Elon Musk powiedział „stop”, ale to brzmi raczej jak pisk opon tuż przed ścianą. Mamy potężny pożar, ale to, że Musk go „ugasił”, to największy fejk tego tygodnia!
Afera z chatbotem Grok to nie są tylko „śmieszne obrazki”. Elon dał ludziom do ręki tryb „spicy”, czyli „pikantny”, który w praktyce okazał się cyfrowym narzędziem do rozbierania ludzi ze zdjęć. Doszło do tego, że AI generowało nawet obrzydliwe obrazy z udziałem dzieci! Światowi liderzy, od Indii po Europę, wpadli w furię. Nasz minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski, grzmiał na X, że „niekontrolowana AI szaleje”, i wzywał do szybkich zmian w prawie, bo Musk właśnie testuje granice naszej wytrzymałości. Niemiecki minister ds. mediów nazwał to wprost: „uprzemysłowieniem molestowania”.
Brzmi fatalnie, ale Musk ogłosił przecież, że wprowadza blokady! Czy to oznacza, że te „cyfrowe nożyczki do ubrań” wylądowały w koszu, a nasze twarze w sieci są już bezpieczne? Tu jest pies pogrzebany! To nie jest blokada, to... model biznesowy. Musk zrobił coś, co brytyjski rząd nazwał „zniewagą dla ofiar”. Ogłosił, że funkcja edycji zdjęć zostaje, ale... tylko dla tych, którzy zapłacą za subskrypcję premium! Czyli komunikat brzmi: „chcesz kogoś upokorzyć? Zapłać abonament”. To tak, jakby firma produkująca billboardy z nielegalnymi treściami powiedziała, że ich nie zdejmie, ale teraz będzie je pokazywać tylko osobom z kartą VIP.
Mało tego, tryb „spicy” nadal może generować nagość – niby u „wymyślonych” osób, ale eksperci już ostrzegają, że AI potrafi stworzyć kogoś, kto wygląda identycznie jak twoja sąsiadka. To nie jest kapitulacja, to tylko mały plaster na ranę ciętą, za który Musk wystawia nam teraz rachunek.
Krótko mówiąc: puszka Pandory jest otwarta, a Elon właśnie sprawdza, ile możemy zapłacić za klucz do niej.