– „To była najświeższa i najnowsza technologicznie wersja transportera opancerzonego, jaką mogliśmy kupić na polskim rynku i wykorzystać w Ukrainie” – tłumaczy Duda. Jak dodaje, inne rozwiązania były po prostu zbyt drogie: „inne samochody opancerzone czy warianty opancerzonych karetek to byłyby setki tysięcy złotych”.
Zdaniem ratownika problemem nie jest jednak tylko cena, ale przede wszystkim skuteczność sprzętu używanego obecnie przez wojsko.
– „W moim mniemaniu czteronoszowa sanitarka […] jest jeżdżącą trumną na kółkach” – ocenia bez ogródek.
Jak wyjaśnia, pojazdom tym brakuje zarówno odpowiedniego wyposażenia medycznego, jak i właściwości terenowych. – „Nie ma tam sprzętu, który pozwoliłby na przedłużoną pracę nad poszkodowanym w trakcie ewakuacji. Co najważniejsze – nie ma wystarczających właściwości jezdnych do pracy w ciężkim terenie”.
Duda zwraca też uwagę na ich gabaryty i widoczność na polu walki. – „Taka sanitarka jest punktem ześrodkowania ognia dla przeciwnika” – podkreśla. Przywołuje przy tym własne doświadczenia z Ukrainy: – „Najczęściej pacjenci przywożeni do nas taką sanitarką wielonoszową dojeżdżali martwi”.
W jego ocenie sama możliwość przewiezienia większej liczby rannych nie rozwiązuje problemu. – „Czy będziemy mieli odpowiednią ilość siły i środków, by tymi dziesięcioma pacjentami się zająć? To równie dobrze możemy ich wywieźć na pick-upie, który jest mniejszy, szybszy i ma większe możliwości terenowe” – zauważa.
Kluczowe znaczenie ma natomiast wyposażenie medyczne. – „Im niżej czynności medyczne, tym większa przeżywalność” – tłumaczy ratownik. Wśród niezbędnych elementów wymienia m.in. koncentratory tlenu i sprzęt do monitorowania pacjenta. – „Jeżeli mamy pacjenta wspomaganego koncentratorem tlenu, mamy większą szansę zapewnić mu przeżycie, zwłaszcza przy problemach z układem oddechowym”.
Transporter RYŚ, którym dysponuje zespół Dudy, został dodatkowo przystosowany do realiów współczesnego pola walki. Oprócz wyposażenia medycznego pojazd otrzymał także zabezpieczenia przed atakami dronów.
– „Musimy narzucić na niego siatkę, która daje minimum 40 centymetrów od pancerza, tak by drony z ładunkami kumulacyjnymi uderzały w nią, a nie bezpośrednio w pojazd” – wyjaśnia.
Jak dodaje, takie rozwiązania pozwalają rozproszyć falę uderzeniową i zwiększają szanse załogi na przeżycie.
Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że w warunkach współczesnego konfliktu kluczowe są nie tylko liczba miejsc dla rannych, ale przede wszystkim mobilność, ochrona i możliwość prowadzenia zaawansowanych działań medycznych w trakcie transportu. To właśnie te elementy – zdaniem praktyków – powinny decydować o wyborze sprzętu dla wojska.