Fot. ilustracyjne/Pexels
Jak ekonomista patrzy na burzę wokół pożyczki w ramach programu SAFE?
Przede wszystkim spokojnie. Trzeba zważyć argumenty militarne, które są kluczowe, ale nie zawsze poddają się prostemu rachunkowi ekonomicznemu, z twardymi danymi finansowymi. W sytuacji, gdy i tak zwiększamy wydatki na zbrojenia, modernizujemy i rozbudowujemy armię, SAFE wydaje się instrumentem korzystnym i wartym rozważenia. Z prostego powodu: gdybyśmy samodzielnie zaciągali dług na rozwój sektora militarnego, byłby on droższy niż finansowanie oferowane za pośrednictwem Unii Europejskiej.
Chodzi o oprocentowanie? Jest jednak 45-letni horyzont spłaty, a dług jest w euro. Dochodzi ryzyko kursowe.
Tak, ryzyko kursowe istnieje. Nie obawiałbym się go jednak nadmiernie. Kurs euro wobec złotego w ostatnich latach był względnie stabilny. Oczywiście nie da się wykluczyć kryzysu i silnej deprecjacji złotego - wtedy realny koszt spłaty wzrósłby znacząco. Jednak długi horyzont spłaty działa tu na naszą korzyść. To ryzyko można zarządzać, stosując instrumenty zabezpieczające, jak choćby opcje walutowe. Mamy też 10-letnią karencję w spłacie kapitału, co daje czas na odpowiednie przygotowanie strategii zabezpieczeń.
Pojawia się pomysł komitetu monitorującego wydatkowanie środków.
To rozsądne rozwiązanie. SAFE wymaga planów, zabezpieczenia interesów krajowych, ustalenia kamieni milowych i okresowych audytów. Monitoring ogranicza ryzyko marnotrawstwa i zwiększa zaufanie społeczne oraz rynkowe. Może też osłabić polityczne zarzuty o nadmierne uzależnienie od decyzji unijnych.
Program to nawet 200 miliardów złotych. Jaki efekt może przynieść takie zasilenie sektora obronnego? Jaki będzie mnożnik?
Ekonomiści od lat próbują to precyzyjnie oszacować i wyniki są zróżnicowane. Kluczowe jest to, jaka część wydatków zostaje w kraju. Im większy udział krajowych komponentów, tym wyższy efekt mnożnikowy - czyli sytuacja, w której każda złotówka generuje więcej niż złotówkę wzrostu dochodu. Działa to przez sieć powiązań: podwykonawców, zatrudnienie, usługi.
W wariancie optymistycznym mnożnik mógłby wynosić 1,2 czy 1,5. Średnie z ostatnich badań wskazują jednak raczej na poziom około 0,8. To oznacza, że około 80 proc. wydatków pozostałoby w polskiej gospodarce. Reszta odpłynie - bo jesteśmy gospodarką otwartą, korzystamy z zagranicznych poddostawców, a część zamówień i tak będzie realizowana poza krajem.
Część pieniędzy wypłynie też dlatego, że nie produkujemy wszystkich komponentów, a mamy ograniczone moce i braki kadrowe.
Dokładnie. Dodatkowo obowiązują zasady wspólnego rynku. Nie możemy w prosty sposób wykluczyć firm z innych państw UE z przetargów. A część zakupów będzie realizowana poza Unią - choćby w Korei Południowej, która stała się ważnym dostawcą uzbrojenia.
Czy program może wzmocnić lokalne gospodarki? Wymienia się m.in. Zakłady Mechaniczne w Tarnowie czy firmę z Wadowic.
Tak, to możliwe. Zakłady Mechaniczne Tarnów już dziś korzystają z impulsu inwestycyjnego z krajowych programów MON. Jeśli nałożą się na to środki europejskie, efekt może być silniejszy - pod warunkiem dobrej koordynacji. Jeżeli większa część produkcji - np. drony czy systemy antydronowe - będzie realizowana w Polsce, lokalne firmy mogą zostać włączone w rozwijający się łańcuch produkcji obronnej.
Czy SAFE można porównać do KPO?
W pewnym sensie tak. W obu przypadkach Unia Europejska centralizuje pozyskiwanie środków poprzez emisję obligacji, korzystając ze swojej wiarygodności, by uzyskać niższy koszt kapitału. Różnica jest zasadnicza: KPO to w części granty, w części pożyczki i ma charakter prorozwojowy. SAFE to wyłącznie pożyczka, którą trzeba w całości spłacić, i jest ona ściśle nakierowana na cele obronne.
Premier mówił o 80-procentowym udziale polskich firm. Czy to realne w świetle prawa unijnego?
Co do zasady nie można dyskryminować podmiotów z innych krajów UE w przetargach publicznych. Sektor obronny jest jednak szczególny i dopuszcza pewne wyłączenia. Jeśli na poziomie unijnym zostanie wypracowany konsensus, 80-procentowy udział polskich firm wydaje się osiągalny.
A szerzej - jak realizować local content w zamówieniach publicznych, nie łamiąc prawa UE?
W sektorach strategicznych można uwzględniać czynniki wykraczające poza czysty rachunek ekonomiczny. W przypadku SAFE ścierają się dwa poziomy: krajowy i unijny. Z jednej strony chodzi o to, by jak najwięcej środków zostało w Polsce. Z drugiej - obowiązuje wymóg europejski: według obecnych założeń co najmniej 65 proc. zakupów powinno być realizowanych w UE. Kluczowe będzie więc takie ułożenie zasad, by środki wzmacniały przemysł w Unii, a nie zasilały producentów z państw trzecich.
Gościem Radia Kraków był dr Jakub Janus z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.