- Spór o strefę czystego transportu w Krakowie ma wyraźne tło polityczne — to starcie liberalnego miasta z konserwatywnym regionem.
- Kasacja wojewody dotyczy kwestii proceduralnych, a nie samej idei strefy, którą Majcherek uznaje za konieczną.
- Referendum odwoławcze w Krakowie może się odbyć, ale jego skuteczność stoi pod znakiem zapytania ze względu na frekwencję.
- Krytyka prezydenta za zmienność decyzji trafia głównie do wyborców prawicy, którzy oczekują silnego i nieustępliwego przywództwa.
- W szerszym kontekście rozmowa dotyka także polityki międzynarodowej — krytyki wizyty Nawrockiego u Orbána oraz niepewnych perspektyw zmiany władzy na Węgrzech.
- A
- A
- A
Strefa czystego transportu w Krakowie. Prof. Janusz Majcherek: "Spór wojewody z prezydentem ma tło polityczne"
Wojewoda Małopolski składa kasację do wyroku NSA w sprawie SCT mimo poprawek prezydenta Krakowa w strefie. Czy to już spór w koalicji? "Nie jest tajemnicą, że prowincja bardziej lubuje się w 20-letnich poniemieckich dieslach, które miałyby problemy z wjechaniem do strefy czystego transportu, i to w jej interesie (rozumiejąc w ten specyficzny sposób swoje konserwatywne podejście i więź z małopolskim elektoratem) wojewoda pochodzący z PSL-u kwestionuje wprowadzenie strefy czystego transportu w tym lewicowo-liberalnym Krakowie" - mówił w Radiu Kraków prof. Janusz Majcherek (Akademia WSB w Dąbrowie Górniczej).Strefa czystego transportu budzi ogromne emocje wśród mieszkańców, niektórzy usuwają znaki z granic strefy. Dzisiaj zatrzymano dwie osoby, grożą im konsekwencje prawne. W warstwie politycznej zwrot, choć też niespokojnie - wojewoda postanowił złożyć kasację od wyroku, pomimo że prezydent postanowił wprowadzić pewne poprawki. Zgrzyt w koalicji? Przypomnijmy afiliację partyjną: wojewoda PSL, prezydent Koalicja Obywatelska, czyli jedna koalicja.
- Z całą pewnością w tle tego sporu istnieje konflikt polityczny. Kraków jest liberalno-lewicową stolicą bardzo konserwatywnego regionu. Można w przybliżeniu powiedzieć: Kraków to jest bastion Koalicji Obywatelskiej, natomiast Małopolska to bastion konserwatystów, niekoniecznie PSL-owskich, ale generalnie konserwatystów, którym do PSL-u jest bliżej i który to PSL chętnie o nich dba i chętnie się o nich upomina. Więc nie jest tajemnicą, że prowincja bardziej lubuje się w 20-letnich poniemieckich dieslach, które miałyby problemy z wjechaniem do strefy czystego transportu, i to w jej interesie (rozumiejąc w ten specyficzny sposób swoje konserwatywne podejście i więź z małopolskim elektoratem) wojewoda pochodzący z PSL-u kwestionuje wprowadzenie strefy czystego transportu w tym stołecznym, lewicowo-liberalnym, jak powiedziałem, Krakowie.
Referenda w blokach startowych
A na horyzoncie prezydenckie referendum odwoławcze. Jak na to patrzeć? Przecież nie ma zgody.
- Popatrzmy na to także jako pewien problem proceduralny. Owszem, są tutaj jasno - albo przynajmniej do pewnego stopnia - zdefiniowane i określone interesy, w tym także interes właśnie pozakrakowskich mieszkańców, którzy regularnie jeżdżą do Krakowa, a jeżdżą samochodami niespełniającymi odpowiednich norm. Ale sąd w swoim orzeczeniu nie zakwestionował samej idei strefy czystego transportu. Tam chodziło tylko o kwestie proceduralne. I wojewoda w gruncie rzeczy tego próbuje się trzymać. To problem analogiczny do tego, jaki pojawił się, kiedy Kraków postanowił walczyć z węglowymi piecami. Udało się to przełamać mimo rozmaitych problemów i zastrzeżeń. Strefa czystego transportu jest konieczna — mówię to jako mieszkaniec Krakowa. To jest niezbędne. Musimy walczyć ze smogiem, musimy walczyć z trucicielami. Sąd powie, jakie są optymalne sposoby, żeby tego dokonać, nie naruszając niczyich praw, w tym także — co już w pierwszej instancji orzekł — praw mieszkańców do oddychania czystym powietrzem.
A wracając do referendum odwoławczego — jeśli się odbędzie, bo nie mamy jeszcze oficjalnego potwierdzenia — to prezydent może zostać odwołany? Jaki jest scenariusz według pana?
- Przypomnę, że po to, aby odwołać prezydenta i radę miasta, wymagana jest określona frekwencja. Zwykle były z tym problemy. W przypadkach takich referendów odwoławczych, organizowanych zresztą licznie w całej Polsce, były problemy z uzyskaniem frekwencji. Mam przeczucie, że i w Krakowie będzie taki problem. Ale nie jestem tego pewien, takie jest moje przypuszczenie. To znaczy - 90 kilka procent zagłosuje za odwołaniem prezydenta i rady miasta, to jest pewne. Tylko pytanie, jak liczni oni będą, jak wielu ich stawi się przy urnach.
Jak Pana zdaniem wyborcy w Krakowie oceniają zachowanie prezydenta, który podejmuje decyzje, a potem się z nich wycofuje, modyfikuje, mówi o błędach? Tak było przy strefie czystego transportu, strefie płatnego parkowania, z kamienicami na Kazimierzu. Mam wrażenie, że dla wyborców koalicji to może być zaletą — przyznanie się do, jeśli nie do winy, to do nie do końca przemyślanej decyzji. Opozycja jak zawsze będzie trwała przy zdaniu, że prezydent jest nie dość twardy, żeby być przywódcą, żeby nie powiedzieć miękki.
- Oczywiście, że wśród wyborców prawicy zwłaszcza (zwracam uwagę, że wśród tych, którzy dążą do odwołania prezydenta Miszalskiego, są też i lewicowcy, i to radykalni lewicowcy, niektóre z tak zwanych ruchów miejskich, które niekoniecznie mają cokolwiek wspólnego z prawicą) rzeczywiście ideałem polityka jest twardziel, sprawczy i silny człowiek. Pewne niezdecydowanie i wycofywanie się z wcześniej podjętych decyzji przez prezydenta Miszalskiego im się na pewno nie będzie podobać. Ale pytanie: ilu ich będzie. Wyniki wyborów zarówno do rady miasta, jak i prezydenckich (także prezydenta RP) pokazują, że prawicowi wyborcy w Krakowie nie stanowią większości. Natomiast do uzyskania wymaganej frekwencji nie jest niestety niezbędna większość. Mówię „niestety”, ponieważ te referenda odwoławcze są — mówmy sobie szczerze — procedurą dość szemraną.
W tej chwili, jak słyszę, wynik referendum krakowskiego ma być ewentualnie, gdyby okazał się pozytywny, początkiem lawiny. Przez Polskę mają się przetoczyć referenda, odbędzie się masowy proces odwoływania władz dopiero co niedawno, półtora roku temu wybranych. No więc to nie jest korzystne dla demokracji lokalnej, dla samorządności, o którą tak żeśmy dbali, na którą żeśmy tak chuchali. No ale cóż — Kraków nie pierwszy raz będzie w pewnym sensie testem, jak potoczą się dalsze losy władz samorządowych wielu polskich miast, gdzie już w blokach startowych szykują się komitety referendalne.
Protokolarny błąd prezydenta Nawrockiego
Panie profesorze, jeśli pozwoli Pan już na zakończenie, przeniósłbym się razem z panem do Budapesztu - czy wizyta prezydenta Nawrockiego u Viktora Orbána i całe to zamieszanie z pouczaniem dziennikarza, była błędem?
- O tak, była błędem protokolarnym. Prezydent powinien się spotkać także z szefem opozycji, prawda? No bo to jest głowa obcego państwa, ona nie powinna się mieszać w sprawy innego państwa w ten sposób, że wskazuje konkretnego kandydata, którego popiera. Po drugie, ten obrazek, gdy prezydent zmierzał w stronę dziennikarza krokiem sugerującym, że może się skończyć na rękoczynach, ruganie dziennikarza przybrało bardzo nieprzyjemną formę. To raczej prezydentowi nie pomoże. Aczkolwiek pamiętajmy, że jest w Polsce taki elektorat — dla niego to będzie dowód na to, że Nawrocki jest silnym, sprawczym, stanowczym człowiekiem, który sobie poradził z dziennikarzami. A Nawrocki po prostu naśladuje prezydenta Trumpa, który dziennikarzy amerykańskich ruga regularnie, więc to jest strategia, sposób pełnienia urzędu. Źle wygląda, ale dla pewnej części elektoratu może być akceptowalna,
Jak będą wyglądały wyniki wyborów w Budapeszcie 12 kwietnia? Czy Orbán zostanie odsunięty od władzy po 16 latach?
- Nie jestem hungarystą, jak wiadomo. W ogóle język węgierski jest tak trudny, że tylko niewielu się nim posługuje. Tisza wygra, ale będzie mieć wielkie problemy ze stworzeniem rządu. A nawet jeżeli uda się go stworzyć, to będą tam co najmniej takie problemy, jak u nas były po 15 października. Ale nawet jeżeli uda jej się opozycji stworzyć rząd, to państwo węgierskie jest tak (co wiem z książki innego autora o nazwisku Magyar pod tytułem „Państwo mafijne”) skorumpowane i obsadzone przez rozmaitych funkcjonariuszy reżimu Orbána, że będzie opozycji niezwykle trudno rządzić.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
22:43
Wróciliśmy z dalekiej podróży. Polska wygrywa z Albanią 2:1!
-
21:02
Strefa czystego transportu w Krakowie. Prof. Janusz Majcherek: "Spór wojewody z prezydentem ma tło polityczne"
-
20:22
Znamy skład Polski na baraż z Albanią. Były zawodnik Cracovii, Filip Rózga, w wyjściowej jedenastce
-
19:43
Zderzenie trzech samochodów w Kukowie, jedna osoba ranna
-
18:25
Podejrzenie gruźlicy w Krakowie: „To wciąż najbardziej śmiertelna choroba zakaźna”
-
17:47
Los Hotelu Forum w rękach resortu. Jest petycja do ministry kultury
-
17:11
11 kwietnia protest w Nowym Sączu. „Solidarność” przedstawi postulaty
-
16:58
„Praca artystyczna to praca” – Radio Kraków zaprasza na debatę
-
16:51
Trzech Polaków poskacze...jesli wiatr pozwoli
-
16:32
Kpt. rez. Damian Duda: "W Ukrainie byłem zwierzyną, na którą polowały drony"
-
16:28
Miał rozwiązać problem parkowania, jest odwrotnie. Parking podziemny w Oświęcimiu świeci pustkami
-
16:21
Kraków Airport przyspiesza - nowy terminal, więcej połączeń
-
16:01
Przejmująca historia braci Kupców w oświęcimskim muzeum
-
15:45
„Matka Boża zza drutów” i inne pamiątki. Poruszająca historia braci Kupców już teraz w Muzeum
-
15:34
Nie test, tylko życie. Mistrzostwa pierwszej pomocy w Starym Sączu
-
15:31
Trzmiel się nie czai, nie skrada gdzieś z cicha. Trzmiela z daleka widać i słychać
-
14:55
Dotknąć nauki. Ryglicka SOWA przyciąga tłumy
-
14:53
Czy Modrzejówka wróci do życia? Mieszkańcy walczą
-
14:02
Mortgage w UK bez historii kredytowej – czy to możliwe?