Folklor miejski czyli opowieść o tym, co tu.
Zaczynamy od określenia obszarów, jakie obejmuje pojęcie miejskiego folkloru. Sebastian Wacięga, kulturoznawca, badacz muzyki podwórkowej i muzyk, współtwórca zespołu Wesoła Fala Band i własnego projektu Hebanowski, definiuje miejski folklor jako różnorodne zjawiska, zawsze jednak związane ściśle z konkretnym miejscem. To legendy, zwyczaje, charakterystyczny język, a nawet codzienne rytuały. W przypadku Krakowa mamy na przykład Lajkonika, legendę o smoku i mariackim hejnale, krakowskie szopki czy coraz bardziej popularne pochody i orszaki.
To są rzeczy niematerialne, ale ożywiają miasto, dając mu charakter
– mówi naukowiec i muzyk.
Dlatego obecnie powstaje „Atlas niematerialnego dziedzictwa Krakowa”. Ma na celu inwentaryzację, dokumentacją oraz interpretację i popularyzację tradycji i zwyczajów z zachodniego obszaru naszego miasta. Ideę zapoczątkowało Muzeum Krakowa, które szuka historii związanych m.in. ze Zwierzyńcem, Wolą Justowską, Bielanami, Półwsiem Zwierzynieckim, Chełmem, Olszanicą i Bronowicami. Nie tylko badacze, ale przede wszystkim mieszkańcy zaproszeni są do podzielenia się swoimi opowieściami i wspomnieniami. Oprócz powszechnie znanych i wciąż popularnych pod Wawelem tradycji, warto na przykład zwrócić uwagę na gołębiarstwo czy odradzającą się tradycję babskiego combra.
Muzyka podwórkowa i miejska elegancja
Baciary, cwaniaki, a w Krakowie andrusy. Muzyka podwórkowa była jednym z najbardziej rozpoznawalnych przejawów folkloru miejskiego. Nie tylko pod Wawelem. Warszawa, Lwów czy Łodź rozbrzmiewały w dawnych latach ulicznym graniem. Bandżo, akordeon, klarnet i gitara stanowiły podstawowe instrumentarium ulicznych muzyków. Także skrzypce czy kontrabas, które stanowiły łącznik z tradycją wiejską. Kraków był pod tym względem wyjątkowy. Tutejsze kapele chętnie korzystały z motywów ludowych i zdarzało im się śpiewać o Jasiu, Kasi i wianku. Najbardziej znane, krakowskie grupy to Szmelcpaka, Makino i Andrusy, Centusie oraz Mlaskoty, które do dziś towarzyszą orszakowi Lajkonika. Kiedyś zaszczyt ten przypadał kapeli Złoty Róg, a czemu się to zmieniło pozostaje tajemnicą. W kapeli podwórkowej ważną postacią był jej charyzmatyczny lider, tak jak Aleksander Łodzia- Kobyliński znany jako Makino. Skład się zmieniał, ale postać lidera, który załatwiał granie, pozostawała niezmienna. Przed wojną w Krakowie funkcjonowała też kapela Mazurów. Uliczni muzycy mieli pełne ręce roboty.
Radio dopiero się pojawiło i pomału zaczynało być konkurencją, ale nie aż tak dużą. Jak kapela szła i zaglądała do podwórek to było wydarzenie. Trzeba było przygotować pieniążka i rzucić, można było zamówić piosenkę... Były ciągle okazje do grania, na przykład imieniny. Jak na dzielnicy było kilku Stanisławów, to wszystkich trzeba było obejść.
-opowiada Sebastian Wacięga.
Obciach czy olśnienie.
Przez lata folklor miejski bywał traktowany jako coś anachronicznego lub obciążonego piętnem obciachu. Dopiero współczesne reinterpretacje i zainteresowanie młodszych pokoleń zaczęły zmieniać ten obraz. Twórczość Warszawiaka Stanisława Grzesiuka spopularyzował Muniek Staszczyk z zespołem Szwagierkolaska. W Krakowie mamy Hańbę!, zbuntowaną orkiestrę podwórkową, która korzysta z instrumentarium “z epoki”, ale czyni to w punkowy sposób. W swoim przekazie wykorzystuje też zaangażowane społeczno- politycznie teksty sprzed stu lat, które we współczesnej rzeczywistości potrafią zabrzmieć nad wyraz aktualnie. Jednak te najbardziej tradycyjne grupy wspierane są przez instytucje miejskie. W dzisiejszych czasach trudno raczej spodziewać się, że muzycy będą spacerować po podwórkach, prosząc o drobniaki, zatem występują na targach, świętach ulic czy przy okazji różnych, historycznych inicjatyw. Można też zaryzykować tezę, że rolę artystów z przedmieść przejęli raperzy i hip hopowcy.
Nie chodzi o to, żeby odtwarzać dokładnie dawne melodie, ale żeby uchwycić ducha miasta, sposób, w jaki mieszkańcy opowiadają o sobie i swoim podwórku
– podsumowuje gość programu
W tym kontekście miejski folklor ma szansę na życie wieczne. Oprócz faktu, że żyjemy w globalnej wiosce, cały czas przecież najważniejsze są dla nas sprawy najbliższe.