Zapis rozmowy Jacka Bańki z ojcem Janem Marią Szewkiem, franciszkaninem.
Pandemia koronawirusa zniszczy nam Wielkanoc, uniemożliwi wiernym jej przeżywanie?
- Nie. Nie zniszczy. Wszystko zależy od nas, jak przeżyjemy ostanie chwile przygotowań i same święta. Chrystus umarł na krzyżu i zmartwychwstał dla naszego zbawienia, żeby nas wyzwolić z niewoli grzechu, zła, szatana, śmierci. Od nas zależy, czy my podejmiemy ten dar. Pan Bóg szanuje naszą wolę. Mimo tego, że otworzył nam drzwi do nieba, na siłę nas tam nie wprowadza. Chce, żebyśmy z nim współpracowali. Dzięki jego pomocy możemy to niebo osiągnąć. Jak przeżyjemy te święta? To będzie zależało od nas. Oczywiście ważne są warunki zewnętrzne, bo one wzmacniają pokój, radość, ale w tych świętach najważniejsze jest zmartwychwstanie z naszych słabości, nałogów, grzechów, zaniedbań. Żebyśmy stali się nowymi, lepszymi ludźmi. Słyszeliśmy w sodę popielcową – nawracajcie się i wierzcie w ewangelię. Ci, którzy zmienili swoje życie na lepsze, mogą powiedzieć, że mieli udany Wielki Post i zmartwychwstali.
Czyli sytuacja pandemii uświadamia wiernym, że ważniejsze jest to, co celebrujemy, niż jak celebrujemy?
- Tak. Nawet jak nie było pandemii, zwracałem na to uwagę. Nie jest ważne śniadanie, wysprzątanie domu, ale stan naszego serca. Czy my jesteśmy przemienieni? Podobała mi się scena, jak pan Jezus spotkał Marię Magdalenę po zmartwychwstaniu. Kilkadziesiąt godzin wcześniej się widzieli. Maria Magdalena patrzyła na niego i go nie rozpoznawała. Jego ciało było uwielbione. Takim sukcesem naszym przeżywania Wielkiego Postu i Wielkanocy będzie sytuacja, gdy ktoś powie, że nas nie poznaje, że jesteśmy innym człowiekiem. Jeśli coś takiego usłyszymy, zostaliśmy w Wielkim Poście odmienieni.
Wielkanoc wiąże się z nadzieją i zmartwychwstaniem. Jakiego znaczenia nabiera celebrowanie Triduum Paschalnego w dobie choroby i śmierci?
- To nam pokazuje, że przez krzyż do zmartwychwstania szedł Chrystus. Musimy pamiętać, że cierpienie jest wpisane w życie każdego człowieka. Pandemia to zwielokrotnione cierpienie, które dotyka każdego z nas – wierzącego, niewierzącego, dobrego, złego. Każdego człowieka. To cierpienie dotykało kiedyś Jezusa i Boga, jego matkę także. Jest siedem boleści Najświętszej Maryi Panny. Cierpienie jest pośród nas. Jak my je zniesiemy? To zależy od naszego zjednoczenia z panem Bogiem. Wiele razy się przekonałem w swoim życiu, pełniąc posługę w szpitalu onkologicznym. Inaczej znoszą cierpienie luzie zjednoczeni z Bogiem. Im jest łatwiej. Jest więcej pokoju, radości, która zewnętrznie nie ma prawa bytu. Jak człowiek jest w łączności z Chrystusem ukrzyżowanym, jest mu lżej. Tak ważne jest, żebyśmy tę pandemię przeżywali w zjednoczeniu z Bogiem. Łatwiej nam będzie dźwigać ten codzienny krzyż.
Ojciec zgadza się z opiniami, że te święta będą też testem na odpowiedzialność duchownych. Testu nie zdadzą ci, którzy zlekceważą reżim sanitarny?
- Tak. Obowiązuje nas zachowanie reżimu sanitarnego, zgodnie z tym, co powiedział pan Jezus. Oddajmy cesarzowi, co należy do Cezara, Bogu co należy do Boga. Jeśli żyjemy w państwie demokratycznym, należy zachowywać prawo stanowione, jeśli ono nie jest sprzeczne z dekalogiem. Tu nie jest. Nawet współgra z prawem bożym. Jest przykazanie miłości, przykazanie nie zabijaj, czyli troszcz się o życie swoje i innych. Te warunki nas obowiązują. To limity, maseczki, dystans i dezynfekcja. To jest dla naszego dobra, w trosce o nas. Powinniśmy tego przestrzegać.
Jak ojciec odbiera głosy, że nikt nas nie będzie pouczał, jak mamy się zachowywać podczas nabożeństw.
- Święty Franciszek z Asyżu nie kazał nikogo osądzać. Mogę powiedzieć, co my robimy. My w bazylice w Krakowie przestrzegamy tego wszystkiego. W Niedzielę Palmową ogłosiliśmy, ile osób może wejść do bazyliki. Łącznie to 109 osób. Wtedy prosiliśmy o zapisy ludzi. Nie będziemy mogli przyjąć więcej osób. Ci, którzy się nie zmieszczą, mogą być na transmisji na YouTube. Inne media też transmitują. Osoby, które nie będą mogły uczestniczyć w liturgiach w kościołach, nie powinny być zwolnione z wielbienia i dziękowania Bogu za łaski. Mogą uczestniczyć w transmisjach. Ci, którzy nie mają dostępu do radia, telewizji i internetu, powinny wygospodarować przynajmniej pół godziny na lekturę i rozważanie Pisma Świętego.
Czyli u krakowskich franciszkanów będą listy imienne związane z nabożeństwami?
- Tak. W Niedzielę Palmową ogłaszaliśmy, że osoby chcące powinny się zapisać. Będą imiennie wpuszczani do kościoła.
Celebra zmieni się podczas tegorocznej Wielkanocy? Zmiany pozostaną na stałe?
- Nikt nie wie, kiedy pandemia się skończy. Ufamy i modlimy się o ustanie pandemii, o chorych, zmarłych, o tych, którzy służą w szpitalach. Jest nadzieja w szczepieniach. Ufajmy, że może Bożę Narodzenie będzie normalne. Wtedy wrócimy do naszych świątyń. Sakramenty możemy otrzymać tylko w realu. Nie możemy ich otrzymać przez internet. Pan Bóg teraz nie wymaga jednak od nas czegoś ponadto, co jest możliwe z naszej strony. Jak ktoś ma szczere pragnienia uczestnictwa, a nie może, jemu pan Bóg to zaliczy. W oczach Boga znajduje to uznanie. Bogu się to podoba, bo jest szczera intencja. Jak tylko będzie mógł wrócić fizycznie do świątyni, powinien to zrobić. Nawet ci, którzy nie mogą przystąpić do spowiedzi, powinni zrobić akt żalu doskonałego, obiecać Bogu poprawę i przy pierwszej okazji przystąpić do sakramentu spowiedzi świętej.
Rozumiem, że pandemia przyniosła nowe formy ewangelizacji także u krakowskich franciszkanów?
- Na pewno. W ten sposób, dzięki mediom, przekraczamy granice naszego zwykłego zasięgu. Nie tylko mieszkańcy Krakowa mogą przyjść do świątyni. Dzięki transmisjom uczestniczą w mszach ludzie z zagranicy, z różnych kontynentów. Jest to możliwe. Moja mam sama powiedziała, że tyle co w pandemii wysłuchała pięknych kazań, jakie chciała i kiedy chciała, to nigdy się nie spodziewała. Ma już ponad 70 lat. Są jakieś plusy tej sytuacji. Ze zła pan Bóg potrafi wyprowadzić dobro. Liczmy, że to się zmieni. Te owe rozwiązania będą potem wzmocnieniem, rzeczą dodatkową. Nie zastąpią, ale wspomogą rozwój duchowy człowieka.