Na tym podobieństwa do starożytnych bogiń się nie kończą. I nie są to podobieństwa przypadkowe. W 431 roku w Efezie odbył się sobór, który miał rozstrzygnąć, czy Maria była matką Boga, czy matką człowieka. Zwołano go do miasta, którego patronką była Artemida i w którym znajdowała się jedna z największych świątyń starożytnego świata poświęcona tejże bogini. Przez wieki ściągali do niej pielgrzymi, chcący pokłonić się „uzdrowicielce”, „ucieczce grzeszników”, „dziewicy” Artemidzie. Nic dziwnego, że lud efeski entuzjastycznie przyjął nadanie Maryi tytułu Theotokos – Matki Boga.

Wpływ kultu Artemidy na postrzeganie Maryi jest oczywisty. Oprócz przydomków i przymiotów przejęła od niej również święto obchodzone 15 sierpnia (Nemoralia ku czci Artemidy obchodzono w Rzymie od 13 do 15 VIII). Jednak to nie tej mitologicznej postaci wizerunek Maryi zawdzięcza najwięcej. Spośród wszystkich starożytnych bogiń matka Chrystusa najbardziej przypomina niezwykle popularną w całym cesarstwie egipską Izydę.

Świątynie Izydy znajdowały się w niemal wszystkich zakątkach ówczesnego świata – od Brytanii po Bałkany i Afrykę Północną. Na ich fundamentach do dziś stoją kościoły pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, a w nich podziwiać można wizerunki Maryi z dzieciątkiem, wzorowane na starożytnych przedstawieniach Izydy, trzymającej na kolanach małego Ozyrysa. Izyda przez starożytnych wyznawców nazywana była „Matką Boga”, „Królową Nieba”, jako patronka żeglarzy nosiła też przydomek… „Stella Maris” (Gwiazda Morza).

Prof. Przybył-Sadowska: „to oczywiste, że chrześcijaństwo zaciągało pewne wzorce, wykorzystywało zastaną kulturę. Kult maryjny wcale nie jest tu odosobniony. To samo dotyczy Jezusa. W jego wizerunku wykorzystane są stare, greckie wzorce. Dobry Pasterz, Sol Invictus i przede wszystkim Mitra – bóstwo solarne. Mamy tu identyczne mechanizmy, na przykład kościoły powstające na miejscach kultu Mitry, czyli mitreach. Tuż przy Koloseum w Rzymie stoi przepiękny kościół San Clemente. Pod jego posadzką znajduje się stara bazylika chrześcijańska, ale schodząc jeszcze niżej, można zobaczyć rzymskie mitreum”.

To nie był przypadek, a celowe, systematyczne działanie Kościoła. Przez wieki powtarzane we wszystkich chrystianizowanych krainach.

Prof. Przybył-Sadowska: „to była strategia Kościoła, który starał się nie pozostawiać »pogańskich« miejsc kultu. Zamiast tego zastępował stare świątynie nowymi, dopasowując odpowiednio chrześcijańskich patronów do charakteru miejsca”.

Jak podkreśla prof. Przybył-Sadowska, zawsze jednak to zasysanie starych wzorców podlegało przetworzeniu, ideologicznej zmianie: „to nie tak, że kult Izydy został wprost przeniesiony na chrześcijaństwo, ale zdecydowanie wykorzystano te elementy, które chrześcijaństwo chciało podkreślić. I tak, wykorzystanie miejsc, czy wizerunków, wskazuje na te zapożyczenia, ale teologia, która za tym stoi, będzie już teologią chrześcijańską, niosącą chrześcijańską wizję człowieka i jego relacji z Bogiem”.

W przypadku kultu maryjnego ważne były także pragnienia wiernych, którzy potrzebowali bliskiej, łaskawej, miłosiernej pośredniczki, do której można było się zwrócić w trudnym życiowo momencie. Nie jest też przypadkiem, że ogromny wzrost znaczenia Matki Bożej w Kościele przypada na IV i V wiek.

Prof. Przybył-Sadowska: „proszę zwrócić uwagę, że siła wzrostu kultu maryjnego przypada mniej więcej na ten czas, kiedy pozycja kobiet w Kościele słabnie. Jeżeli weźmiemy Nowy Testament, teksty historyczne z pierwszych wieków chrześcijaństwa, to zobaczymy, że wówczas kobiety były prorokiniami, przywódczyniami charyzmatycznymi, że w domach kobiet zbierali się wierni, a wdowy i dziewice miały bardzo istotne znaczenie dla wczesnego Kościoła. Wraz ze wzrostem znaczenia hierarchii, a więc męskich struktur w Kościele, rola kobiet się zmniejsza, a one same schodzą na dalszy plan. I właśnie w tym momencie pojawia się kult maryjny. Jest to pewnego rodzaju wskazanie, że kobiecość jest ważna, ale raczej w sensie liturgicznym, już nie w sensie władzy w Kościele”.

Nie zmienia to faktu, że ta kobiecość – kult maryjny stanie się jednym z najważniejszych i najbardziej widocznych rysów chrześcijaństwa. Wystarczy wspomnieć, że kościołów pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny jest więcej, niż tych poświęconych bezpośrednio Chrystusowi.

W 1854 roku Kościół rzymskokatolicki przyjął dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi. Uznał w ten sposób, że ona sama urodziła się wolna od grzechu pierworodnego (kwestia współżycia seksualnego przy poczęciu Jezusa rozstrzygnięta została już w IV w.n.e.).

Niespełna 100 lat później Kościół zachodni przyjął swój ostatni (jak dotąd) dogmat, również poświęcony Matce Jezusa. Papież Pius XII nakazał katolikom wiarę w to, że Maria po zakończeniu życia na ziemi została „wniebowzięta”, czyli że do nieba trafiła nie tylko jej dusza, ale i ciało.