Zapis rozmowy Jacka Bańki z prof. Mariuszem Andrzejewskim, dziekanem-elektem wydziału finansów Uniwersytetu Ekonomicznego.
Panie profesorze, idea kursu sprawiedliwego to ten najważniejszy element pomocy frankowiczom?
- Wydaje się, że tak. To powtórzenie dotychczasowej propozycji. Kurs sprawiedliwy ma być dla każdego indywidualnie wyliczany na takiej zasadzie, że sprawdzamy jakie koszty ponosiłby kredytobiorca, jakby kredyt od początku był w złotówkach, uwzględniając brak przewalutowania i wyższe koszty odsetek. Porównujemy to do kosztów kredytu we franku i staramy się wyrównać do sytuacji kredytu w złotówkach. Przy uwzględnieniu wszystkich kosztów kredytu, każdemu wychodzi inny kurs, po którym następowałoby przemianowanie kredytu walutowego na kredyt w złotówkach. Dlaczego te kursy byłyby w przypadku każdego kredytobiorcy inne? Każdy brał kredyt w rożnym czasie, każdy miał inne odsetki i marże. To jest dobrze nazwane. Kurs sprawiedliwy i różny dla każdego kredytobiorcy.
Tu są obawy. Nie wyglądałoby to tak, że przy ustalaniu indywidualnego kursu sprawiedliwego byłyby brane pod uwagę bieżące dochody, majątek? Na przykład pan miałby wyższy kurs sprawiedliwy a ja niższy.
- Nie znam stanu pańskiego majątku. Mój nie jest ogromny. Sądzę, że byśmy wypadli na remis. Oczywiście żartujemy. Jest mało konkretów. Ja jednak zauważam możliwość różnicowania w jednym z wariantów. Zakładam, że ten wariant kursu sprawiedliwego zostanie, będzie dostępny dla kredytobiorców. Drugim wariantem jest niemożność skorzystania z kursu sprawiedliwego w sytuacji kiedy rata naszego kredytu jest jakąś częścią w naszych miesięcznych dochodach. Jak dla kogoś ta rata jest dużym obciążeniem to ta osoba by miała lepsze warunki przewalutowania w stosunku do osoby, u której spłata kredytu nie jest problemem. Tyle. Absolutnie nie widzę w tych propozycjach odniesienia do stanu majątku. W Polsce nie ma podatku katastralnego. To by było bawienie się w zbieranie informacji o stanie majątku. Ta ustawa by wywołała podatek katastralny. Tu się nie zgodzę. Pan nadinterpretuje te informacje. To jednak strzępy informacji i o to mam pretensje do tego wystąpienia. Jak się wychodzi w imieniu grupy ekspertów i podaje się rozwiązania to trzeba je podać bardziej szczegółowo.
Ale to propozycja dla każdego frankowicza, nie tylko dla tego, który jest w trudnej sytuacji?
- Rozumiem, że kurs sprawiedliwy będzie dostępny dla każdego frankowicza.
Jak go ustalić?
- Wziął pan kredyt we frankach i spłaca ratę kredytu plus odsetki. Te odsetki są bardzo małe w przypadku franków, bo stawka LIBOR jest niska lub ujemna. Czasami była dyskusja czy bank nie powinien dopłacać odsetek. Plus ktoś wziął kredyt po 2 złote za frank, teraz jest po 4 złote. To jest ogromny koszt. Zliczamy to, przychodzimy do sytuacji jakbyśmy te same pieniądze wzięli w złotówkach i byłyby one przelane w złotówkach. To ciekawa informacja rzecznika finansowego. To element tego o czym dyskutujemy. Teraz przeliczamy koszty, ile wynoszą w złotówkach i staramy się znaleźć taki kurs, w którym będą koszty takie same jakby wziął kredyt w złotówkach. Dlatego kurs każdemu wyjdzie inny, ale sprawiedliwy. Mówimy o tym, że frankowicze nie powinni zyskiwać w stosunku do tych, którzy wzięli kredyty w złotówkach. Jakby zyskiwali to nie ma co pomagać.
Kolejne propozycje: restrukturyzacja kredytu, zwrot spreadów.
- Zwrot spreadów jest chyba poza dyskusją. Już słyszę w dyskusji, że wszyscy się zgadzają, że to jest nieeleganckie. Mam tu pretensje do sektora bankowego. Skoro już to zostało uzgodnione dawno to banki nie robią nic. Mogą powiedzieć każdemu klientowi, że zwracają spready dobrowolnie. Nie. Musi być ustawa. Każdy kto spready zapłacił, będzie mógł złożyć wniosek i bank w ciągu pół roku będzie musiał tę kwotę zwrócić. To poza dyskusją. Każdy czuje, że powinno tak być. Tę sprawę ustawa pozytywnie załatwia.
Również bezdyskusyjna pozostaje sprawa zwrotu nieruchomości w przypadku trudności ze spłatą kredytu?
- To jest tak jak z bankowym tytułem egzekucyjnym. On funkcjonował prawie do teraz. Wszyscy wiedzieliśmy, że to relikt przeszłości, duże narzędzie nacisku na kredytobiorcę ze strony banków. Tak samo jest w sytuacji jak w wielu krajach każdy kredytobiorca jak nie daje rady, może zostawić hipotekę. Taki jest sens umowy. Bank się zabezpiecza na tej nieruchomości, którą kredytuje. Człowiek może zostawić i uznać, że kredyt jest rozwiązany. Wczoraj padła propozycja, żeby do kredytów wprowadzić tę zasadę. Ona jest rynkowa. To powinno być tak rozstrzygane.
Mówi pan, że informacje są szczątkowe, ale starając się ocenić propozycje, które znamy to jest to milowy krok w pomocy frankowiczom? Na razie truchtaliśmy.
- Poprzedni rząd nie stwarzał płaszczyzny do dyskusji między klientami i bankami. Mi się wydaje, że obecnie kancelaria prezydenta zaczyna myśleć o tym, żeby dać warianty stronom, żeby one mogły siąść przy stole i któryś wariant zastosować. Warianty skrajne są takie, że nie robimy nic z kredytami walutowymi. Chce przestrzec wszystkich. Jak będzie Brexit i wyjście Wielkiej Brytanii z Unii, co niestety jest prawdopodobne, to kursy mogą się rozchwiać. Może być tak, że euro się osłabi a frank wzmocni. Wtedy poleje się krew. Co to wprowadzi? To wprowadzi większą konieczność ustawowego rozwiązania kredytów. Chciałbym, żeby rząd i prezydent stwarzali propozycje. Jednak pamiętajmy, że Viktor Orban zdążył przed 15 stycznia i przed wystrzeleniem kursów franka. On uratował Węgrów. My możemy mieć podobną sytuację. Brexit to sytuacja, w której musimy coś zrobić. To jedna rzecz. Trochę to długo trwa. Boję się, że kurs się znacząco zmieni i będzie za późno. Następna rzecz to koszty dla systemu bankowego. Jest uspokajający komunikat, że byłby to koszt od 30-40 miliardów rozłożony na 30 lat. Miliard rocznie dla sektora bankowego, który rocznie uzyskuje 15 miliardów zysku, to by się dało przyjąć przez banki. Słyszałem też jednak o propozycji, w której Węgrzy wykorzystali dla zabezpieczenia kredytobiorców środki z rezerw narodowego banku. Nie jestem za takim rozwiązaniem wprost, ale jak dyskutujemy o tym, żeby nie doprowadzić do zachwiania płynności finansowej, która jest najważniejsza w sektorze bankowym, to czytam w prasie, że mówi się o powstaniu specjalnych spółek utworzonych przez banki. Te banki mają w zamian za te kredyty emitować papiery wartościowe. Nie wiadomo czy akcje, czy obligacje. Tu mam niedosyt informacji, ale trzeba o tym rozmawiać. Może NBP by objął takie papiery wartościowe. Nawiązuję do sytuacji z zachodu. General Motors po kryzysie otrzymał ogromną dotację z rządu, żeby nie upadł. Potem wyprodukował świetnego opla insignię i jeszcze na nim akcje GM wystrzeliły w górę. Rząd, który mu wtedy pomógł wygrał, bo mógł sprzedać te akcje, które objął za dotację, i to z zyskiem. Może to myśl, która powinna być włączona drugostronnie? Nie tylko dociskamy banki do stołu, dajemy 4 propozycje i mówimy „słuchajcie banki, musicie się na którąś zgodzić”, ale może trzeba im pomóc, żeby oni nie mieli problemów płynnościowych? Jakby nie było problemów, kredyty we frankach by były rozwiązane z bankiem a poza tym by było zapewnienie, że sektor bankowy jest nienaruszony. To powoduje, że jak problem jest rozwiązywany to sektor bankowy na giełdzie idzie w górę. Może to sytuacja, w której nikt nie traci i wszyscy zyskują? To moja wizja. Dyskutowałbym tylko czy należy emitować akcje czy obligacje. To jednak do dyskusji.
Jakże inaczej dyskutujemy dzisiaj o frankowiczach... Co się stało?
- Zmiana jest duża. 2-3 lata temu słyszeliśmy tylko od kredytobiorców, że oni został oszukani i zostawieni sami sobie. Dzisiaj kwestia kursu sprawiedliwego, kwestia oddania nieruchomości to wprowadzenie do domów rodzin z kredytem nadziei na to, że będą spać spokojnie. To różnica. Ten kierunek działań powoduje, że państwo czuje się w obowiązku znieść ryzyko kredytowe. Ja zawsze upominałem się o instrument zabezpieczający. Dzisiaj w domach frankowiczów realnie się dyskutuje o rozwiązaniach. Jak to zostanie wprowadzone to oni znajdą swój sposób na to, żeby pozbyć się ryzyka. Najgorzej śpi się w domu, który może być miną, która wysadza domy w powietrze, bo za chwilę znowu oni będą nie na swoim.