Przeczytaj: Pożarte czy skradzione: co się stało z dokumentami fundacyjnymi UJ?

Zapis rozmowy Marty Szostkiewicz z profesorem Krzysztofem Stopką z UJ.

Głosy ekspertów, które mówią, że pergamin nie mógł zostać zjedzony przez skoczogonki, bo te białka nie jedzą a pergamin to białko, rzucają nowe światło na historię fundacyjnych dokumentów?

- Sprawa jest otwarta. Powołaliśmy komisję, która ma ustalić jakie procesy biologiczne zaszły w skrytce, która mieściła się w Collegium Novum. Na pewno dokumenty nie zostały skradzione, bo zostały pieczęcie i jedwabne sznury. Chcemy dociec jakie procesy tam miały miejsce, które okazały się tragiczne dla pergaminów a nie dotknęły sznurów jedwabnych, pieczęci czy insygniów władzy rektorskiej, które od XV wieku są w posiadaniu UJ.

 

Nie dopuszcza pan do siebie myśli, że dokumenty mogły zostać skradzione w tajemniczy sposób? Możemy dopuścić różne scenariusze, że w czasie wojny pod osłoną nocy zostały wyjęte i przełożone, na przykład, żeby je bardziej chronić.

- Nie dopuszczam takiej myśli. Wszystkie inne przedmioty, które zostały ukryte w 1939 roku, znajdowały się nadal w skrytce. Mamy protokół z otwarcia skrytki, który pokazuje, że jak tam się wkuwano to wszystko się wymieszało z gruzem.

 

Czyli nikt nie otwierał skrytki przez 5 lat. Może jednak w ogóle tych dokumentów tam nie było w 1939 roku?

- Przeciwko temu przemawia fakt, że znaleziono skrzyneczki dębowe, do których dokumenty zostały włożone. Proces chemiczny doprowadził do tego, że dokumenty się wżarły w wieczka tych skrzynek. Tam widać ich odbicie. Dysponując fotografią z 1900 roku, możemy to przyłożyć i widzimy, że dokumenty się tam znajdywały. Skrzyneczki też były dotknięte tym procesem niszczenia. Są powyginane, wieczka są odspojone od reszty. Zachowały się na nich napisy. To pudełko z dokumentem z 1364 roku a to z dokumentem z roku 1400.

 

Jak to możliwe, że takie zapisy się zachowały, zachowała się kartka papieru a pergaminy się rozpuściły?

- Na to pytanie dadzą odpowiedź badania. Podczas jednego ze spotkań powstała hipoteza, że one uległy procesowi żelatynizacji.


Ekspert naszej reporterki mówi, że tak by się mogło stać jakby ktoś gotował pergaminy w temperaturze 100 stopni Celsjusza. To w skrytce jest mało prawdopodobne.

- Nie wiemy gdzie ta skrytka była. To zaniedbanie ludzi UJ.

 

Jak to się stało, że przez lata 50., 60., 70., kiedy żyli ci, którzy skrzynkę zamykali i otwierali, nikt się ich nie zapytał o to?

- Na to wpłynęła niefrasobliwość i zażenowanie, że to miejsce zostało tak fatalnie wybrane. Wśród osób, które ukrywały dokumenty byli eksperci. Oni powinni najpierw zbadać warunki w tej skrytce. Chodziło o ochronę tych rzeczy. Wybrano źle a po wojnie pisano, że dokumenty uległy zniszczeniu. Nikt nie zadawał sobie pytania co się działo po wojnie, gdzie skrytka była. Ja miałem nadzieję, że profesor Bochnak przy otwarciu to fotografował. To nie była żadna nowość przecież w XIX wieku.

 

A co dopiero w 1945 roku.

- Tak. Myślałem, że w Instytucie Historii Sztuki zachowała się dokumentacja z otwarcia skrytki. Nie zadbano o to.

 

Nie ma pan cienia nadziei, że te dokumenty mogłyby się jeszcze znaleźć? Czasami takie starodruki się znajdują w miejscach, w których nikt ich nie szuka.

- Nie mam nadziei. Gdyby nie to, że widziałem te wżarcia dokumentu w pokrywki, może bym wierzył, że ktoś odciął dokumenty. Zawsze po jakimś czasie takie rzeczy wypływają. Wtedy mielibyśmy szansę odzyskania naszych podstawowych dokumentów. Teraz jesteśmy zdani na fotografię. Te dokumenty zostały sfotografowane w 1900 roku z okazji jubileuszu UJ. Szklane negatywy tych fotografii mamy w zbiorach muzeum UJ. Na podstawie tych fotografii po wojnie te dokumenty odpisano. Ja się postarałem o to, żeby z fotografii komputer zdjął pismo i nałożył na materiał podobny do pergaminu. Mamy substytuty i autentyczne pieczęcie ze sznurami jedwabnymi, które o dziwo nie straciły barw.