Rosyjski szpieg pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej został zatrzymany przez kontrwywiad wojskowy. Pracował w MON-ie od lat. Jakie tajemnice mógł wynieść z ministerstwa. Informacja z ostatniej chwili: ta osoba została już nie tylko zatrzymana, ale też aresztowana. Pisze pan, że to sześćdziesięcioletni mężczyzna, pracownik cywilny, który pracował w resorcie od lat 90., więc miał rozległą wiedzę o procedurach decyzyjnych i mechanizmach planistycznych. Podkreśla pan też, że praca szpiega dziś nie wygląda jak w filmach o Bondzie czy „Mission Impossible”. Na czym polega?
W zasadzie od zawsze praca szpiega wyglądała tak, że działa w ukryciu i raczej ma po sobie nie pozostawić żadnych śladów. To się nie zmieniło. Szpiedzy muszą zapamiętywać informacje, sprawdzać, jak funkcjonują instytucje, którym się przyglądają. Tak zapewne wyglądała praca tego szpiega. Nie zawsze jest tak, że szpieg ma wynosić tajne informacje czy plany strategiczne. Bardzo często ma rozpoznać procedury funkcjonujące w danym miejscu albo obserwować pracowników na wyższych szczeblach, których można zwerbować.
Opisuje pan też, że zostanie szpiegiem to proces długotrwały, oparty na budowaniu zaufania, ale czasem również na szantażu czy szukaniu słabości i nałogów.
To najprostsza metoda, żeby pozyskać osobowe źródło informacji. Wykorzystuje się różne mechanizmy i dźwignie: szantaż związany z nałogami, relacjami intymnymi, hazardem, alkoholem czy narkotykami. Takie dźwignie są często wykorzystywane przez służby państw trzecich, bo w ten sposób najłatwiej kogoś pozyskać. Bardzo mało jest agentów, przynajmniej takich, o których informowały służby przez ostatnie dziesięciolecia, którzy działają dla idei i z przekonania.
Jakie mogą być powody nawiązania współpracy? Motyw finansowy, frustracja zawodowa, ideologia? Jak to mogło wyglądać w tym przypadku?
Tego niestety nie wiemy. Nie było jeszcze oficjalnego komunikatu. Przynajmniej ja takiego nie znam. Nie wiemy, czy to był mechanizm związany z frustracją, niedoborami, czy może szantaż. Musimy czekać na komunikaty. Trzeba przyznać, że polskie służby bezpieczeństwa pod tym względem naprawdę dobrze funkcjonują. To jest jasny sygnał, że działają przejrzyście, ale też skrycie wtedy, kiedy to konieczne, żeby operację doprowadzić do końca.
Co dzieje się po złapaniu takiego szpiega? Ocena szkód, przegląd procedur w resorcie?
Na pewno trzeba sprawdzić wszelkie jego kontakty. Bardzo często jest tak, że osoba prowadząca działania operacyjne próbowała pozyskać też innych informatorów, więc ta sieć może być całkiem spora. Trzeba rozeznać, jakie informacje wyciekły, jakie procedury należy zmienić i co zrobić, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła w tym departamencie.
Wspomina pan też o ocenie służb kontrwywiadowczych. Porównuje pan obecną sytuację do poprzednich lat, kiedy skandali związanych ze służbami było więcej. Przykładem był rok 2017, gdy IPN ujawnił dokumenty zawierające nazwiska dawnych współpracowników i pracowników polskiego wywiadu – wtedy ujawniono dwa tysiące nazwisk. Czy dziś jest lepiej?
Obecnie zaczyna być to wszystko bardziej uporządkowane i służby działają spokojniej. Nie są wystawiane na ocenę publiczną i polityczną. Praca tych tak zwanych „trzech literówek”, czyli agencji zajmujących się bezpieczeństwem, to przede wszystkim cicha służba. Na co dzień jej nie widać, dowiadujemy się o niej, gdy sprawa jest już zakończona – kiedy podejrzany jest zatrzymany. Wtedy jest czas, żeby mówić o sukcesie. Dzięki uspokojeniu sytuacji służby działają sprawniej i być może straty po różnych działaniach z poprzednich lat są powoli naprawiane. Miejmy nadzieję, że będzie to szło w dobrym kierunku, choć na pewno nie wszystko jest jeszcze w porządku.
To kolejne elementy wojny hybrydowej Federacji Rosyjskiej. Spodziewa się pan dalszych zatrzymań w innych resortach? I czy my w ogóle będziemy się o tym dowiadywać?
Na pewno się dowiemy. To mądra i rozsądna polityka informacyjna polskich służb. Prędzej czy później poznamy, co się działo i w jaki sposób. Patrząc na eskalację konfliktu i walkę informacyjną, można być pewnym, że w najbliższych latach jeszcze o takich sytuacjach usłyszymy – albo o ucieczkach szpiegów za naszą wschodnią granicę albo południową.