Właśnie zgasła jedna z najjaśniejszych samorządowych gwiazd lewicy? Pytam o zatrzymanie i zarzuty korupcyjne dla prezydenta Częstochowy.
- Na pewno to przykra sprawa. Znam Krzysztofa od wielu lat. Sytuacja jest dla niego trudna, ale zawsze warto dać pracować prokuraturze, dać prawo do obrony. Został zatrzymany, sąd nie zgodził się na tymczasowy areszt. Pewnie moc dowodów nie jest tak duża. Na pewno przykra sprawa, ale jest dobre zachowanie władz centralnych partii. On został zawieszony w prawach członka. Historia pokazuje różne oblicza takich spraw. Przypomnę podstawową maksymę: niewinnym się jest do tego czasu, gdy nie jest się skazanym prawomocnie. To jednak poważna rysa na jego dorobku.
Będzie to miało wpływ też na całkiem niezłe notowania Lewicy, tym bardziej te samorządowe zasoby Lewicy w Polsce są umiarkowane albo niewielkie?
- Jest kilku prezydentów, burmistrzów. To ten zasób. Nie przeceniałbym prywatnych działań. On był członkiem partii, ale to nie była osoba, która kreuje naszą politykę. Prezydent i burmistrz zwykle gra na siebie. Dałbym pracować prokuraturze, sądom i dałbym prawo do obrony dla prezydenta.
Premier Tusk staje w obronie prezydenta Krakowa, a o referendum mówi, że to polityczna rozróba. Lewica milczy w tej sprawie. Czy stanie w obronie prezydenta Miszalskiego? On ma swoją wiceprezydentkę z Lewicy, Marię Klaman.
- Lewica zajęła stanowisko w tej sprawie, gdy zostało ogłoszone referendum. My sprzeciwiamy się idei referendum. Jesteśmy zwolennikami referendum za czymś, nie przeciwko. To jest tylko przeciwko. Ja bym porozmawiał z organizatorami. Jaką mają alternatywę, co można zrobić lepiej, jaki jest mechanizm.
Pan wielokrotnie politykę transportową prezydenta krytykował.
- W sprawie prezydenta Miszalskiego uważamy, że powinien dokonać refleksji i zmian kadrowych. Cieszy mnie, że dyrektora Franka już nie ma. Ta osoba szkodziła w wielu kwestiach.
Różne są opinie o byłym dyrektorze.
- Tak, ale trzeba patrzeć globalnie. Jest odpowiedzialny za SCT. Żeby dojechać do park&ride, trzeba wnosić opłaty. Jak ktoś zapłaci za wjazd, nie zatrzyma się tam. Jest też zły nadzór nad inwestycjami. Boję się o tramwaj do Mistrzejowic.
Miał pan bronić, a pan tylko krytykuje.
- Oczekuję zmian od pana prezydenta, także w kwestii swoich współpracowników odpowiedzialnych za sprawy społeczne, edukację.
Lista grzechów jest naprawdę długa...
- To też nie jest powód, żeby po dwóch latach odwoływać prezydenta. Trzeba mu powiedzieć, że kadry nie działają dobrze, trzeba dokonać zmian.
Towarzyszy panu też tego rodzaju schadenfreude? Pan miał być wiceprezydentem, a z uwagi na walki frakcyjne została Maria Klaman.
- Cieszę się, że nie zostałem.
Rzeczywiście? A to kiedy ta zmiana nastąpiła?
- Nie chcę być złośliwy, ale jak przychodzą do mnie dyrektorzy szkół, przedstawiciele organizacji społecznych i mi mówią, jak działają sprawy w mieście... To trudna gałąź. Trzeba mieć doświadczenie. Ja go nie mam.
Mamy też taką świecką nową tradycję w Krakowie. Przedstawiciele administracji rządowej protestują przeciwko decyzjom własnego rządu. Pan protestuje przed Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, a władze samorządowe przeciwko własnej polityce przestrzennej. Prezydent i wiceprezydent na proteście na Kazimierzu. To jest coś osobliwego, co narodziło się w Krakowie. Tak swoją drogą panu podlega wojewódzki konserwator zabytków. Mówię o tej sprawie na Kazimierzu, pomyśle punktowej zmiany planu miejscowego, by zablokować konkretnego inwestora.
- Mój udział w proteście przeciwko drodze S7 był skuteczny. To zostało wycofane, odebrali to z GDDKiA w Krakowie i przeniesione do Warszawy. Protestowałem jako mieszkaniec. Solidaryzowałem się ze społecznością. Mieszka niedaleko moja mama. Rozmawiałem z dyrektorem Szaratą. Byłbym za dobudowaniem pasów do istniejącego przebiegu. Co do Kazimierza... Jestem zszokowany jak niektórzy radni, którzy są prawnikami, zapominają o prawie. Uprawiają tu demagogię. Tu jest kilka aspektów. Pokazuje to oblicze Kościoła. On jest nastawiony na zysk, nie na empatię. Zawsze mówiliśmy, że cała reprywatyzacja byłą błędem. Tu jest efekt. Drugi aspekt jest taki, że nie można działać tak, że przychodzimy i mówimy, co nam ślina przyniesie. Punktowa zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wiąże się z potężnymi konsekwencjami. To odszkodowanie dla strony, której zabroni się inwestycji. Obniża to też rating miasta. Jak dziś są inwestorzy, którzy chcą kupić tereny, ale od strzała można zmienić plan, nie będą wtedy zainteresowani. Chcieli wybudować coś, ale się boją, bo będzie protest i będzie problem. Dotyczy to też nas. Trzecia konsekwencja jest taka, że trzeba usiąść i rozmawiać. Rozmawiałem z konserwator zabytków. Zgody na hotel tam nie będzie. Strony postępowania, czyli księża kanonicy regularni, złożyli wniosek o zawieszenie postępowania. Dach nad głową to fundament. Rolą państwa i miasta jest zapewnienie tego, ale musi to być robione z poszanowaniem prawa i z nienarażaniem na konsekwencje finansowe również mieszkańców, bo przecież te odszkodowania są ewentualnie wypłacane z pieniędzy mieszkańców.
Czyli to już oficjalna decyzja pani konserwator?
- Rozmawiałem z nią dwa dni temu. Tak teraz to wygląda. Dziwię się radnym-prawnikom, którzy wypowiadają się nieodpowiedzialnie. Prawo jest prawem. Przykro mi, że Kościół kieruje się finansami, ale…
Mimo wszystko rozumiem, że duchowni zawiesili postępowanie?
- Mam informację, że zgody nie będzie. Wiem też, że wnieśli o zawieszenie postępowania w tej sprawie.
Będziemy wracać do tej sprawy, ale te informacje wskazywałyby, że sprawa jest zakończona albo zmierza ku końcowi.
- Na razie jest na takim etapie, że mieszkańcy mogą tam mieszkać. Nic się im nie dzieje. Trzeba zapewnić im bezpieczeństwo i dach nad głową. To fundament. Nie może być tak, że ktoś jest wyrzucany i nie ma gdzie mieszkać.
Jeszcze program SAFE i sposób, w jaki marszałek Czarzasty przestrzega prezydenta, że jeśli zawetuje ustawę, to będzie dział wbrew polskiej racji stanu. To pomaga czy jednak przeszkadza w tym całym procesie legislacyjnym? Skorzystać też mają małopolskie firmy.
- Jasne, że chemii między prezydentem i marszałkiem nie ma. Marszałek Czarzasty wybrał konfrontacyjny styl. Dobrze, polityka musi być twarda i mówić o realnych korzyściach. Nie można być nominatem partyjnym. Program SAFE da Polsce wielkie pieniądze. Jakby pan porozmawiał z przedstawicielami choćby Azotów, choćby Polskiej Grupy Zbrojeniowej, Zakładów Mechanicznych, czy wielu innych przedsiębiorstw, które są na terenie, każdy z nich na to czeka. To stabilność miejsc pracy, dodatkowe miejsca także. Bezrobocie w Polsce jednak nieco rośnie.
Jest też ten pomysł likwidacji składki zdrowotnej i zastąpienie jej podatkiem zdrowotnym. Minister zdrowia mówi - tak, minister finansów mówi – nie. Co Lewica z tym zrobi?
- Będziemy szukali poparcia dla pomysłu. Musimy się zbliżać do 9% PKB na opiekę zdrowotną. Jakie są sytuacje? Każdy to widzi. Widzimy kolejki, czekamy na świadczenia. Są niedobory lekarzy, zawieszane są oddziały. To dobry pomysł, który jest położony na stole przez Lewicę. Minister finansów musi jednak dbać o całą kasę. Pewnie mu się nie podoba, że tak szybko moglibyśmy się zbliżyć do tego.
Na końcu jest jeszcze oczywiście prezydent. Tam ma być dodatkowe finansowanie z podatku tłuszczowego i z akcyzy na alkohol. To zwiastuje pewnie prezydenckie weto.
- Ten podatek tłuszczowy… Musimy patrzeć na zdrowe żywienie. Większość państw na to patrzy. Niezdrowe produkty trzeba eliminować.