Rozpocznijmy od Davos, gdzie jak słyszymy, wyłania się być może nowy światowy porządek i to nie tylko ten gospodarczy. Mowa tutaj choćby o tej ostatniej propozycji Trumpa dotyczącej Rady Pokoju. Czy polski prezydent powinien przyjąć zaproszenie do Rady, do której zostali zaproszeni także prezydenci Putin i Łukaszenka?
- Ja mam problem z tą Radą. Po pierwsze w niej są kraje, które nie są demokratyczne, jak Rosja i Białoruś. To nie jest tworzenie ONZ, które powstawało po wojnie i Rosja była sojusznikiem Zachodu. Teraz to państwo bandyckie. Widzimy, co się dzieje w Polsce. Są działania dywersyjne, podpalanie magazynów, próby wykolejenia pociągu. Z tym państwem nie powinno się współpracować w nowych formatach. W starych – jak najbardziej.
Na przystąpienie Polski do takiej Rady musi się oczywiście Sejm zgodzić. Rozumiem, że pan miałby problem z zagłosowaniem za?
- Druga sprawa jest taka, że o przystąpieniu do różnych umów międzynarodowych decyduje rząd i Sejm. Został zaproszony prezydent, ale u nas jest inny model demokracji. Mamy parlamentaryzm. Najważniejszy jest premier przy umowach międzynarodowych. Jest to jednak ciekawa propozycja, pewnie bardziej biznesowa. Do tego ta wpłata miliarda dolarów... Mamy politykę transakcji, nie wartości. Prezydent Trump to pokazuje. Minął rok prezydenta Trumpa, mamy jeszcze trzy lata. USA to jedna z najstarszych demokracji. Za 3 lata może się okazać, że Rada Pokoju zostanie zniesiona.
Ta Rada została pomyślana tak, że nawet po tym jak skończy się prezydentura, Donald Trump byłby jej szefem. Rzeczywiście musi się zgodzić u nas rząd, parlament na to. Prezydent już miał się konsultować w sprawie Rady z premierem. Rozumiem, że duże wątpliwości, które pan wyraża, podzielają pozostali posłowie Polski 2050?
- Ja się wypowiadam w moim imieniu. Nie mamy oficjalnego stanowiska. Jednak każdy zdroworozsądkowo myślący poseł w Polsce 2050 myśli podobnie. Prezydent Trump jest nastawiony na siebie. Jego pomysły musimy traktować z dystansem i dobrze się zastanowić, czy wchodzić, czy nie do takich formatów.
Tymczasem Rada Krajowa Polski 2050 zdecydowała w tym tygodniu o powtórce tej drugiej tury wyborów przewodniczącego. To będzie 31 stycznia. Czy zwycięstwo minister Hennig-Kloski może skutkować odejściami z ugrupowania zwolenników minister Pełczyńskiej-Nałęcz?
- Na dzisiaj jest decyzja, że będzie II tura, nie ma wyborów od początku. Trudno rozmawiać o sytuacji, które się zdarzą, gdy ktoś wygra. Mamy dwie odpowiedzialne kandydatki. Na pewno głównym ich zadaniem po wygraniu będzie scalenie Polski 2050 na nowo. Scenariusze mogą być różne, ale każda z kandydatek, jeśli wygra, będzie dalej chciała, żebyśmy byli razem jako ugrupowanie. Zawsze są sytuacje, że ktoś nie chce być w danym ugrupowaniu. Ma do tego prawo, ale będziemy się przekonywać, że musimy być razem. Mamy siłę, która może zmieniać państwo, wprowadzać pewne nasze obietnice w życie.
Ten konflikt w ugrupowaniu, w jakiś sposób mogłaby załagodzić ta dwuwładza zaprezentowana przez minister Pełczyńską-Nałęcz? Czyli obie panie współprzewodniczącymi, podobnie jak to jest w Lewicy?
- Ja uważam, że każde ugrupowanie powinno mieć lidera. To nie jest w tym momencie czas na takie współliderowanie. Wiemy, że taki pomysł pojawił się kilka miesięcy temu. Natomiast on ma tylko zaspokoić ambicje kandydatek. Tu nie chodzi o to. My musimy mieć lidera i pozostała część musi się w pewnym sensie podporządkować. Lider musi pokazać, że chce dalej ze wszystkimi współpracować. Więc ja nie jestem za bardzo zwolennikiem dwuwładzy. Co innego jak to wychodzi w sytuacji łączenia się ugrupowań, albo tworzenia. Nie, gdy mieliśmy znanego lidera i teraz będziemy to dzielić. To powinno iść w innym kierunku.
Jest pan rozczarowany tym, że ten znany lider, czyli Szymon Hołownia, jednak nie wszedł do gry po tym zamieszaniu związanym z drugą turą? No bo też tak hamletyzował.
- To decyzja Szymona Hołowni. Nie chcę oceniać. On zdecydował, że nie będzie startował na szefa partii. Tak się stało. Więc tutaj oczywiście cieszę się, że jest powtórzenie drugiej tury, że nie zmieniamy zasad w trakcie wyborów. Natomiast jeżeli chodzi o oceny, to uważam, że każdy powinien sobie sam to ocenić. Ja nie chcę oceniać Szymona Hołowni.
Jakie są w ogóle nastroje wśród polityków Polski 2050? Czy dostrzega pan jeszcze nadzieję na to, że można tę partię odbudować? Czy jest to dzisiaj raczej już, i tak jest też postrzegana przez przedstawicieli ugrupowania, masa upadłościowa? Tygodnik Polityka na pierwszej stronie pisze taki tytuł – Kabaret PL 2050. Czy można jeszcze coś na tym zbudować sensownego, zwłaszcza po tych ostatnich kryzysach związanych choćby z głosowaniem w sprawie przewodniczącego?
- Każdemu dużemu grupowaniu zależy na tym, żeby wchłonąć inne, mniejsze. Jest takie prawdopodobieństwo, że nasz większy koalicjant też może mieć takie plany. Natomiast ja uważam, że dla Polaków, żeby ta władza była bardziej zrozumiała dla ludzi, powinna być koalicja. Jesteśmy ugrupowaniem centroprawicowym. Oczywiście mamy swoje problemy związane właśnie z anulowaniem drugiej tury wyborów, natomiast uważam, że jest szansa, że wyjdziemy z tego cało. Wszystko zależy od tego, jak nowy lider podejdzie do swojej wygranej. Czy będzie uważał, że wygrał i w związku z tym inni mają odejść, czy po prostu będzie chciał to scalić. Nie stawiałbym tak szybko krzyżyka na ugrupowaniu Polska 2050.
Jeszcze dużo od zabezpieczeń zależy. Dzisiaj mówi o tym minister Pełczyńska-Nałęcz, o tych zabezpieczeniach związanych z powtórką tej drugiej tury.
- Tam jest prosta sprawa. Po prostu musimy kupić program, który jest do wyborów. Są takie programy, ja tutaj nie widzę problemu. Myślę, że jednak jednym z głównych naszych problemów było to, że ten program nie miał do końca zabezpieczeń antyhakerskich.
Kilka dni temu prowadził pan w Krakowie spotkanie poświęcone roboczej wersji ustawy metropolitalnej. Czy widzi pan wolę, głównie w Ministerstwie Finansów, czy też w Ministrze Finansów, by takie rozwiązanie wprowadzić? Dawałoby to do Krakowowi 400 milionów złotych rocznie dodatkowo.
- Tak. Pamiętajmy, że nie tylko Krakowowi, ale całej metropolii. My popatrzymy na Kraków jako metropolię, również z gminami ościennymi. Na pewno poprawiłaby się komunikacja. Też poprawiłyby się sprawy dotyczące planowania przestrzennego. Jest dużo argumentów za. Dwa lata temu, przed wyborami, wszyscy kandydaci po stronie obecnej koalicji rządowej mówili o tym, że powinna zostać wprowadzona ustawa metropolitarna. W ministerstwie są prowadzone prace nad nową ustawą, natomiast ta ustawa metropolitarna, którą ja zaproponowałem, jest takim wentylem bezpieczeństwa. Jeżeli nie będzie ustawy przygotowanej przez ministerstwo, wtedy możemy przyjąć tę ustawę, którą ja zaproponowałem. Ta ustawa jest potrzebna. O tym mówią wszyscy samorządowcy. Oczywiście trzeba ją jeszcze dopracować. Powinniśmy ją puścić w obieg prawny, żeby nie było takiej sytuacji, że dochodzimy do końca kadencji, nie ma ustawy rządowej i nie ma ustawy metropolitarnej. Jeżeli chodzi o stronę Prawa i Sprawiedliwości, oni nie chcą tej ustawy. Powinniśmy tę obietnicę w stosunku do Krakowa zrealizować i tę ustawę przyjąć. Jest naprawdę obojętne, czy to zostanie ustawa przyjęta ta, którą ja zaproponowałem, czy rządowa.
Wiceprzewodniczący Rady Miasta Łukasz Maślona, przy okazji tego spotkania powiedział, że rząd proceduje ustawę metropolitalną dla Pomorza, a dla Krakowa nie. Jak to jest?
- Oczywiście tutaj jest wytłumaczenie takie, że to jest ustawa dla aglomeracji policentrycznych, bo tam jest Trójmiasto, a monocentryczne, czyli miasto i te gminy ościenne mają być w takiej całościowej ustawie, która reguluje te wszystkie zależności. Natomiast jeszcze raz powiem, jeżeli będzie ta ustawa... Ja skierowałem zapytanie do ministerstwa nawet wczoraj, jak wygląda sprawa dotycząca tej ustawy, jakie są terminy? Ja się boję o jedną rzecz, że za rok, okaże się, że jesteśmy w procesie wyborczym i żadna ustawa dotycząca metropolii nie wejdzie. Dlatego uważam, że ta ustawa, którą zaproponowałem, powinna być takim wentylem bezpieczeństwa. Jeżeli nie ma projektu rządowego, przyjmujemy projekt poselski.
Rzeczywiście wszyscy, biorąc pod uwagę przynajmniej Koalicję 15 października, posłowie z Krakowa deklarowali przed wyborami, że to jest jedna z najważniejszych rzeczy, czyli ustawa metropolitalna dla Krakowa.
- Robimy to i tutaj nie ma gadania. Po prostu robimy. Jeszcze raz powiem, nie jest to działanie przeciwko rządowi. Jeżeli ma dobre pomysły rząd, przyjmujemy ich ustawę, ale po prostu miejmy takie zabezpieczenie, w razie czego.