Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem Solidarnej Polski, Norbertem Kaczmarczykiem.
22 tysiące nowych przypadków koronawirusa było wczoraj, przy 47 tysiącach testów. Podziela pan opinię, że krzywa się spłaszcza, mamy stabilizację i można być dobrej myśli?
- Nauka życia z koronawirusem pokazuje, że niczego nie możemy być pewni. Było wiele założeń. Jedne przyniosły powodzenie, inne były mniej trafne. Ciężko przewidywać, że przy 22 tysiącach możemy spać spokojnie. Na pewno kiedy się pilnujemy, wszyscy odpowiedzialnie do tego podchodzimy, także jako politycy, gdzie nie nawołujemy do atakowania ludzi, którzy wierzą lub nie wierzą w wirusa… Musimy być konsekwentni. W marcu była mowa, że po lockdownie zostanie to spłaszczone, ale wirus nas zaatakował mocniej w drugiej fali. Są różne rozwiązania. Dobrze, że nie przekroczyliśmy 30 tysięcy i nie ma kolejnego lockdownu.
To pytanie o to, co teraz powinni robić przedsiębiorcy. Przygotowywać się, że po 29 listopada zaczną pracę? Jest mapa drogowa, która pokazuje co dalej z przedsiębiorcami i gospodarką?
- Jeżeli chodzi o zachorowania, na pewno ministerstwo zdrowia przyglądało się sytuacji, w której zachorowania zbliżały się do 30 tysięcy na dobę. Nie doszliśmy do tego. Zaczyna to spadać. Bliżej nam do magicznych 15 tysięcy niż 30. Przy 15 tysiącach ma być odmrażanie gospodarki. Jakby liczba przekroczyła 30 tysięcy, grozi nam pełny lockdown. Jesteśmy pośrodku. Jeśli nie ma wzmożonych protestów, zarażania się i nieodpowiedzialnego podejścia, jesteśmy bliżej liczby, która nam pozwala wracać do normalności. Powrót musi być taki, żeby za miesiąc, dwa nie było powrotu. Spokojnie. Mam nadzieję, że magiczna liczba 15 tysięcy wkrótce nadejdzie.
Jak pan przyjął wycofaną wczoraj propozycję wsparcia artystów? W odpowiedzi nauczycielscy związkowcy powiedzieli, że nauczyciele dostają 500 złotych, żeby kupili kamerkę lub zapłacili za internet, ale artysta disco polo dostaje 500 tysięcy wsparcia.
- Jeżeli chodzi o te dofinansowania, znam przedsiębiorców z terenu Małopolski, którzy z Tarczy skorzystali kwotami 500-700 tysięcy. To były różne kwoty, w zależności od biznesu. Wsparcie rządowe na tym poziomie było dobre. Sytuacja, w której spotykamy się przy drugiej fali, związana z kulturą i dopisywanie się do działalności związanej z kulturą… Często nie wszystkie firmy prowadziły działalność kulturalną, ale to dopisywały. Widziałem te wnioski. Sytuacja to trudna. Groteskowa. Ci artyści, którzy byli beneficjentami wielkich pieniędzy, nawoływali do protestu, bojkotowania pandemii. W domu pisali jednak wnioski na dużą bańkę. Pieniądze im się należą, hasztagi wrzucają, malują rzeczy na Instagramie i wypuszczają ludzi na ulice. Taki człowiek siedzi i liczy na dużą kasę na koncie. Przestrzegam obywateli prowadzonych przez influencerów. Chciałbym, żeby młodzież nie posługiwała się autorytetami w postaci polityków. Nie chcę aspirować do tego. Wyciągajmy jednak wnioski. Niech autorytetem będzie św. Jan Paweł II, nie influencer, który wali w rząd Zjednoczonej Prawicy, ma 5 milionów wyświetleń na Instagramie, siedzi w Nowej Hucie i mówi, że nie ma koronawirusa. To niebezpieczne. Potem są rodzinne tragedie. Inne takie gwiazdy mogły dostać wielkie pieniądze. Bardzo dobrze, że z tego się wycofano.
Weto albo śmierć? To pytanie dotyczące budżetu unijnego i Funduszu Odbudowy. Przedsiębiorcy apelują do rządu. „Jeśli zawetujemy budżet, wiele firm straci płynność, zostaną zerwane łańcuchy dostaw z kontrahentami z UE” - piszą przedsiębiorcy.
- Odkąd jestem w polityce, zauważam nieustającą próbę zdezorganizowania życia przez atak, pokazanie obywatelowi, że ma się bać. Jestem daleki od tego. Chcę merytorycznej dyskusji. Budżet to nie jest praworządność. To neomarksistowska praworządność elit brukselskich. To ma nam zorganizować życie. Aborcja ma być możliwa w każdym momencie. Ta praworządność mówi, że nie wolno się odcinać od homoseksualizmu, nie można promować patriotyzmu.
Ale o tym nie ma mowy przy budżecie. Nikt o tym nie dyskutuje.
- Jeżeli my nie będziemy tak neomarksistowsko praworządni, mówi się o sankcjach. Solidarna Polska mówi o tym, żeby nie było możliwości powiązania środków z polityką obyczajową z zachodu. Nie chcę o tym rozmawiać. Nie powinno być połączenia.
To taka sytuacja, że budżet zostanie zawetowany, pieniędzy nie będzie, albo będzie prowizorium budżetowe, ale mechanizm pozostanie.
- Nie doprowadzimy do takiej sytuacji, w której pieniędzy nie będzie. Obywatele nie mogą czuć strachu. W tym czasie każdy się boi, ma trudno. Wiem jak to wygląda. Ludzie się boją, zastanawiają się nad zaufaniem do klasy politycznej. Słyszą, że zaraz nie będzie pieniędzy unijnych. Tak nie będzie. To wymachiwanie Brukseli szabelką w kierunku Polski. Prezes Kaczyński mówił o wecie. Premier Morawiecki mówił, że nie ma tych powiązań. Jakieś powiązania mogą jednak być. Musimy pokazać jasne stanowisko. Tej struny nie nagniemy, żeby pieniędzy z Brukseli nie było. Nie możemy być jednak we własnym kraju traktowani jak wasal, organizacja, która nie ma nic do powiedzenia. Jesteśmy we własnym kraju. Tworzymy własne prawo na kanwie konstytucji. Nie chcemy, żeby obce instytucje wpływały na nasz budżet, obyczaje. Spełniliśmy warunki wejścia do UE. Jesteśmy partnerem. Dajmy spokój wiązaniu pieniędzy z tym jak chce żyć Kowalski i normalna polska rodzina. Jak chce żyć w sposób neoliberalny, ja się w to nie wtrącam. Nie może się w to jednak wtrącać brukselska elita.
Może mieć to różne konsekwencje. Na przykład prowizorium budżetowe. Niektórzy politycy mówią, że mogłoby to być lepsze dla Polski. To odzwierciedlenie wydatków z obowiązującego jeszcze budżetu. Odpadają wtedy wieloletnie inwestycje infrastrukturalne. Z drugiej strony, jeśli chodzi o Fundusz Odbudowy, może on być już konsultowany bez udziału Polski lub Węgier. Prowizorium budżetowe też trzeba przegłosować. Jeśli ktoś użyje weta i nie będą to Węgry, to co dalej?
- Ja sytuację widzę tak, że Polska zachowała się odpowiedzialnie pod kątem tego, co dzieje się w Europie. Do sytuacji, w której będą problemy z finansami z Brukseli, nie dojdzie. Na razie sytuacja jest napięta, ale jesteśmy odpowiedzialnym rządem. Nie po to był sukces negocjacyjny, setki miliardów złotych, żeby teraz się z tego wycofywać. Unia zdaje sobie sprawę, że jesteśmy w organizacji, w której do budżetu wpływają pieniądze, ale też z budżetu zabieramy. Jak nam się nie będzie należeć ani złotówka, to po co Polska w Unii jest? Druga strona nie może nas wygonić. Zachęcano nas do wejścia do UE, teraz wymuszają Polexit? Nie ma tak. To pytanie, w którą stronę budżet pójdzie. Wynegocjowane pieniądze trafią do budżetu. Obywatele będą mogli z pieniędzy korzystać.