- A
- A
- A
Ojciec Jan Kłoczowski: "Czuję się zaszczycony i onieśmielony tym wyróżnieniem
Zapis rozmowy Justyny Nowickiej z ojcem Janem Kłoczowskim.
Spotykamy się w przeddzień pięknej uroczystości. Otrzyma ojciec medal Cracoviae Merenti. Chciałabym pogratulować.
- Dziękuję bardzo. Czuję się zaszczycony. Z całą obłudą powiem, że onieśmielony. Ta obłuda jest prawdziwa. Nie wiem dlaczego.
Zgodzę się. To, że medal zostanie wręczony obywatelowi Krakowa, ale urodzonemu w Warszawie to temat do poważnej dyskusji.
- Na rzecz Krakowa przemawia to, że mieszkam tutaj znaczną część życia. W Warszawie mieszkałem tylko rok w okresie studiów zakonnej. Byłem na Służewie. Cała moja rodzina jest warszawska i mazowiecka. Urodziłem się w Warszawie. Do długiego dzieciństwa jestem mazowiecki. Potem Poznań. Szkołę podstawową, liceum i studia skończyłem w Poznaniu. Wiatr mnie zaniósł do Krakowa. To ciekawe. Jestem jednym z nielicznych Dominikanów, który od studiów nie zmienił klasztoru. Naszym założeniem jest zmiana miejsc pracy. Ja od 1964 roku bez przerwy jestem w Krakowie. Być może decydenci tego wyróżnienia zauważyli to, że przez zasiedzenie stałem się uprawniony do przyjęcia tego medalu. Po skończeniu tutaj studiów robiłem doktorat na KUL. Miałem zajęcia, zostałem profesorem w naszym seminarium. Jako belfer siedzę tu na miejscu. Stąd jest status quo. Moi bracia się dziwą, że zmieniam tylko cele, nie miejsce zamieszkania.
Rozumiem, że ojciec ma coraz wygodniejsze cele?
- Obszerniejsze. Choćby z uwagi na to, że obrastam książkami. Teraz już oddaje je do biblioteki. U dominikanów jest tak, że ubóstwo nie obejmuje książek.
Jaki to był Kraków w latach 60? W klasztorze były chyba surowe warunki.
- Surowe warunki, jak w każdym starym budynku, w którym trzeba było każde pomieszczenie ogrzewać paląc w piecu. Korytarze były zimne. Na 30-kilku studentów dominikańskich była łazienka z dwoma prysznicami. Zapisywało się w sobotę na kąpiel. Takie były warunki. Zaczęto od centralnego ogrzewania. W wakacje przez miesiąc raz byłem jednym z tych, którzy kilofem bili w mury. Teraz mamy zupełnie przyzwoite, ale odpowiednio kosztujące, ogrzewanie. To ogromy obiekt, którym interesują się konserwatorzy. Ten obiekt ma 4 hektary dachów. Bazylika jest ogromna. W środku to podtrzymują drewniane więźby dachowe.
Teraz porozmawiajmy o Krakowie. To się pewnie zmienia, ale Kraków ma opinię miasta, które nie jest bardzo życzliwe przybyszom. Jak ojciec się tutaj odnalazł? Był klasztor, ale on był zawsze otwarty na miasto. Chciałam zapytać o relacje ze światem krakowskim, który jest, lub bardziej był specyficzny.
- Był bardziej specyficzny. W naszym towarzystwie byli moi bracia. My jesteśmy z całej Polski. Na ogół wychodziliśmy na dwór. Dziwiłem się dlaczego ludzie mieszkający na Rynku, wychodzą na pole.
Teraz ojciec jak mówi?
- Na dwór. Jak wychodzę do łazienki to widzę kafelki, nie flizy. Powoli wchodziłem w krakowskie towarzystwo. Skończyłem studia, zdobyłem święcenia, potem pracowałem w duszpasterstwie akademickim. Zajmowałem się studentami. Oni byli nie tylko z Krakowa. W Krakowie studenci są z całej Polski. Poziom UJ i AGH jest taki, że ludzie tu przyjeżdżają. Chodziłem często ze studentami, oni zamieszkiwali. Wchodziłem z nimi w Kraków i poznawałem rodziny krakowskie. Więcej mam kontaktów z tymi nowymi rodzinami jednak. Nową Hutę odkryłem w stanie wojennym. W okresie Solidarności proszono mnie o porady. 13 grudnia roku pamiętnego ogłosiłem, że robimy punkt pomocy dla rodzin aresztowanych. Była cała sieć takich punktów pomocy. Wtedy poznałem wielu ludzi z Huty. Chyba okres przed Solidarnością i stanu wojennego był okresem pojednania Krakowa z Nową Huta. Jako przedstawiciel starego Krakowa... Mieszkam w obrębie Plant. Ten kawałek Krakowa się wyludnia. Mamy taki sąsiedzki, przyjacielski spór. Ksiądz proboszcz z Mariackiego mówi, że przystanek jest tuż przed nami i jak ktoś jest spóźniony to nie dojdzie do nich, tylko do nas wchodzi. Ja mówię Mariacki to Mariacki. To jest to.
Nareszcie ta rozmowa przybrała właściwy wymiar. Ojciec ma w Krakowie swoje miejsca, do których zagląda, gdzie lubi napić się espresso lub americana?
- Fuj, americana to nie. Jak coś to po włosku. Kawa udająca włoską. Ludzie spacerować nad Wisłą. Żałowałem, że ostatnio je zalało. Odnajduję Wawel jako ewangeliczny. Jest powiedziane, że miasto stojące na górze stoi na górze, nie na piasku. Jak zobaczyła to Wisła to musiała omijać grzecznie. Z dawniejszych czasów, gdy byłem sprawniejszy, lubiłem chodzić na kopiec Kościuszki i dalej do Piłsudskiego. Okolice są cudowne. Te najbliższe to już jednak nie krakowskie, ale Ojców, czyli zabór rosyjski. To zdumiewające. „Wesela” nie można zrozumieć, gdzie oni się pogubili. Na granicy biegali, może ruskie ich złapały i dotąd złoty róg trzymają. Kraków jednak w tej chwili dostał jedną literkę. Nawiązując do tradycji galicyjskiej, Kraków nie jest tylko CK, ale PCK – Papiesko-Cesarsko-Królewskie. Zdradzę tajemnicę, ale odkryłem, że w głębokim zakamarku naszego klasztoru wisi portret Franciszka Józefa.
Nie wierzę. Na wszelki wypadek?
- Tak. Oczywiście to przedmiot naszego żartu. Aczkolwiek wisi na nim order Złotego Runa. Kiedy obecny kardynał Wiednia, dominikanin, był tutaj to go tam poprowadziłem. On powiedział, że tak. On jest z książęcej rodziny. Jako najstarszy przedstawiciel tej rodziny, jest wielkim mistrzem zakonu kawalerów Złotego Runa. Powinien się tym zainteresować. Takie są relacje.
Ach cały Kraków...
- Cały Kraków. Oczywiście Wiedeń musi się tutaj pojawić też.
Tego się spodziewała, że zaczniemy od Warszawy, skończy się na powoływaniu na Franciszka Józefa.
- I Amen.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
09:57
Kopalnia Soli w Wieliczce z nową atrakcją. Trzeba się pospieszyć, żeby to zobaczyć
-
09:26
Schron pod inwestycją De Niro w Krakowie. Powstaje miejsce dla ponad 1000 osób
-
08:43
Wieczysta o awans, Bruk-Bet o honor
-
08:15
35 lat Straży Miejskiej w Krakowie. Profilaktyka to nie tylko interwencje, ale codzienna praca z dziećmi i młodzieżą
-
07:35
Wystawa rysunków Zdzisława Beksińskiego w Nowohuckim Centrum Kultury
-
07:22
Programista z Krakowa buduje historię Polski z klocków Lego
-
19:03
Tragiczne odkrycie w Oświęcimiu. Dwie osoby nie żyją
-
19:00
Koniec zwycięskiej passy Puszczy. Żubry dzielą się punktami ze Śląskiem Wrocław
-
18:30
"Choroba nie zmienia mojego sposobu tworzenia". Artystka o doświadczeniu schizofrenii
-
18:15
Kibice Unii Tarnów protestują. "Wyrządzono nam ogromną krzywdę"
-
16:55
Cracovia wreszcie wygrała na własnym stadionie
-
16:20
Wisła Kraków zgubiła punkty
-
15:43
Protest przed schroniskiem w Nowym Targu. Aktywiści zarzucają nieprawidłowości
-
13:47
Bluzy i koszulki z nadrukiem dla spawaczy - komfort i styl
-
13:45
Cracovia z wygraną. Wisła na remis.
-
13:13
Naczelna Izba Aptekarska: po awarii system wraca do działania
-
12:28
Coraz bliżej zakończenia sezonu narciarskiego
-
11:19
„Prawda jest gdzieś tam”. „Archiwum X” i filozofia ukryta w kultowym serialu
-
11:12
Adam Kwaśny - Raport z Kuby