Zapis rozmowy Jacka Bańki z Radosławem Radoniem, wicedyrektorem ds. ochrony przed powodziami i suszą w RZGW Wody Polskie w Krakowie.
Władze Krakowa budują system ostrzeganie przed wielką wodą w Bieżanowie. Mieszkańcy dostaną SMS-y, będą też sygnały dźwiękowe, gdy zbiornik będzie się przepełniał. Jaka będzie tu rola Wód Polskich?
- Dostarczanie informacji o sytuacji na zbiorniku. Przekażemy do zarządzania kryzysowego miasta Krakowa informację o osiągnięciu poziomu ostrzegawczego. Wtedy zbiornik jest wypełniony w większej części. Potem, jak zbiornik wypełni się całkowicie. Z dotychczasowych zjawisk na zbiorniku wiemy, że to czas około 1,5 godziny. 1,5 godziny wcześniej mieszkańcy dostaną informację, że może do tego dojść. Jak zbiornik się wypełni, cały nadmiar musimy zrzucać korytem Serafy. To 1,5 godziny na odprowadzenie samochodów, zabezpieczenie dobytku. Ten system nie zabezpieczy przed powodzią, ale da mieszkańcom czas na przygotowanie się.
Powodziom ma zapobiec 5 zbiorników kaskadowych. Pierwszy już jest. Jaki jest harmonogram prac nad kolejnymi – Malinówka I i II? Kiedy prace ruszą? Kiedy się zakończą?
- Jeśli chodzi o Malinówkę I i II, umowy podpisaliśmy z wykonawcą 5 sierpnia. Trwają formalności. Żeby wpuścić wykonawcę na budowę, muszą być formalności. Na przełomie miesiąca wykonawca pojawi się w terenie. Prace budowlane będą kończyć się w IV kwartale przyszłego roku. Planujemy zakończenie robót w listopadzie 2022 roku. Będą wtedy trzy zbiorniki. Trzeci zbiornik Serafa II… Tu planujemy w przyszłym miesiącu wybrać wykonawcę. Prace będą zakończone w grudniu 2022 roku, czyli miesiąc później niż w przypadku Malinówki I i II.
Problemem zostaje zbiornik Malinówka III. Tę inwestycję blokuje deweloper. Jak państwo zamierzają rozwiązać ten problem?
- Wszystkich tajników zdradzić nie możemy. Działamy na wszystkich polach. W czwartek spotykamy się z właścicielem gruntu, będziemy rozmawiać. Liczymy, że uda się go przekonać. Równolegle prowadzimy działania formalno-prawne. Zrobimy wszystko, żeby ten zbiornik powstał. Bez tego ostatniego zbiornika system cały czas będzie niepełny. Znowu może zabraknąć pół godziny, żeby złapać całą wodę, która dopływa do Bieżanowa.
Jak pan dziś ocenia szansę budowy całego systemu?
- Ten zbiornik wybudujemy. Jestem przekonany. Wola ze strony Wód Polskich jest. Jesteśmy gotowi zapłacić kwotę należną za ten teren, który chcemy zająć. Musi to być jednak kwota, która nie jest wygórowana, jest zbieżna z cenami gruntu w tym rejonie. Jak nie będzie woli właściciela terenu, wykorzystamy formalne możliwości prawne. Specustawa daje nam możliwości. To odsuwa nas jednak w czasie. Jego nie ma. Ostatnie miesiące to pokazały. Apelowaliśmy o wsparcie samorządowców z Wieliczki i Krakowa, wsparcie mieszkańców i lobbing. Powtórzę to. Zrobimy wszystko, żeby powstała sieć pięciu zbiorników. Nie mamy alternatywy przy ochronie przeciwpowodziowej Bieżanowa. Mówimy o zlewni Serafy. Innym problemem jest Drwinka. Tam też pracujemy, szukamy możliwości ochrony mieszkańców. Tu musimy działać razem z Krakowem i PKP. Tam problem jest bardzo złożony.
W ciągu dekady chcą państwo zbudować także 10 polderów między Krakowem i Oświęcimiem. To oznacza, że około 40 budynków trzeba będzie wywłaszczyć. Co na to ich właściciele? Rozmowy już trwają?
- Tak. Są rozmowy. Zakończyliśmy na wiosnę studium wykonalności dla tej wielkiej inwestycji. Zaczęliśmy spotkania z mieszkańcami. Z częścią się spotkaliśmy w czerwcu. Teraz są wakacje, część ludzi jest na wyjazdach. Teraz wznawiamy kolejne konsultacje społeczne. Będzie dzisiaj spotkanie w Kopance koło Skawiny. Naszym celem jest dotarcie do wszystkich mieszkańców. Staramy się spotykać z właścicielami każdego gruntu. Nasz projekt przewiduje 10 polderów na odcinku Oświęcim-Kraków.
Wiemy, że to nie są łatwe rozmowy. Trudno przekonać właścicieli.
- Tak. Rozmowy są trudne. Nie ukrywam, że są bardzo trudne. To, co jest ważne, to dotarcie do wszystkich właścicieli gruntów, przedsiębiorców. Państwo polskie różnie sobie radziło z kontaktami z mieszkańcami. Często ludzie mają swoje podstawy, żeby czuć się wprowadzani w błąd. My robimy wszystko, żeby być na miejscu, spotykać się. Zależy nam, żeby na spotkaniach był ktoś z dyrekcji RZGW w Krakowie, żeby mieszkańcy wiedzieli, że to jest jakiś poziom urzędniczy. Zaangażowana jest dyrekcja RZGW. To dla nas projekt ważny. Dzisiaj patrzymy za okno. Wiemy, co może być w najbliższych latach. W kwestii Bieżanowa mówimy o powodziach błyskawicznych, które ostatnio są częste. W jakiejś perspektywie możemy się zmierzyć z kolejną wielką powodzią. Taka była w 1997 roku, była w 2010 roku. Takie powodzie występują. One też będą. Popatrzmy na Niemcy w czasie wakacji. Zginęło tam wiele osób. Robimy wszystko, żeby zapobiec skutkom takich wielkich powodzi. Po to będą poldery.
Jakie są prognozy hydrologiczne na kolejne dni? Wody Polskie mają jakiś wpływ na władze miast? Dziś znowu popadało w Nowym Sączu. Mamy znowu zalane ulice i skrzyżowania z powodu niewyczyszczonych studzienek.
- Jeśli chodzi o prognozy, one się zmieniają. Przed nami deszczowy tydzień. Przed chwilą obserwowałem, że IMGW zmienia prognozy i prognozuje większe opady. Trzeba się liczyć, że w miastach będą podtopienia. Prognozy nie są jeszcze tak niepokojące jak na początku sierpnia czy lipa. Przyroda jest jednak nieprzewidywalna. To się zmienia. Musimy być czujni. Jeśli chodzi o współpracę z władzami miast i działania związane z kanalizacją, betonozą… Podział kompetencji jest jasny. Jako Wody Polskie odpowiadamy za sieć cieków naturalnych. Za kanalizację odpowiadają władze miasta. Prowadzimy rozmowy, jesteśmy w kontakcie z samorządowcami. Staramy się rozmawiać. Bez dobrej woli, bez chęci współpracy i zaangażowania środków, miasta będą zalewane coraz częściej. Nasze systemy kanalizacyjne prognozowane są na deszcz 20-minutowy. Jeśli nawałnica trwa około 3 godzin, wtedy kanalizacja nie jest w stanie zadziałać poprawnie. Efekty tego widzimy.