Ostatnie dni to amerykańska krytyka Paktu Północnoatlantyckiego, nawet zapowiedzi opuszczenia NATO przez Stany Zjednoczone. Jakie to sygnały, w szczególności dla Polski?
- Administracja prezydenta Trumpa jest inna od poprzednich w USA. Pan prezydent Trump podejmuje decyzje, jak uważa, a nie jaki jest interes Ameryki i interes światowy. USA to największe mocarstwo. Bez sojuszników nawet oni mogą mieć jednak problemy. Ta decyzja jest spodziewana, że on kwestionuje wszelkie układy i sojusze, ale to nie jest dobre dla Polski. Sojusze powinny być oparte na wartościach. Musimy to przetrwać. Oby Amerykanie zrozumieli, że taki sposób zarządzania nie jest dobry dla Ameryki.
W orędziu prezydent Stanów Zjednoczonych podkreślał, że Ameryka nie potrzebuje cieśniny Ormuz i niech ją sobie odblokowują ci, którzy potrzebują tej cieśniny. Czy w konsekwencji to już będzie tak, że zostaniemy z tymi cenami paliw na dystrybutorach?
- To ciekawe. On wywołał wojnę, zrobił zamieszanie dla swoich interesów, a potem to zostawia i ktoś ma problem. To nie jest poważne podejście do polityki międzynarodowej. Jestem przekonany, że nawet jak będzie taka sytuacja, państwa UE poradzą sobie. Im mniej interwencji prezydenta Trumpa w tamtej części świta, tym lepiej dla Europy. Europejska dyplomacja jest sprawna. Mamy możliwości współpracy, jak chodzi o cieśninę Ormuz. Lepiej, żeby prezydent USA to zostawił i Europejczycy to załatwią.
Co dalej z wybranymi sędziami Trybunału Konstytucyjnego, od których prezydent Nawrocki nie chce odebrać ślubowania? Odebrał wczoraj od dwójki wskazanej przez PSL i Polskę 2050. Zostaje czwórka. To jakie rozwiązanie są brane pod uwagę? Ślubowanie przed Zgromadzeniem Narodowym, przed Marszałkiem Sejmu? Co zostaje, jakie rozwiązanie, co jest na stole?
- Przykre jest to, że nie umiemy zrobić porządków na swoim podwórku, ale przerzucamy się przepisami prawnymi, różnie interpretowanymi. Nie chcemy rozwiązać problemu. Zostali wybrani sędziowie, ale nie zostali zaprzysiężeni. To podsycanie konfliktu. Jak teraz tak wygląda sytuacja, co będzie za 1,5 roku przy nowym rozdaniu? W 2015 roku został zapoczątkowany niechlubny okres w sądownictwie, czyli wybranie nadmiarowych sędziów przez Sejm kadencji 2011-2014. Potem PiS eskalował to. To nie służy uporządkowaniu spraw w sądownictwie. Mamy taką sytuację. Trudno to rozwiązać. Nawet jak sędziowie złożą ślubowanie przed notariuszem, część sceny politycznej tego nie zaakceptuje.
Co zrobi przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski? Otworzy drzwi tej czwórce w ten sposób zaprzysiężonej?
- Jak pan myśli? Na pewno nie. Będzie eskalacja konfliktu. Obie strony chcą postawić na swoim. Nie myślimy o Polakach. Musi być reset konstytucyjny. Strony powinny usiąść do rozmowy, ale to się nie uda. Jedni i drudzy muszą wygrać. Tracą na tym Polacy.
Co pozostaje? Co jest tym realnym w pana ocenie rozwiązaniem? Rzeczywiście ten notariusz, Zgromadzenie Narodowe, marszałek Sejmu? Co dalej?
- Trzeba pytać ministra Żurka. On kieruje tymi sprawami. Rozwiązanie, które nie zakończy się ślubowaniem przed prezydentem, będzie połowicznie. Będzie to dalej powodowało konflikt.
Jest wspólny wniosek Prawa i Sprawiedliwości i Konfederacji dotyczący odwołania minister Hennig-Kloski, liderki Centrum. Jest pan pewien, że Polska 2050 nie pomoże prawicy w odwołaniu szefowej resortu klimatu i środowiska?
- Ja byłbym zdziwiony jakby zagłosowali za odwołaniem lub się wstrzymali. Każdy minister ma wpadki. Pamiętamy panią Pełczyńską-Nałęcz. Ona rozdała pieniądze na jachty z KPO. Ja bym nie głosował jednak za odwołaniem jej. To członek koalicji. Jak Polska 2050 tak uważa, nie rozumieją, na czym polega współpraca. Jak jesteśmy w koalicji, każdy może mieć wpadki, nie wszystko nam się musi podobać, ale to by było nierozsądne. Błędy trzeba naprawiać, nie odwoływać ministra. Co do Polski 2050, radzę im – zastanówcie się, czy chcecie być dalej w koalicji.
Rozumiem, że te same rady śle pan pod adresem Polskiego Stronnictwa Ludowego po tym, gdy m.in. pan publicznie skrytykował ministra Motykę za opieszałe działania w sprawie cen paliw?
- Nie skrytykowałem ministra Motyki. Minister Motyka zadziałał z premierem i ministrem finansów. Bez tych dwóch osób minister Motyka nic nie zrobi. Zrobił to. Dziękujemy, że zadziałał. Mam prośbę, żeby tak zadziałał w sprawie przemysłu hutniczego, który upada i czeka na rozwiązania, które mogą mu pomóc. To nie jest kwestia krytyki, ale pewnych rad i zwrócenia uwagi, co jest potrzebne dla polskiego przemysłu. Jestem szefem komisji gospodarki. Przychodzą do mnie różne branże, mówią o problemach. Ja mam informować ministrów, gdzie leży problem. To nie jest krytyka.
Na koniec jeszcze Kraków i referendum. Jak pan ocenia strategię prezydenta przekonywania do siebie dotychczasowych krytyków? Ostatnie decyzje to zerowe premie dla zarządów miejskich spółek, obniżenie uposażenia rad nadzorczych. Do tego strategia, którą można ująć tak - zostań w domu, jeśli nie chcesz zmiany władzy.
- Uważam, że każde wybory i referenda są świętem demokracji. Na każde takie wydarzenie powinno się pójść. Oddaje się głos, który jest tajny. Za lub przeciw. Ja pójdę na referendum. Krakowianie powinni iść. Jak ktoś nie chce odwołać prezydenta, powinien głosować przeciw, inni za.
Prowadzi pan działania profrekwencyjne. Wiadomo, że decydująca jest frekwencja. Czyli notabene jest pan za odwołaniem?
- Pamięta pan sytuację, gdy odwoływano prezydenta Sopotu? Premier Tusk też wtedy mówił, że idzie na referendum. Nie mówię, jak głosować. Obowiązkiem obywatela jest według mnie pójście na referendum. Ja pójdę.
Różnica między prezydentem Krakowa a ówczesnym prezydentem Sopotu jest taka, że prezydent Sopotu był wybierany w pierwszej turze. Sam namawiał do tego, by wzmocnić swój mandat w ten sposób.
- To kwestia pewnego podejścia do referendum i wyborów. Wzmocnić mandat? Ważna jest frekwencja, ale na pewno są osoby, które uważają, że prezydent Miszalski robi dobrze dla Krakowa. Oni powinni wyrazić swoją opinię w tym temacie.