Absolutnie tak. Co ważne, to nie jest problem abstrakcyjny, tylko bardzo konkretny. W momencie, kiedy młodzi ludzie z Polski i Ukrainy funkcjonują obok siebie, ale nie ze sobą, pojawia się idealna przestrzeń dla dezinformatorów.
Weźmy choćby banalny przykład z badania - chryzantemy. Dla nas wiadomo, 1 listopada cmentarze. Dla Ukraińców po prostu jesienne kwiaty. Niby drobiazg, ale pokazuje, że bardzo łatwo coś zinterpretować źle, nie zrozumieć intencji drugiej strony. Kiedy do tego dołożymy kwestie historyczne, np. UPA, Bandera, Rzeź Wołyńska, to bez odpowiedniej wiedzy, bez kontekstu robi się z tego pole minowe.
Właśnie w tę lukę wchodzą rosyjskie trolle. Przykład? Słynna narracja - Polska chce odebrać Lwów. Absurd? No tak, ale jeśli ktoś nie zna polskiej historii i nie zna współczesnej polityki, to może się na to złapać.
Tak samo działa przekaz odwrotny, że wszyscy Ukraińcy są niewdzięczni albo agresywni. To się świetnie klika w mediach społecznościowych, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, dlatego tak ważna jest edukacja. To najlepszy firewall przeciw dezinformacji. Młodzi muszą znać swoje historie, swoje punkty widzenia, nie po to, żeby się zgadzać, tylko żeby się zrozumieć.