzy czy osoby postronne.
W przypadku badań nad okresem posługi kardynała Wojtyły mówimy raczej o aktach jawnych. Historycy i dziennikarze mogą je badać. Na tej podstawie Tomasz Krzyżak analizował dokumenty IPN. Mam nadzieję, że perspektywa kościelna z czasem zostanie uzupełniona i zintegrowana.
Wiemy, co państwo wiedziało i co zrobiło lub czego nie zrobiło. Teraz zobaczmy, jaka dokumentacja była w Kościele - o ile była prowadzona. Trzeba pamiętać, że w tamtym okresie Kościół funkcjonował w realiach PRL. Władze komunistyczne wykorzystywały takie sprawy przeciwko Kościołowi. To nie był model współpracy dla dobra człowieka.
Nie rzucam cienia na akta IPN. Zastanawiam się tylko, na ile mamy dokumentację kościelną. Być może pewne działania były podejmowane, ale nie wszystko było dokumentowane - z obawy przed wykorzystaniem przez władze. Nie jestem historykiem, ale słyszałem takie opinie badaczy. Przykładowo w sprawie kardynała Wojtyły wiemy, że duchowny trafiał do więzienia. Pytanie, jak wyglądał proces kanoniczny. To będzie ciekawy wątek ewentualnej komisji historycznej.
Jak ksiądz skomentuje roszczenia jednej z osób pokrzywdzonych, która domaga się od Archidiecezji Krakowskiej 20 milionów złotych?
Pozew jest analizowany od strony prawnej. Tak jak każda osoba ma prawo złożyć pozew cywilny, tak archidiecezja ma prawo przeanalizować jego podstawy i argumentację. Na tej podstawie będą podejmowane dalsze decyzje.
Sprawa ma kilka etapów. Najpierw było postępowanie karne dotyczące ukarania sprawcy - zakończone przedawnieniem w prawie państwowym. W wymiarze kościelnym wskazywano na zaniedbania; biskup bielsko-żywiecki został ukarany za zaniedbania.
Następnie był etap roszczeń wobec diecezji bielsko-żywieckiej. Zapadł wyrok i odszkodowanie zostało wypłacone. Teraz mamy trzeci etap: roszczenia wobec Archidiecezji Krakowskiej, ponieważ duchowny był kiedyś jej księdzem. To sytuacja dotąd niespotykana. Argumentacja jest analizowana.
Sprawa biskupa Jana Szkodonia i ujawnienia osoby, która twierdzi, że była molestowana. Co w takiej sytuacji?
Można spotkać się z tą osobą i ją wysłuchać. Delegat ds. ochrony małoletnich i osób bezbronnych jest umówiony na takie spotkanie. Biskup również deklaruje gotowość rozmowy.
Natomiast nie ma możliwości prowadzenia postępowania karnego - ani w prawie państwowym, ani kanonicznym - ponieważ biskup nie żyje. Pozostaje dochodzenie historyczne. Prawo kanoniczne dopuszcza taką możliwość, ale nie precyzuje procedur.
Widzę tu wielką szansę w komisji, o której mówimy. Taki zespół mógłby próbować wyjaśniać podobne zarzuty. Te historie potwierdzają konieczność powołania niezależnych ekspertów.
To potrzebne także Kościołowi?
Przede wszystkim potrzebne osobom skrzywdzonym. Ale oczywiście także Kościołowi. Kościół jest obecny w tych ludziach skrzywdzonych.
Czy jest jakiś termin?
Kardynał jasno komunikuje: czekamy do marca. Zobaczymy, co zrobi Konferencja Episkopatu Polski. Jeśli powoła komisję ogólnopolską, Kraków się włączy. Jeśli nie, kardynał jest zdeterminowany, by powołać komisję w Archidiecezji Krakowskiej.
Odwołuje się do doświadczenia z Łodzi, gdzie wcześniej powołał komisję. Ona już rozpoczęła pracę. Wiem też, że rozważane są kandydatury personalne do ewentualnej komisji krakowskiej. To znaczy, że sprawa jest traktowana bardzo poważnie.
Gościem Radia Kraków był ks.dr Piotr Studnicki - rzecznik Archidiecezji Krakowskiej