Spokojnie, weźmy głęboki oddech i absolutnie nic nie odinstalowujmy. Jeśli ktoś nam mówi, że mObywatel idzie do kosza, to albo nie doczytał artykułu do końca, albo po prostu bardzo lubi siać panikę dla zasięgów. Prawda jest taka - mObywatel zostaje z nami, ma się świetnie i uwaga, będzie jeszcze rozwijany.
Skąd w takim razie ten cały raban? To jest klasyczny mechanizm głuchego telefonu. Całe zamieszanie zaczęło się od tekstu w jednym portalu technologicznym. Autor przeczytał urzędowe pismo i podejrzewał, że to może oznaczać koniec aplikacji. Inne media podchwyciły to jak świeże obwarzanki na krakowskim rynku. Wycięły słowo "podejrzewam", wstawiły trzy wykrzykniki i gotowe - mamy newsa. Nawet Ministerstwo Cyfryzacji przyznało, że napisało uzasadnienie do nowej ustawy tak skomplikowanym językiem, że sami urzędnicy mogli się w tym pogubić.
Wygląda jak błąd w tłumaczeniu z urzędowego na nasze. Wyjaśnijmy to sobie na przykładzie. Wyobraźmy sobie, że mObywatel to nasz osobisty klucz do polskiego mieszkania. Dzięki niemu otwieramy drzwi w urzędzie skarbowym, u lekarza czy pokazujemy dowód konduktorowi w pociągu do Tarnowa. Ten klucz zostaje w naszej kieszeni i nikt go nam nie zabiera. Unia Europejska chce jednak, żebyśmy mieli też paszport, który otwiera drzwi w całej Europie. To jest ten słynny europejski portfel tożsamości cyfrowej. Dzięki niemu jak pojedziecie do Francji wynająć samochód albo do Hiszpanii do lekarza, to wylegitymujecie się telefonem. Tak samo łatwo, jak u nas.
Dlaczego nie można tego po prostu połączyć w jedno? To trochę tak, jakbyśmy chcieli, żeby pilot od naszego telewizora nagle zaczął obsługiwać klimatyzację w hotelu w Grecji. Technicznie to są inne systemy. mObywatel jest nasz, szyty na polską miarę, a portfel europejski musi działać według zasad wspólnych dla wszystkich. Od Lizbony po Helsinki.
Podsumowując, po pierwsze mObywatel nie idzie na emeryturę. Po drugie, dostajemy po prostu drugą dodatkową opcję. To portfel europejski, który przyda się głównie na wakacjach albo przy załatwieniu spraw w innych krajach Unii Europejskiej. Po trzecie, nikt nas do niczego nie zmusza. Obie aplikacje będą działać jednocześnie.
Więc jeśli zobaczymy znów krzykliwy napis o śmierci mObywatela, możemy się tylko uśmiechnąć. To jest typowy fejk.