Zapis rozmowy Jacka Bańki z Piotrem Bąkiem, starostą tatrzańskim
Ministerstwo Edukacji Narodowej zaprezentowało rekomendacje bezpiecznego powrotu do szkół? Czy jest pan spokojny, że zakopiańskie szkoły będą od 1 września funkcjonować w miarę normalnie?
Przygotowujemy się do tego. Oczywiście nigdy nie można być do końca spokojnym. Wydaje mi się jednak, że sytuacja epidemiczna na terenie Zakopanego jest opanowana. Był niedobry moment, kiedy na początku lipca odbył się ten nieszczęsny pogrzeb. Wtedy rzeczywiście pojawiło się u nas ognisko zakażeń – blisko 160 osób. Prawie wszystkie te osoby związane były z tym ogniskiem. Wyglądało to początkowo bardzo groźnie, ale w tej chwili jest to opanowane i monitorowane. Poza tym jednak nie pojawiają się, poza kilkoma pojedynczymi przypadkami, nowe ogniska związane np. z niemałym ruchem turystycznym, który mamy na Podhalu. Wydaje się więc, że jako powiat, jako społeczność lokalna, jesteśmy bezpieczni. Dlatego przygotowujemy się do otwarcia szkół w trybie normalnym. Oczywiście z odpowiednimi wymogami dotyczącymi bezpieczeństwa i higieny określonymi przez ministerstwo. Zajęcia będą odbywały się normalnie, ale odpowiednie warianty będą przygotowane, zarówno jeśli chodzi o kształcenie zdalne jak i hybrydowe. Ćwiczyliśmy to. Jeśli chodzi o szkoły ponadpodstawowe, to jestem spokojny.
Czyli można z dnia na dzień przełączyć tryb na hybrydowy albo zdalny w przypadku Zakopanego?
Jeśli chodzi o szkoły ponadpodstawowe to tak, było to ćwiczone. Realizujemy projekt Małopolska Chmura Edukacyjna wspólnie z AGH, jesteśmy więc sprzętowo nieźle do tego przygotowani. Młodzież w tym wieku jest podatna na takie nauczanie. Dużo gorsza sytuacja będzie oczywiście w przypadku szkół gminnych, podstawowych... Ale jeśli chodzi o nasze szkoły - mamy trzy takie: liceum ogólnokształcące, zespół szkół budowlanych i zespół szkół hotelarsko-turystycznych - one są przygotowane na każdą sytuację.
Związkowcy zwracają uwagę na wiele problemów, np. czy będą dodatkowe środki na środki ochrony i odpowiedni sprzęt, jeśli w przypadku nauczania zdalnego byłyby konieczne dodatkowe zakupy. Co na to organ prowadzący?
Będziemy podchodzić do tego na bieżąco. Ostatnio skorzystaliśmy z Małopolskiej Tarczy Antykryzysowej. Kupiliśmy laptopy dla rodzin zastępczych za 200 tys. zł. Są różne możliwości pomocy. Poradzimy sobie.
Jak pan ocenia ścieżkę wprowadzania innego trybu nauki? Decyduje inspektor sanitarny wraz z organem prowadzącym.
Przede wszystkim musi być pozytywna decyzja Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Bez niej nie da się zmienić sposobu funkcjonowania. Współpracujemy bardzo ściśle, zarówno starostwo powiatowe, jak i wszystkie służby, w tym sanitarne i powiatowy inspektorat sanitarny. Codziennie odbywają się posiedzenia w formie zdalnej – telekonferencji, gdzie są służby: policja, straż pożarna, sanepid, szpitale (mamy 2 szpitale powiatowe) i wójtowie wszystkich gmin. Na bieżąco uzgadniamy te sprawy i przekazujemy sobie informacje. Reakcja więc będzie błyskawiczna i kompetentna.
Sytuacja epidemiczna nie jest najlepsza. Wczoraj Małopolska znowu na I miejscu - 175 nowych zakażeń COVID-19. Wiele się może zmienić do 1 września...
Nie można tego rozpatrywać w kategorii Małopolski, tylko konkretnych ognisk. Te ogniska to przede wszystkim Sądecczyzna i wiemy dlaczego. My mieliśmy szansę stać się takim ogniskiem, ale na szczęście u nas udało się to opanować po pamiętnym pogrzebie. Sytuacji nie można brać pod uwagę w skali całego województwa, bo to fałszuje wyniki. Nasz powiat nie jest ani na liście czerwonych powiatów ani żółtych. Sytuacja jest więc dobra. Tam, gdzie jest gorzej, trzeba błyskawicznie reagować, ale przede wszystkim robić to lokalnie. Kłania się tu dyscyplina społeczna. Niektórzy ukrywają fakt zakażenia w swojej rodzinie czy sąsiedztwie, bojąc się, że narzucone warunki kwarantanny utrudnią im prowadzenie działalności gospodarczej i swoich spraw. Później są bardzo nieprzyjemne skutki. Trzeba więc po pierwsze apelować o dyscyplinę, czyli maseczki, zachowanie odległości... A druga sprawa, o której się nie mówi, to odpowiedzialność za innych i siebie. Jeśli byłem w sytuacji zagrożenia zakażeniem koronawirusem, trzeba się przyznać.
W Tatrach widzimy tłumy turystów. Polacy rzeczywiście wybrali wakacje krajowe. Jak COVID-19 wpłynął na branże turystyczną w Tatrach?
Kwestia jest złożona, bo teraz rzeczywiście jest szczyt sezonu, pogoda jest wspaniała. Zakopane, Tatry są więc pełne. Niektóre hotele w weekendy mają nawet 100 proc. obłożenia, w tygodniu potrafi to być 80 proc., a to bardzo wysoko. Ale trzeba pamiętać, że to jest okres szczytowy. Te same hotele, gdy przyjdzie jesień, październik-listopad, kiedy one są nastawione na obsługę konferencji i kongresów, mają zero zleceń i zastanawiają się, czy w tym okresie w ogóle nie wyłączyć działalności. Patrząc jednak bardziej obiektywnie… W lipcu do Tatrzańskiego Parku Narodowego weszło 550 tys. turystów, w ubiegłym roku było to 700 tys., czyli spadek o około 25 procent. Podobnie oceniają to pensjonaty, wg nich spadek jest o 1/3 w stosunku do poprzedniego roku. Inaczej jest w obiektach nienoclegowych, typu aquaparki, parki rozrywki, tam ten spadek jest większy, nawet o 40 procent. Nie jest to kryzys, ale sytuacja nie jest bezproblemowa, zwłaszcza że to wszystko u nas funkcjonuje sezonowo. Dlatego monitorujemy sytuację. Dużo pomogło wsparcie rządowe wiosną. Nasz Powiatowy Urząd Pracy wypłacił przedsiębiorcom 40 mln w różnych formach wsparcia, dzięki temu 1100 miejsc pracy zostało dofinansowanych i 5150 przedsiębiorców na 9 tys. funkcjonujących u nas, było to więc znaczące wsparcie. To pozwoliło branży turystycznej na Podhalu przetrwać do sezonu turystycznego, który jest nie najgorszy. Co będzie jesienią, zobaczymy. Na pewno jest inny przekrój ruchu turystycznego, jest mniej ludzi starszych, dużo mniej obcokrajowców. Zmienił się też styl konsumpcji. Mniej korzysta się z lokali. Sytuacja jest złożona, ale nie można mówić o upadku. Najważniejsze 2 tygodnie sezonu letniego, ten i przyszły: Tatry są pełne. Nie ma najważniejszych imprez, jak Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Jedyną imprezą plenerową są XI Europejskie Targi Produktu Regionalnego, które organizuje nasz powiat. Tutaj wystawiają wystawcy, którzy posiadają certyfikowany produkt regionalny jeśli chodzi o żywność lub rzemiosło, wyroby artystyczne. Jednak w tym roku ograniczyliśmy się tylko do wystawców krajowych.
Ze strony ministerstwa rozwoju płyną zapewnienia, że będzie jeszcze jakaś kompleksowa pomoc dla całej branży. Z pana perspektywy, biorąc pod uwagę, że osobą odpowiedzialną za turystykę jest zakopiańczyk, jakie rozwiązania byłyby potrzebne, żeby jesienią firmy turystyczne na Podhalu nie stanęły na krawędzi przepaści?
Rzeczywiście, tak się dobrze złożyło, że sekretarzem stanu odpowiedzialnym za turystykę w ministerstwie rozwoju jest zakopiańczyk, pan Andrzej Gut-Mostowy. Bon turystyczny w tej postaci, w jakiej jest, to jego pomysł. Pełne uznanie dla pana ministra. On zna problemy naszej branży. Wiem, że nad tym pracuje. Przekazywał nam pewne rzeczy. To nie zależy jednak tylko od ministra, zależy przecież od całej rady ministrów i ministra finansów, ale jestem dobrej myśli.
Jeśli chodzi o nasz wkład, my, jako samorząd, jesteśmy bardzo aktywni, jeśli chodzi o budownictwo. W tym roku mamy największe od lat inwestycje i remonty, jeśli chodzi o drogi samorządowe. Na 68 km dróg powiatowych, na 1/4 trwają teraz poważne prace budowlane: wymiana nawierzchni, przebudowy, remonty. To jest 18 km dróg przebudowywanych: droga Gronków-Bukowina Tatrzańska przez Leśnicę, ul. Powstańców Śl. w Zakopanem, droga do Gliczarowa Górnego, droga Rzepisk. Podobnie aktywne są gminy. Wykonawcy budowlani mają zapewniony front robót. Również budownictwo turystyczne idzie pełną parą.
Tak się przyjęło, że połowa sierpnia to szczyt sezonu turystycznego. Czy ten weekend to będą kolejki na szlakach górskich?
Może nie aż kolejki. To jest inny ruch turystyczny niż później, we wrześniu. Jest dużo turystów w dolinkach, na łatwo dostępnych szlakach dolnej części Tatr. Natomiast na tatrzańskich graniach ilość turystów nie jest duża pomimo wspaniałych warunków. Pogoda jest dobra, o ile na dole mamy upały, to na grani powyżej 2000 m n.p.m. jest 13-15 stopni, piękne słońce. Oprócz popularnego Giewontu nie ma właściwie nigdzie kolejek. Zapraszam w Tatry!