Jak rosyjskie media komentują sytuację na Węgrzech?
Ten temat nie jest dziś w Rosji szczególnie eksponowany. Gdyby wynik wyborów był inny, zapewne mielibyśmy szerokie komentarze i analizy. Tymczasem pojawia się on raczej na marginesie. Dominują inne wątki - na przykład związane z polityką międzynarodową i relacjami ze Stanami Zjednoczonymi. W przekazie rosyjskim podkreśla się natomiast, że Rosja i tak może liczyć przede wszystkim na siebie.
A jak postrzegano dotąd Węgry? Czy rzeczywiście były traktowane jako rosyjski przyczółek w Unii Europejskiej?
Takie określenie - „koń trojański” - funkcjonowało w debacie publicznej. Węgry odgrywały rolę większą, niż wynikałoby to z ich potencjału. Z punktu widzenia Kremla było to korzystne. Rosji zależało na utrzymaniu tej sytuacji, dlatego zwycięstwo Viktora Orbána było dla niej istotne także symbolicznie.
Czy Rosja wraca dziś do narracji, w której za Zbrodnię Katyńską obwinia Niemców?
Tak, choć trzeba zaznaczyć, że sam Katyń nie jest dziś szeroko obecny w rosyjskiej debacie publicznej. Natomiast jego fałszowanie pozostaje elementem propagandy. W niektórych przekazach odpowiedzialność za tę zbrodnię ponownie przypisywana jest Niemcom, a rola Związku Radzieckiego jest pomijana lub negowana.
W jaki sposób ta narracja jest utrwalana?
Przede wszystkim poprzez system edukacji i media. W podręcznikach szkolnych eksponuje się określone interpretacje historii - na przykład pakt Ribbentrop–Mołotow bywa przedstawiany jako działanie obronne ZSRR. To buduje określony obraz przeszłości, szczególnie wśród młodego pokolenia.
Czy można powiedzieć, że ta propaganda jest skuteczna?
Niestety tak. Jest konsekwentna i długofalowa. Oddziałuje na społeczeństwo od najmłodszych lat, dlatego jej efekty mogą być bardzo trwałe - być może nawet trwalsze niż rezultaty działań militarnych.
Czy poza Rosją ktoś jeszcze wierzy w takie interpretacje historii?
Raczej nie, to przekaz skierowany głównie do odbiorcy wewnętrznego. Problem polega jednak na tym, że reakcje na fałszowanie historii bywają zbyt słabe. W innych krajach zdarzały się protesty wobec przekłamań w rosyjskich publikacjach czy podręcznikach. W przypadku Polski takich działań jest wciąż niewiele.
Czyli historia pozostaje ważnym narzędziem polityki?
Zdecydowanie tak. W przypadku Rosji jest ona wykorzystywana do budowania określonej narracji o świecie - zarówno tej dotyczącej przeszłości, jak i bieżących wydarzeń.
Gościem Radia Kraków był prof. Grzegorz Przebinda z Instytutu Filologii Wschodniosłowiańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Nauk Stosowanych w Krośnie.