GMO od lat rozpala emocje – szczególnie w Europie, gdzie organizmy modyfikowane genetycznie należą do najbardziej regulowanych technologii w rolnictwie i żywności. Zakazy upraw, obowiązkowe etykiety i głośne kampanie społeczne sprawiają wrażenie, że mamy do czynienia z wyjątkowo groźnym zjawiskiem. Tymczasem z perspektywy nauki obraz ten wygląda zupełnie inaczej.
Jak podkreśla dr Paweł Jedynak, biochemik z Zakładu Fizjologii i Biochemii Roślin, Uniwersytetu Jagiellońskiego, problem GMO nie jest problemem biologii, lecz polityki i społecznych lęków.
„Z punktu widzenia nauki nie ma żadnych udowodnionych, czarno na białe, negatywnych skutków tych odmian, które są dopuszczone do użycia” – zaznacza naukowiec
Precyzja zamiast przypadku
Wbrew obiegowym opiniom inżynieria genetyczna jest dziś jedną z najbardziej precyzyjnych metod modyfikowania roślin. Tradycyjne techniki, takie jak krzyżowanie czy mutageneza z użyciem promieniowania i substancji chemicznych, prowadzą do licznych, często niekontrolowanych zmian w genomie. GMO pozwala natomiast wprowadzić jedną, konkretną cechę – na przykład odporność na szkodniki – bez ingerowania w pozostałe właściwości rośliny.
Co więcej, wiele modyfikacji ma na celu ograniczenie stosowania pestycydów, a więc realne zmniejszenie obciążenia środowiska. Paradoks polega na tym, że te same substancje (np. toksyny BT) są dopuszczone w rolnictwie ekologicznym, jeśli pochodzą z „naturalnych” źródeł, lecz budzą sprzeciw, gdy ich gen zostaje precyzyjnie wprowadzony do rośliny metodami inżynierii genetycznej
Mit „naturalności”
Duża część sprzeciwu wobec GMO opiera się na prostym podziale: naturalne = dobre, nienaturalne = złe. Tymczasem, jak pokazuje praktyka, „naturalne” nie zawsze oznacza bezpieczne. W rolnictwie ekologicznym przez lata stosowano naturalne pestycydy, które później okazywały się silnie toksyczne i były zakazywane. Sama ingerencja człowieka w przyrodę – niezależnie od metody – zawsze oddala się od idealizowanej wizji natury.
GMO nie tylko na talerzu
Warto też pamiętać, że inżynieria genetyczna od dawna ratuje ludzkie zdrowie. Insulina produkowana przez zmodyfikowane bakterie czy terapie genowe są powszechnie akceptowane. Sprzeciw pojawia się dopiero wtedy, gdy podobne technologie dotyczą żywności. Jak zauważa dr Jedynak:
„Akceptujemy GMO w medycynie, ale zaczynamy się oburzać, kiedy dotyczy ono jedzenia – choć brak dowodów na jego szkodliwość”.
Między strachem a wiedzą
Przykład papai na Hawajach, uratowanej przed wirusem dzięki modyfikacji genetycznej, pokazuje, że GMO może być narzędziem ochrony rolnictwa i środowiska, a nie zagrożeniem. Konsensus naukowy pozostaje jasny: każda odmiana GMO jest oceniana indywidualnie, a te dopuszczone do obrotu uznaje się za bezpieczne.
Debata o GMO wciąż jednak toczy się głównie na poziomie emocji i ideologii. Być może najwyższy czas, by – zamiast strachu przed samym słowem – zacząć patrzeć na fakty i wyniki badań, które od lat pozostają zaskakująco spójne.
To pierwszy odcinek cyklu "Karma wraca", w którym autorka rozmawia z ekspertami o społecznych aspektach jedzenia, rolnictwie i zrównoważonej żywności, oszustwach i dezinformacji, która wpływa na decyzje zakupowe.