Zapis rozmowy Jacka Bańki z wiceministrem rozwoju, Krzysztofem Mazurem.
Wiele osób podejrzewało, że trafi pan do resortu Jadwigi Emilewicz, i tak się stało, zaskoczenia nie było ...
- Przykro mi, że nie mogłem zaskoczyć.
Za co będzie pan odpowiadał w Ministerstwie Rozwoju?
- Za innowacje. W tym kwestie polityki przemysłowej i za relacje z UE. Chodzi o sprawy innowacyjne i gospodarcze.
Wstąpił pan do Porozumienia Jarosława Gowina?
- Tak.
Kiedy?
- Po wyborach.
Jakoś umknął wszystkim ten fakt.
- W czwartek 1,5 tygodnia temu w Jaszczurach było spotkanie Porozumienia. Rozmawialiśmy o sporej drużynie osób zajmujących się Krakowem i Małopolską. Jest dwóch radnych – Stanisław Moryc i Mariusz Kękuś, jest wicemarszałek Tomasz Urynowicz, wielu działaczy społecznych. Jest tych osób sporo. Szkoda, że państwo nie byli.
Nazwisko szefowej Ministerstwa Rozwoju było najczęściej wymieniane przez związkowców z ArcelorMittal, gdy zaczynało się wygaszanie wielkiego pieca. Ministerstwo ma jakąś ofertę dla hutników w Krakowie?
- Ten teren jest kluczowy dla rozwoju przemysłowego Krakowa. Można popatrzeć na wygaszanie jako wyzwanie dla pracowników i podwykonawców. To też jednak szansa na to, żeby nowe inwestycje rozwijały się tam. Z tymi terenami pod przemysł jest kiepsko. Dominują biurowce. Dobrze by było, żeby w Krakowie była strefa dla cięższego przemysłu, nie tylko dla centrów usług. Powinniśmy przez następne miesiące i lata pracować nad nową koncepcją dla huty.
Zatem hutnictwo z Polski się zwija i wszyscy się z tym pogodzili?
- Nie wiem, czy aż tak, ale pamiętajmy, że to globalna spółka, która ma swoją logikę. Wiele osób krytykuje rząd, bo jest zbyt pozytywnie nastawiony do inwestycji zagranicznych. Mittal to globalna spółka. Oni mają kalkulację zysków i strat. Rząd nie może do końca wpływać na ich decyzje.
Co z ponad 1000 pracowników zatrudnionych w hucie i wokół?
- Jestem wiceministrem od czwartku. Proszę mnie nie pytać o takie szczegóły. To temat wielowątkowy. Następne miesiące to okres, w którym powinniśmy wyjść z całościową propozycją. Na pewno rząd nad tym pracuje. Będziemy się starali to zaprezentować.
Przekwalifikowanie?
- Oczywiście. Jest też kwestia terenu, który wszedł do KPT. Spółka mająca budynki i teren, stała się od kilku miesięcy elementem tej instytucji. We współpracy z MARR trzeba wypracować koncepcję dla tego terenu.
O tym, że wyprowadzka Arcelora z huty to też szansa dla Krakowa, piszą także pana byli koledzy z Klubu Jagiellońskiego. Co by się mogło wydarzyć na terenach pohutniczych? Nie wiemy, w jakim one są stanie, jest mowa o skażeniu.
- Jest dyskusja o skażeniu. Grono naukowców mówi, że te opinie są przesadzone. Wobec huty od lat są prowadzone działania. Była koncepcja Nowej Huty Przyszłości. Ona się skonkretyzowała w formie terenów zielonych, mniej przemysłowych. To nie jest nowy temat. Mówi się o gospodarce obiegu zamkniętego, zielonej gospodarce. To miejsce, żeby rozwijać takie inwestycje. Jest jednak za wcześnie na przedstawienie całościowej koncepcji. Ten temat jest na pewno istotny.
Nowa Huta bez huty to dziwaczna sytuacja.
- To konsekwencje wcześniejszych decyzji. Globalna firma ma swoją logikę.
Jak pan przyjął negatywną opinię Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków ws. Metra w Krakowie? Chodzi o jego przebieg i lokalizację stacji. To Ministerstwo Rozwoju współfinansowało studium wykonalności metra, które kosztowało 9,5 miliona złotych.
- To problem, który mamy od dłuższego czasu. Metro zostało wrzucone do debaty nieodpowiedzialnie w referendum ws. igrzysk. Zagłosowaliśmy za czymś, co nie było policzone. Dzisiaj miasto pozoruje działania. Nie ma jasnej determinacji, żeby wolę krakowian realizować. To studium i ta opinia to konsekwencja braku pomysłu na metro. Dużo istotniejsze jest patrzenie na funkcje, nie na przywiązywanie się do koncepcji metra. Chodzi na przykład o kolej aglomeracyjną. To dobra ścieżka. Mamy infrastrukturę, można ją integrować z komunikacją miejską.
Jak to jest? Powstaje dokument za 9,5 milion, ale nikt wstępnie tego nie konsultuje z konserwatorem? Potem jest niespodzianka. Studium miało być gotowe w grudniu, ale nie będzie, bo jest taka opinia. Jak się takie dokumenty konstruuje?
- To problem, o którym można mówić na wielu poziomach. Nie ma wielosektorowego spojrzenia. Jeden departament nie widzi kwestii konserwatorskich. W wielu innych tematach jest to problem przełamywania logiki tunelowego myślenia poszczególnych instytucji. Metro jest wielowątkowe.
Metro powinno zostać dofinansowane z budżetu centralnego?
- Na deklaracje jest za wcześnie. Dla mnie ważniejsze jest, żeby całościowa koncepcja na komunikację była, żeby było połączenie zasobów z koleją aglomeracyjną. Potem patrzmy, gdzie jest niezbędne klasyczne metro. Koordynacja i zarządzanie całą komunikacją jest najważniejsze. Metro to medialny temat wrzucony przy okazji Igrzysk.
Zakładamy, że studium wykonalności ostatecznie powstanie, poznamy koszty, przebieg. Nie będzie to moment, w którym raz jeszcze powinniśmy zapytać krakowian w referendum, czy tego chcą?
- Tak powinno być. Wtedy powinien być to temat referendalny, jak będzie koncepcja. Zapytajmy jeszcze kosztem czego. Możemy się zdecydować na takie rozwiązanie, które jest drogie, ale środki zostaną przesunięte z tego i z tego.
Jest tan politologiem. Jak pan przyjął decyzję o starcie w wyborach prezydenckich Szymona Hołowni?
- Z zainteresowaniem. To kolejny przejaw próby dokonania zmiany w polskiej polityce. Jest oczekiwanie społeczne na zmianę. Moje zaangażowanie się w politykę też jest taką próbą. Z drugiej strony zabrakło konkretów. Przejrzałem jego rozmowę i wystąpienie. Zabrakło mi odpowiedzi na pytanie, co chce w polityce zmienić, co chce rozwiązać, jaki ma jeden pomysł. Dużo było o tym, że politycy nie patrzą, nie widzą. Jak zapytałem, jakie ma pomysły Szymon Hołownia, zabrakło mi tego.
Komu zaszkodzi, komu pomoże obecność Szymona Hołowni w tym wyścigu prezydenckim, o ile zbierze on wymaganą liczbę podpisów?
- Widać, że on sam uderza do konserwatywnej części wyborców PO. Przywołując osoby, które na prawicy są krytykowane, jak prezydent Dulkiewicz… Zrobił spotkanie w Gdańsku. To nawiązanie do prezydenta Adamowicza. To bardziej elektorat PO niż Prawicy. Znamy podejście Szymona Hołowni do Kościoła. To konserwatywny elektorat PO. Dzisiaj PO jest rozrywana między Jacka Jaśkowiaka i Szymona Hołownię. To moja teza, że PO będzie się musiała odpowiedzieć. Albo skręcić w lewo, albo stworzyć chadecję z PSL i trzymać się chrześcijańskich wartości. Próba szpagatu tej partii jest już nie do utrzymania.