Prawie co czwarty Polak – jak pokazują sondaże – dopuszcza dziś wyjście z Unii Europejskiej. Skąd takie nastroje?
Myślę, że osoby krytyczne wobec integracji europejskiej nie są wprost zwolennikami Polexitu. To raczej wyraz wątpliwości wobec kierunku zmian w Unii. Warto pamiętać, że przez lata Polacy należeli do najbardziej proeuropejskich społeczeństw w UE.
Od kilku lat obserwujemy jednak zjawisko, które występuje w wielu krajach – wzrost opinii krytycznych wobec integracji. To nie oznacza automatycznie poparcia dla wyjścia ze Wspólnoty. Zwłaszcza że doświadczenie Brexitu pokazało, iż koszty opuszczenia Unii są bardzo wysokie i często przewyższają potencjalne zyski.
Dlatego do takich sondaży podchodziłabym ostrożnie. One są sygnałem, że warto uważnie przyjrzeć się zmianom w społeczeństwie i roli liderów opinii publicznej – w tym polityków.
No właśnie – politycy. Część prawej strony sceny politycznej otwarcie używa haseł antyeuropejskich. Konfederacja czy środowisko Grzegorza Brauna nie kryją swoich poglądów, pojawiają się też hasła o „dyktacie Brukseli”. Czy to odzwierciedlenie nastrojów społecznych?
Nie do końca. Natomiast od około 2015–2016 roku rośnie znaczenie integracji europejskiej jako głównej osi podziałów politycznych w Polsce. To zaczęło się w czasie konfliktu rządu z Komisją Europejską wokół praworządności, ale potem rozszerzyło się na inne obszary.
Od tamtej pory zarówno rządzący, jak i opozycja wykorzystują temat Unii do wyraźnego odróżniania się. Dziś jesteśmy w sytuacji, w której ta oś sporu nadal organizuje debatę polityczną.
Na tym gruncie pojawiły się też partie bardziej radykalne, które uznały, że krytyka UE to skuteczny sposób mobilizacji wyborców – np. wokół zarzutów o nadmierne regulacje.
Nie jest zaskoczeniem, że ugrupowania radykalne eksponują takie wątki. Bardziej niepokojące jest to, jak podchodzą do nich partie głównego nurtu.
Warto też pamiętać o pewnej prawidłowości: łatwiej krytykować Unię, będąc w opozycji. UE jest „wygodnym chłopcem do bicia” – trudno jej szybko odpowiedzieć, a komunikacja z Brukseli do opinii publicznej trwa długo. W efekcie wszystko, co dobre, przypisuje się rządom krajowym, a to, co złe – Unii.
Mówi się dziś coraz częściej o tzw. wizji suwerenistycznej. Co to oznacza w praktyce?
To podejście, które mówi: integracja tak, ale pod warunkiem silnej kontroli państw narodowych. Państwa powinny mieć możliwość elastycznego reagowania, a nawet renegocjowania zasad współpracy, jeśli uznają, że coś im się nie opłaca.
Badania – np. CBOS – pokazują, że część Polaków ma wątpliwości wobec rozszerzania kompetencji UE, zwłaszcza tam, gdzie ogranicza to suwerenność państw. Na tym gruncie budowany jest dziś kapitał polityczny.
Problem polega na tym, że takie podejście jest trudne do pogodzenia – trochę jak próba jednoczesnego posiadania ciastka i jego zjedzenia.
Eksperci mówią: potrzebna jest otwarta debata o Unii. Ale jak ją prowadzić w czasach dezinformacji, fake kont i treści generowanych przez AI?
To problem całej współczesnej debaty publicznej, nie tylko w Polsce. Nie ma jednej prostej odpowiedzi.
Wiemy jednak z badań, że upolitycznienie integracji europejskiej działa „zaraźliwie” – jeśli zaczyna się w jednym obszarze, szybko przenosi się na kolejne. W Polsce widzimy to choćby w przenoszeniu sporów na obszar bezpieczeństwa.
Dlatego kluczowa jest rola edukacji, społeczeństwa obywatelskiego i rzetelnej informacji.
Polska debata o UE zawsze miała dwa poziomy. Pierwszy to bilans korzyści i kosztów. I tutaj Polacy wciąż dobrze rozpoznają, co jest dla nich korzystne – widzą wyraźne zyski z członkostwa, choć dostrzegają też rosnące koszty, np. w kontekście energii czy sytuacji międzynarodowej.
Drugi poziom to wartości i pytanie o wspólnotę. I tu pojawia się coś bardziej niepokojącego – narracje podważające fundament współpracy, czyli wzajemne zaufanie między państwami. Na przykład silne akcentowanie wątku niemieckiego może podkopywać ten wymiar debaty.
Czy w ciągu najbliższych dziesięciu lat możliwe jest referendum w sprawie wyjścia Polski z UE?
Myślę, że jest to możliwe. Natomiast jestem raczej spokojna o jego wynik – nie spodziewałabym się diametralnie innych rezultatów niż w referendum akcesyjnym.
Jednocześnie sama dyskusja o Polexicie nie jest najważniejsza. To raczej pytanie o to, jak budujemy pozycję Polski w Europie i jak przekonujemy obywateli, że członkostwo pozostaje dla nas korzystne.
Warto też pamiętać o szerszym kontekście. W relacjach transatlantyckich pojawiła się administracja w USA, która jest bardziej sceptyczna wobec Unii Europejskiej. To również wpływa na debatę w Polsce – te procesy są ze sobą powiązane.
Czyli realne poparcie dla wyjścia z UE może być niższe, niż sugerują sondaże?
Tak – i to jest bardzo ważne rozróżnienie. Krytycyzm wobec Unii nie oznacza automatycznie chęci jej opuszczenia.
Gościnią programu Co Niesie Dzień była dr hab. Magdalena Góra, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego z Instytutu Studiów Europejskich.