Od września edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od czwartej klasy szkoły podstawowej oraz przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych. Jednocześnie zajęcia dotyczące zdrowia seksualnego mają być nieobowiązkowe. Czy to dobra decyzja?
Uważam, że bardzo dobrą decyzją jest wprowadzenie edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego. Czekaliśmy na to od dawna. Natomiast rzeczywiście największe kontrowersje dotyczyły komponentu zdrowia seksualnego. Wydaje się, że mamy tu do czynienia z kompromisem, który pozwolił w ogóle wprowadzić ten przedmiot do szkół. Trzeba jednak jasno powiedzieć: zdrowie seksualne jest integralną częścią zdrowia człowieka i również powinno być przedmiotem nauczania.
Wokół tematu już pojawiły się polityczne spory i emocje. Dlaczego rozmowa o seksualności w Polsce wciąż budzi takie kontrowersje?
To w dużej mierze efekt wieloletnich zaniedbań. Nie mówiliśmy o zdrowiu seksualnym jako o elemencie zdrowia publicznego, tak jak robi się to w wielu innych krajach. Gdybyśmy wcześniej jasno to komunikowali, dziś emocje byłyby mniejsze. Potrzebujemy spokojnej, rzeczowej dyskusji i zrozumienia, że edukacja zdrowotna obejmuje wiele kluczowych obszarów - od aktywności fizycznej, przez żywienie, po profilaktykę uzależnień. Komponent zdrowia seksualnego to tylko niewielka część programu i - zgodnie z propozycją - będzie zależał od decyzji rodziców lub pełnoletnich uczniów.
Czy osiemnastolatek jest wystarczająco dojrzały, by samodzielnie decydować o udziale w takich zajęciach?
Z prawnego punktu widzenia - tak. Osoba pełnoletnia ma pełną zdolność do czynności prawnych i podejmuje decyzje dotyczące swojego życia. Wcześniej decydują rodzice. Wierzę, że zobaczą, iż program nie zawiera treści, których należałoby się obawiać - przeciwnie, dostarcza wiedzy potrzebnej do dbania o zdrowie.
W przeszłości pojawiały się kontrowersje dotyczące treści programu. Czy zostały one zmienione?
Tak. Pierwsze propozycje rzeczywiście wzbudziły duże emocje, ale zostały szybko skorygowane. Obecnie program koncentruje się na podstawowych zagadnieniach związanych z dojrzewaniem i zdrowiem. Większość kontrowersyjnych treści została usunięta.
A co z przygotowaniem nauczycieli i materiałami dydaktycznymi?
Podręcznik już istnieje - został opracowany przez specjalistów zdrowia publicznego i jest dostępny online. Są też studia podyplomowe dla nauczycieli, finansowane przez Ministerstwo Edukacji. Dodatkowo funkcjonują darmowe materiały edukacyjne, m.in. na platformie ORE czy w programach dotyczących chorób cywilizacyjnych. Nauczyciele mają więc solidne zaplecze.
Czy emocje wokół tej reformy opadną?
To zależy głównie od polityków. Jeśli ton debaty będzie spokojniejszy, emocje społeczne również się wyciszą. Mam nadzieję, że wszyscy - niezależnie od poglądów - dostrzegą, jak ważna jest edukacja zdrowotna dla jakości i długości życia.
Od lat podkreśla Pani, że to kluczowy element kształtowania postaw prozdrowotnych.
Zdecydowanie. Zdrowie to wartość nadrzędna. Ten przedmiot daje młodym ludziom realne kompetencje do dbania o siebie i swoich bliskich. Nie ma w nim treści, których należałoby się obawiać – jest za to wiedza, która może przełożyć się na lepsze życie.