Świątynia Ludu (Peoples Temple) została założona ponad dwadzieścia lat wcześniej w Indianapolis przez charyzmatycznego przywódcę, który głosił równość wszystkich ludzi niezależnie od ich majątku czy koloru skóry. Jim Jones wygłaszał płomienne kazania, publicznie „uzdrawiał” chorych, przyciągał do swojego Kościoła tysiące wiernych.
„Jones budował Kościół, wzorując się na ustrojach totalitarnych – przypomina prof. Piotr Czarnecki z Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego – od dziecka fascynował się Hitlerem i Stalinem. Fascynował się też śmiercią, na przykład urządzał pogrzeby martwych zwierząt, niektóre być może sam zabijał”.
Miał obsesję na punkcie kontrolowania innych. Już w wieku kilku lat terroryzował dzieci, gdy dorósł – postanowił założyć Kościół. Połączył w nim ideologię chrześcijańską z… komunizmem. Na początku działalności Świątyni Ludu Jones odwoływał się do Nowego Testamentu, przedstawiając Jezusa i apostołów jako proto-komunistów, z czasem zaczął krytykować Biblię za usprawiedliwianie negatywnych zjawisk – jak choćby wyzysk czy niewolnictwo.
Prof. Czarnecki: „później Jones poszedł już na całość. Zaczął totalną krytykę Biblii i chrześcijaństwa. Stwierdził, że chrześcijański Bóg jest bogiem fałszywym, Biblia - »papierowym idolem«. Doszło do całkowitej ateizacji Kościoła i apoteozy socjalizmu. Ale część badaczy twierdzi, że tak być musiało, że to nie było przypadkowe, że to nawet nie chodziło o ewolucję, którą Jones przeszedł, tylko że on od samego początku miał taki plan”.
Nie wszystkim ten plan się podobał – w Indianie doszło do rozłamu w Kościele, część wiernych pozostała na miejscu, inni na polecenie Jonesa przeprowadzili się z nim do Kalifornii. Tam zaczęły powstawać zamknięte wspólnoty – komuny, w których żyli wyznawcy Świątyni Ludu.
Prof. Czarnecki: „to była idea, którą Jones miał zawsze z tyłu głowy. On chciał przejąć totalitarną władzę nad wiernymi”.
A gdzie o to łatwiej niż w strzeżonych przez uzbrojonych ochroniarzy, zamkniętych obozach...? Jones finansował je z datków członków Kościoła, których nakłaniał do sprzedaży swoich majątków i przekazywania tych funduszy na rzecz Świątyni Ludu.
Prof. Czarnecki: „w ramach nagrody zyskiwali oni »przywilej« mieszkania w tych obozach, w których spotykała ich przemoc psychiczna, fizyczna i seksualna. Jones był biseksualny, wykorzystywał zarówno kobiety, jak i mężczyzn ze swojej wspólnoty, zdarzały się też przypadki molestowania nieletnich”.
Jones decydował też o ślubach członków swojej wspólnoty i innych najbardziej osobistych sprawach, niektórym na przykład nakazywał dokonanie aborcji. Wierni byli mu tak oddani, że sami prosili go, by współżył z ich małżonkami (to między innymi słynny przypadek Timothy Stoena, który później założył organizację ujawniającą nadużycia w Świątyni Ludu).
Działalność Kościoła w Kalifornii przyciągnęła uwagę mediów, po serii publikacji Świątynią Ludu zainteresował się demokratyczny kongresman Leo Ryan, choć wcześniej inni politycy z jego ugrupowania otwarcie wspierali postępowy, jak się im wydawało, Kościół.
Jones poczuł się zagrożony, zarządził przeprowadzkę do Gujany w Ameryce Południowej – powstała tam osada Jonestown. W środku dżungli w strzeżonym ośrodku żyło i pracowało ponad tysiąc członków sekty.
18 listopada 1978 roku odwiedził ich Leo Ryan z ekipą telewizji NBC. Goście zastali doskonale przygotowanych do swoich ról, „szczęśliwych” mieszkańców Jonestown, chwalących życie w Gujanie. Piętnaścioro członków Kościoła poprosiło jednak kongresmena, by mogli z nim wrócić do USA.
To wystarczyło, by Jim Jones wysłał na płytę lotniska bandę uzbrojonych strażników, którzy zabili kongresmena, dziennikarzy i „zdrajców” Kościoła. Wtedy zapadła też decyzja o zbiorowym samobójstwie.
Prof. Czarnecki: „to miało być rewolucyjne samobójstwo, które miało być protestem przeciwko temu złemu, okrutnemu światu, w którym przyszło im żyć... To, kolejny przykład na to, w jaki sposób takie zaburzone jednostki jak Jones odwracają prawdę, fałszują rzeczywistość. To jest przerażające”.
Truciznę rozpuszczoną w soku owocowym najpierw podano dzieciom.