Mateusz Janicki/fot. Sylwia Paszkowska
Teatr jako przestrzeń pytań
Sztuka nie jest narzędziem do bezpośredniego poprawiania świata. Teatr ma być miejscem do stawiania pytań i budzenia refleksji. Spektakl "Pokój" to koszmarna, ale prawdopodobna fantazja o Polsce rozdartej na dwa obozy. Szczepan Twardoch, autor sztuki, osadził akcję w realiach, które nie są oderwaną fikcją, lecz przerażająco bliską wizją wojny domowej. - To nie jest dystopia rodem z serialu "Fallout". To scenariusz, który mógłby się wydarzyć naprawdę – mówi Mateusz Janicki.
Mateusz Janicki w "Pokoju" wciela się w rolę wbrew sobie, wbrew swoim przekonaniom.
Próbuję zrozumieć drugą stronę i ten monolog jest właśnie tą próbą zrozumienia. Często jest tak, że w walce politycznej przestajemy słuchać siebie nawzajem. Rozmowa nie jest rozmową, tylko krzykiem. A często druga strona ma w sobie dużo racji. Dlatego warto rozmawiać i zobaczyć, gdzie my się tak naprawdę różnimy – mówi Mateusz Janicki.
Jego monolog, współtworzony w improwizacji, zestawiony został z wypowiedzią Marcina Kalisza. Obaj reprezentują odmienne polityczne plemiona, jednak kluczowym celem jest pokazanie, że pod powierzchnią sporu kryją się te same marzenia: o bezpieczeństwie, dobrej edukacji, przyszłości dla dzieci.
(cała rozmowa do posłuchania)
Doceniać to, co mamy
Aktor nie ogranicza swojego zaangażowania do sceny. Jest jedną z osób aktywnie wspierających uchodźców – zarówno z Ukrainy, jak i migrantów na granicy polsko-białoruskiej. Działa w Grupie Granica, która dokumentuje i przeciwdziała kryzysowi humanitarnemu. Początkowy entuzjazm i solidarność Polaków wobec uchodźców z Ukrainy zostały osłabione przez polityczną grę na lękach i nastrojach antyimigranckich.
Jesteśmy krajem, który się wyludnia. Migracja nie jest zagrożeniem, ale szansą i to nie tylko moralną, ale też ekonomiczną. Mam wrażenie, że pierwszym odruchem powinna być pomoc osobie, która jej potrzebuje.
Aktualnie Polacy żyją w najlepszym okresie swojej historii. Wdzięczność za obecny poziom życia nie stoi w sprzeczności z walką o jeszcze lepszą rzeczywistość. Wręcz przeciwnie świadomość tego, co już udało się osiągnąć, daje siłę do dalszej pracy.
Zależy mi na tym, by świat wyglądał lepiej. Żyjemy w najlepszym okresie historii naszego kraju. Mamy drogi, szkoły, kulturę, ochronę zdrowia, wspaniałych nauczycieli i lekarzy. Przy pełnej świadomości, że wiele rzeczy nie działa lub mogłoby działać lepiej. To nie jest oczywiste w kontekście tego, co dzieje się na świecie – w Ukrainie czy Strefie Gazy.
Najważniejsze jest, by w codzienności znajdować przestrzeń na realizację marzeń. - To, że mogę pracować jako aktor, być ojcem, mieszkać w mieście, które kocham, daje mi poczucie, że moje życie jest naprawdę dobre – mówi Mateusz Janicki.
Aktorstwo było mu pisane od najmłodszych lat. Na swojej drodze spotkał też mistrzów, którzy stali się dla niego wzorem.
Zdarzyło mi się zagrać w duecie z Jerzym Trelą, co było ogromnym przeżyciem. Pamiętam Zbigniewa Kaletę, jak skupiał się za kulisami, zanim wszedł na scenę. I Annę Dymną, która zawsze była przygotowana, skupiona, a przy tym pełna ciepła. Od nich nauczyłem się, że aktorstwo wymaga pracy i wyciszenia.
W najbliższym czasie będziemy mogli zobaczyć Mateusza Janickiego w dwóch produkcjach filmowych, serialu i na deskach teatru w spektaklu "Wyzwolenie" w reżyserii Mai Kleczewskiej.