Co się wczoraj podziało u was? Do w pół do pierwszej czekałem na wyniki głosowania na nową szefową pana partii i nic.
- Długo komunikat nie wychodził, ponieważ ustalaliśmy, co się w ogóle stało. Były problemy techniczne. Wybory miały trwać do 22:00. Stąd taka pora. Ustalamy, gdzie powstał problem. Krajowa Komisja Wyborcza anulowała głosowanie.
Wie pan, że Joanna Lichocka już ustaliła? Widziałem właśnie przed chwilą na Facebooku takiego mema, że Paulina Henning-Kloska wygrała, w związku z tym trzeba było unieważnić.
- Nie. Bzdura. Mam protokół. Krajowa Komisja Wyborcza w obecności obserwatora od Pauliny Hennig-Kloski nie weryfikowała wyborów, nie wie nawet, ile głosów zostało oddanych w ankiecie.
Będzie powtórka tylko tej drugiej tury, czy w ogóle całych wyborów?
- Musimy się zastanowić poważnie.
W tej pierwszej turze też były nieprawidłowości. Były zgłoszenia, że nie wszyscy dostali linki, niektóre linki poszły do osób, które nie powinny ich dostać i tak dalej.
- Kilka było. Zgadza się. Decyzję podejmie rada krajowa, która zostanie zwołana pewnie na najbliższy piątek.
Cofnijmy się do przedwyborczego czasu, który był przecież dosyć burzliwy w pana partii, umówmy się.
- Bardzo dobrze. Na tym polega demokracja.
Pan też uważa Michała Koboskę za zdrajcę? Podobno tak określił go Szymon Hołownia.
- Nie będę wyciągał wewnętrznych naszych rozmów. One wyciekają, to oburzające. Mamy prawo się kłócić, mieć inne zdanie. Mnie pewne zachowania się nie podobają, ale nie będę…
Ale takie zachowanie, że się spotyka ktoś z premierem? O to chodziło.
- Nie chodziło o spotkanie z premierem, ale kontekst, w którym to było powiedziane. Nie będę jednak wyciągał naszych sporów. Mamy prawo się nie zgadzać, kłócić się.
Co się dzieje przecież.
- Tak. Czasem wracamy do domu i czasami mamy ochotę mordować nasze dzieci, mordować naszą żonę, bo się kłócimy, oczywiście w cudzysłowie...
Wie pan, że to teraz wytniemy i pójdzie wszędzie?
- Wiem. Mamy prawo się kłócić. To życie. Są emocje, byliśmy poddenerwowani. Emocje czasem puszczają. Czasem mówimy złe słowa i trzeba przepraszać. W kłótniach z żoną zwykle winny jest i tak mąż. To można wyciąć i mojej żonie wysłać.
Jeszcze o tych słowach, to zacytuję panu kolejne. „To, że próbują nas zniszczyć sojusznicy, a nie przeciwnicy, nie oznacza, że mają rację i że skoro niszczą nas przyjaciele, my sami powinniśmy zacząć niszczyć sami siebie”. To Szymon Hołownia, o kim to było?
- Nie mam pojęcia. Nie znam tej wypowiedzi.
To wpis pana Hołowni, taki list do członków partii. Nie czytał pan?
- Czytałem list… Trzeba poznać szerszy kontekst. On był długi, miał kilka stron. Szymon mówił o losach naszej partii. Cytowanie fragmentów nie jest właściwe.
Ciężki fragment, ewidentnie wymierzony w Donalda Tuska moim zdaniem.
- Może tak, może nie. Musiałbym sobie przypomnieć cały list.
Czy Polska 2050 się podniesie jeszcze po tym całym bałaganie? Czy zostaną państwo rozparcelowani przed wyborami, albo staną się państwo nową Nowoczesną przy Platformie?
- Oczywiście nie zostaniemy rozparcelowani. Nie będziemy nową Nowoczesną przy PO. Polska 2050 musi być ważnym koalicjantem. Dzięki Polsce 2050 udało się odsunąć PiS od władzy. Widzimy po sondażach, że bez Polski 2050 do władzy przychodzi Grzegorz Braun z Konfederacją i PiS. PiS krzyczy na Brauna, ale w 2027 roku wpadną sobie w objęcia, żeby przejąć władzę.
Zapytam pana jako szefa Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Zajmie się pan publicznym donosem na rząd obecnie rządzący? Zbigniew Ziobro napisał na X, że "wybiera walkę z politycznym bandytyzmem i bezprawiem, stawia opór postępującej dyktaturze. Czyni to w imię zasad, którym zawsze się kierował i z powodu których stał się dziś celem osobistej zemsty Donalda Tuska i jego środowiska". Jest też mowa o próbie potraktowania żony Zbigniewa Ziobro jako zakładniczki. Może powinien się pan tym zająć, bo to jednak ważna sprawa?
- Zbigniew Ziobro wybiera sobie swoje zasady. Przypomnę, że wszyscy są równi wobec prawa. Sam to mówił. Będziemy walczyć z tym, żeby przestępcy nie leżeli na ciepłych plażach, tylko byli doprowadzeni przed polski wymiar sprawiedliwości. Podobno nad Balatonem całkiem przyjemna pogoda, więc Zbigniew Ziobro ucieka nad Balaton. Zbigniew Ziobro boi się stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Kolejna zasada. Jeżeli niewinny, nie ma się czego obawiać. Jeżeli Zbigniew Ziobro czuje się niewinny, serdecznie zapraszam. A o tym, jak wygląda polski wymiar sprawiedliwości, polskie sądownictwo dzisiaj, chociażby dam przykład sprawy pana posła Mateckiego. Kto uchylił areszt? Ten sąd.
No i państwo zawiesili od razu tego sędziego, bo podziałał nie tak, jak trzeba.
- Nie. Nie został zawieszony.
Odsunięty od sprawy...
- Nie. Mówimy o pośle Mateckim, który był tymczasowo aresztowany.
Przepraszam, mój błąd. Tak jest.
- Mówimy o innym sędzi, który nie został zawieszony, tylko mówimy o sprawie pana Romanowskiego. Nigdy nie staram się komentować orzeczeń sądowych. To było pierwsze, które skomentowałem. Manifest polityczny, który z tego uzasadnienia się lał, był nie do zaakceptowania. Sędzia nie może mówić o reżimie w swoim państwie. Reżim Orbana, który wpada w ręce Putina, jest oazą demokracji? O czym mówimy? Czytajmy dokumenty i analizujemy. Dopiero potem wyciągajmy wnioski. Zbigniew Ziobro sam daje argumenty, żeby areszt stosować.
W czwartek ma się kolejne posiedzenie.
- Jestem dumny z sądu w tym zakresie.
Z prokuratury też?
- Nieco mniej.
Przypomnijmy, prokuratura na ostatnim posiedzeniu nie doniosła wszystkich dokumentów, w związku z czym sąd odroczył postępowanie.
- Wiem, że zanudzę prawnym bełkotem…
Pan powie, że nie miała obowiązku. Wszystkich akurat tych niejawnych nie musiała donosić…
- Jasne, ale zwróćmy uwagę. Jako prokurator dałbym wszystko. Selekcjonuję materiał. Nie chodzi o skazanie, ale o stwierdzenie, czy istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu. W mojej ocenie jako prokuratora wystarczy jeden fragment, bo to dotyczy tylko tej sprawy. Skoro sąd zażądał, że on chce jednak także te tajne wiadomości, chwała temu sądowi. Pochwalmy sędziego, który dostaje wiele tomów akt, po kilkaset kart sprawy i chce się z tym zapoznać. To ogrom pracy. Powaga jest duża. Jest odległy termin zastosowania aresztu, bo chciał się zapoznać. Zapoznał się, jednak chce te tajne akta zobaczyć. Zażądał tych akt i w czwartek będzie rozpoznawał ten wniosek w sądzie. Naprawdę pełne wyrazy uznania dla sędziego, który prowadzi to postępowanie.
Jak podoba się panu działanie krakowskiej Strefy Czystego Transportu? W ogóle sama Strefa się panu podoba?
- Zważywszy na mój pojazd, nie mam z tym problemu. Nawet nie wiem, gdzie są te znikające znaki.
Ale jest pan posłem, to odpowiada pan nie tylko za siebie.
- Tak. Mówię w tym zakresie. Wiem, że obywatele mają problem. Może za słaba była akcja informacyjna? Może miasto za słabo się przygotowało? Może ten okres powinien być wydłużony?
Wie pan, tylko już jest tak rozwodniona Strefa, że praktycznie nie istnieje. Mój 21-letni samochód spokojnie się w niej mieści. Gdybym mieszkał w Zielonkach, to nie musiałbym go nawet rejestrować, ani płacić pięciu złotych za wjazd. Co tu krytykować?
- Dlatego mówię. Może zbyt pochopne były pewne decyzje? Kraków jak chodzi o walkę ze smogiem, powinien być przykładem. Kraków nie jest czerwonym punktem na mapie.
Ale wciąż 600 tysięcy osób w Krakowie mieszka na terenie zanieczyszczonym przez spaliny powyżej normy.
- Ostatnio do jednego z miast pojechałem zawodowo i poczułem smród palonego węgla. W mieście. Pomyślałem, że fajnie, iż w Krakowie da się oddychać. To ważne. Walka ze smogiem jest bardzo ważna dla naszego zdrowia. Pamiętam, jak pchałem wózek z dziećmi i zimą patrzyliśmy, czy możemy w ogóle iść. Kupowaliśmy oczyszczacze do mieszkania.
Może wpłynie pan na swojego niedawnego kolegę z listy Trzeciej Drogi, wojewody, który zaskarżył tę uchwałę do sądu? Jak widać, bardziej mu leży na sercu wygoda mieszkańców w obwarzanku niż naszych dzieci.
- Cieszę się, że rozmawiamy o tym. Może szersza dyskusja jest właściwa?
Wróćmy jeszcze do spraw ogólnokrajowych. Chodzą takie pogłoski, że prezydent Karol Nawrocki rozważa taki scenariusz, żeby nie podpisywać budżetu, odesłać go do Trybunału Konstytucyjnego, a po czterech miesiącach rozwiązać parlament. To jest możliwe pana zdaniem?
- Nie ma takiej możliwości. Wtedy państwo działa na prowizorium budżetowym. Jest możliwe, że prezydent… Widzimy, z jaką lekkością podchodzi do ustaw. Nie ma wzmożonej rozwagi, jak przy usługach cyfrowych i kryptowalutach. Zobaczymy. Było tajne posiedzenie Sejmu. Ministrowi z Kancelarii Prezydenta udzielono ważnych informacji. Mam nadzieję, że ta nowa ustawa, która jest teraz procedowana w Senacie odnośnie kryptowalut, zostanie przez pana prezydenta podpisana. Tak samo jak liczę na to, że te ustawy dotyczące praworządności zostaną przez pana prezydenta podpisane.