Rodzinna historia odkryta po latach
"Lanckorona" to książka, z której napisaniem nosiłem się od wielu lat, ponieważ w Lanckoronie bywam często, spędzam w niej przynajmniej dwa tygodnie, czasami nawet trzy. Urodziła się tam moja prababka i jestem z tym miejscem związany emocjonalnie – mówi Bogdan Frymorgen.
Lanckorona dla Bogdana Frymorgena nie jest wyłącznie miejscem wypoczynku, ale przestrzenią obserwacji i refleksji. Zależało mu na napisaniu niewielkiej książki, która będzie zapisem jego odczuć i przemyśleń związanych właśnie z tym wyjątkowym miejscem.
Jednym z kluczowych wątków książki jest historia prababki autora, Wiktorii, która urodziła się w Lanckoronie. Autor dowiedział się o tym dopiero po zakupie domu w tej miejscowości. Losy prababki stanowią jeden z centralnych elementów książki. Jako nastoletnia dziewczyna została wysłana na służbę do Krakowa, gdzie zaszła w ciążę z żydowskim aptekarzem z Podgórza. Po opuszczeniu Krakowa osiedliła się w Bielsku-Białej, gdzie wychowywała córkę – Helenę, późniejszą babkę autora.
Powiedziałem mojej matce, że kupiłem mały dom w Lanckoronie, a ona na to odparła, że moja prababka się tam urodziła. Nie wiedziałem o tym. To był znak na niebie i na ziemi, że to właściwy wybór, właściwe miejsce. Od tego momentu zaczęła się moja prawdziwie lanckorońska przygoda, ponieważ zacząłem patrzeć na to miejsce oczami mojej prababki.
Relacja autora z babką Heleną była dość oschła. Bogdan Frymorgen opisuje ją jako osobę emocjonalnie zdystansowaną i chłodną w kontaktach z nim w dzieciństwie. – "Doskonale pamiętam moją babkę – kim była, jaką posiadała emocjonalność, w jaki sposób mnie traktowała. Nie mam z nią najlepszych wspomnień, ponieważ w stosunku do mnie była bardzo oschła, opryskliwa. Przez wiele lat starałem się zrozumieć, skąd to wszystko się wzięło. Z pomocą przyszedł mój starszy brat" – dodaje Bogdan Frymorgen.
Miłość, która zmartwychwstała
"Lanckorona" jest książką o miłości. Pojawiają się w niej jej różne formy: relacje rodzinne, więzi międzypokoleniowe, przywiązanie do miejsca. Bogdan Frymorgen nie skupia się wyłącznie na miłości romantycznej, lecz traktuje ją jako jedno z wielu doświadczeń budujących ludzkie życie. Czytamy o konkretnych sytuacjach i osobach, a także dowiadujemy się, w jaki sposób doświadczenia życiowe wpływają na zdolność do okazywania uczuć.
Moja prababka przez los została oskubana z miłości. Wydaje mi się, że pod koniec życia, obcując ze swoimi wnukami, prawnukami, ta miłość do niej wróciła. Nie ta sama romantyczna miłość, która istnieje między kobietą a mężczyzną, ale jej miłość, sposób przekazywania. Poczułem to zmartwychwstanie miłości.
Prababka autora opuściła Lanckoronę jako młoda dziewczyna. Było to miejsce, w które znała od dziecka, chodziła do szkoły, miała koleżanki i kolegów, ale została wysłana na służbę. Taki los często spotykał wiejskie dziewczyny. - "Spotkał ją los, który spotykał wiele dziewcząt na służbie. Zaszła w ciążę z gospodarzem, który nie chciał mieć z moją prababką nic wspólnego. Z tego, co wiemy, spłacił ją, a ona wyjechała z Podgórza i kupiła niewielki dom w Bielsku, gdzie są początki mojej rodziny. Nigdy już nie urodziła drugiego dziecka" – dodaje.