Niesłusznie kojarzony z jedną świątynią – Angkor Wat. Bo przed nami kilkadziesiąt ogromnych kompleksów wydartych dżungli i rozrzuconych na ogromnym obszarze. W odległości od ośmiu do kilkudziesięciu kilometrów od Siem Rep. Przed wiekami były częścią jednego wielkiego khmerskiego miasta. Dlatego nie da się wszystkiego zobaczyć piechotą. Trzeba wynająć rower lub tuk – tuka. Na niektórych odcinkach można też przemieszczać się na słoniach. Prawdziwe zwiedzanie zajmuje co najmniej trzy dni i wymaga dobrego przygotowania. Informacyjnego i logistycznego.
Angkor jest jednym z największych klejnotów światowej kultury. Oczywiście, błyszczy także na liście UNESCO. Cały zespół składa się z ponad 400 świątyń. Przede wszystkim buddyjskich, ale także hinduistycznych. Z XII, XIII i XIV stulecia. Dziś trudno uwierzyć, że Angkorem rządziło aż 23 monarchów królestwa, które w złotym okresie sięgało od terenów Birmy po południowy Laos i północno – wschodnią Tajlandię. Ale zespół, który ocalał oszałamia nie tylko wielkością. Także wysokim poziomem artystycznym i niezwykłą harmonią. Wrażenie potęguje świadomość, że apogeum tej cywilizacji miało miejsce w czasach panowania u nas Bolesława Śmiałego, a jej upadek za rządów Władysława Jagiełły.
Śladami wielkiej khmerskiej cywilizacji powędrujemy, z „Południkiem Café”, już w najbliższą niedzielę w południe (o godz. 12.05).