Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z Kazimierzem Koprowskim (PiS) kandydatem na prezydenta Tarnowa
Mariusz Bartkowicz: Po 3 miesiącach okazało się, że Janusz Gładysz, który został ogłoszony jako kandydat na prezydenta Tarnowa, jednak zrezygnował i dowiedzieliśmy, że tym kandydatem będzie pan. Czy te 3 miesiące to czas stracony dla PiS w kwestii walki o prezydenturę?
Kazimierz Koprowski: Absolutnie nie. W tym czasie pracowano nad przygotowaniem programu. To, co do tej pory zostało zorganizowane w ramach struktur PiS, Zjednoczonej Prawicy, przechodzi niejako na mnie. Pan Janusz Gładysz musiał się wycofać ze względów zdrowotnych. Natomiast to zadanie, które zostało mu wyznaczone, przejąłem ja. Podjąłem się tergo trudu, by powrócić niejako do Tarnowa.
Czy panowie współpracowali wcześniej nad tym programem i czy będą panowie go dalej współtworzyć?
Rzeczywiście, mieliśmy kilka spotkań. Nie ulega wątpliwości, że przez ostatnie kilka lat w samorządzie, przewodniczenia radzie przez ostatnie 3 lata, miałem sporo doświadczenia - jeśli chodzi o sprawy miejskie. Wspomagałem pana Janusza w pisaniu programu nie tylko w tych dziedzinach, jak chociażby oświata i inne, ale praktycznie we wszystkich obszarach życia miasta. I tak jak to powiedziano w piątek, także z jego strony nastąpiło pewne zobowiązanie pomocy. Na tyle - na ile pozwoli mu zdrowie będzie mnie również wzmacniał, oczywiście przekazując informacje, które do tej pory zostały wypracowane w kontekście programu działań organizacyjnych.
Czy Janusz Gładysz mógłby być wiceprezydentem w pańskiej administracji, tak jak zadeklarowano, że w przypadku wygranej PO u boku Romana Ciepieli stanie Robert Wardzała?
Trudno tutaj w tej chwili wyrokować. Nie rozmawialiśmy na temat obsady stanowisk, bo to mówiąc językiem myśliwych dzielenie skóry niedźwiedziu. Na tego typu decyzje przyjdzie czas. Rozmawialiśmy również na temat obsady różnych stanowisk, ale w mojej ocenie może zostać to uskutecznione w momencie ostatecznego efektu w postaci sukcesu wyborczego.
Wiele osób było zaskoczonych, gdy pod koniec ubiegłego roku zrzekł się pan mandatu i funkcji przewodniczącego rady miasta i przeniósł się do pracy w administracji centralnej w Warszawie. Przypomni pan motywy swej decyzji?
Rzeczywiście, takie głosy się rozległy, również na antenie Radia Kraków. Podjąłem decyzję o zmianie miejsca pracy. Podjąłem pracę w Ministerstwie Edukacji na stanowisku zastępcy dyrektora departamentu współpracy z samorządem terytorialnym.To jeden z kluczowych departamentów w ministerstwie, bo zajmuje się nie tylko sprawami organizacji oświaty, ale przede wszystkim finansowania oświaty, a więc całą otoczką, która jest dość wrażliwym elementem w życiu samorządu. Moje przejście do ministerstwa wiązało się z tym, że podjąłem pracę w służbie cywilnej i jako urzędnik nie mogę przynależeć do żadnej partii politycznej. W związku z tym moja rezygnacja ze struktur PiS była spowodowana tylko i wyłącznie tym, że zgodnie z ustawą o pracownikach cywilnych nie mogłem łączyć służby cywilnej z przynależnością do partii. Tak jak kiedyś powiedziałem: wtedy z PiS wyszedłem, ale PiS ze mnie - nie.
Wtedy musiał pan oddać legitymację partyjną. Czy już formalnie znów pan stał się członkiem PiS?
Jeszcze nie, ale wszystko jest na dobrej drodze. Myślę, że to kwestia czasu.
Kampania wyborcza zaostrza się, przypomina coraz bardziej tę sprzed 3 lat przed wyborami parlamentarnymi. Wymiana ciosów między PO i PiS jest coraz bardziej dotkliwsza. Mamy kampanię billboardową. Myśli pan, że będzie i ona tak brutalna w wymiarze samorządowym? Czy też przed panem stoi zadanie, by prowadzić ją spokojniej?
Ja myślę, że mieszkańców po tych rozmowach, które już czynię, nie interesują żadne ataki personalne, ani taka drastyczność kampanii czy zawziętość polityczna. Będę prowadził spokojną kampanię. Jeśli będą tego sobie życzyć moi konkurenci. Myślę, że trzeba będzie do tego podejść poważnie, aczkolwiek z pełną kulturą. Kampania, która generalnie trwa w całej Polsce - jeśli nie ma się nic do zaproponowania, rozsądnego programu, konkretnych rozwiązań, to atakuje się billboardami a to nie jest najlepsza forma.
Co powinno zaproponować PiS wyborcom, by zdobyć ich serca. Jakiego najważniejszego przekazu spodziewa się pan z konwencji samorządowej, która już za tydzień?
Myślę, że trzeba przede wszystkim uspokoić społeczeństwo, że to, co teraz czyni rząd, PiS, Zjednoczona Prawica to najwłaściwszy kierunek, który mógł się zdarzyć w całej historii odrodzonego samorządu. Wyborcy to doceniają: mieszkanie plus, 500+. Tak jak na billboardach: PiS coś zabrał - to właśnie PiS coś dał. Wyprawki, 500 zł na każde dziecko - tarnowianie bardzo sobie to cenią. Jako osoba wywodząca się z oświaty byłem zawsze blisko dzieci i młodzieży. Niejednokrotnie obserwowałem wielką biedę, z którą borykała się niejedna rodzina. Dziś ta sytuacja wygląda nieco inaczej. Zamykając te wiele działań, wpisuje się to w pewną otwartość, politykę PiS i Zjednoczonej Prawicy, że oto jednak znalazły się pieniądze, da się je przeznaczyć dla społeczeństwa, a gospodarka powinna pracować dla Polaków. Przekaz spokoju, nowych rozwiązań, które czekają Polaków, uregulowania tego w pewnych niektórych dziedzinach naszego życia społecznego jeszcze szwanku, a co należy naprawić.
A gdyby sprowadzić te dyskusję na poziom Tarnowa? Janusz Gładysz mówił, że Tarnowowi potrzeba nowej energii? Jak tę energię tchnąć miastu, które położone pomiędzy dwiema dynamicznie rozwijającymi się aglomeracjami, czyli Krakowem i Rzeszowem?
Tarnów ma dość nieciekawe położenie - między Krakowem i Rzeszowem, mniej więc po 80 km odległości od obu. To duże miasta wojewódzkie i akademickie, które w sposób naturalny zasysają młodych ludzi. Ci nie widząc swojej przyszłości w Tarnowie, albo w tych miastach zostają, albo emigrują dalej. Polski system edukacji daje szerokie możliwości rozwojowe, plus nauka języków obcych. To stwarza to przede wszystkim, że młodzi ludzie są bezkonkurencyjni w pewnych obszarach życia gospodarczego, jak chociażby w dziedzinie IT. Myślę, że ten atut położenia między tymi dwoma ośrodkami możemy wykorzystać. Jako tarnowianie powinniśmy być dumni z Tarnowa i poszukiwać takich kierunków rozwoju i takich źródeł, które wzmocnią nasze miasto. Myślę, że na dzień dzisiejszy w sposób niewystarczający nie korzystali ze środków rządowych na inwestycje, na rozwój. Wiemy, co Tarnowowi potrzeba. Wielokrotnie mówiono o układzie komunikacyjnym. Musimy tchnąć nowe życie w te obszary, które wymagają nie tyle poprawy, ile diametralnej zmiany. Mieszkańcy poszukują pracy nie tylko na prostych fizycznych stanowiskach, urzędniczych, ale pracy dla średniego personelu. Widzimy dziś na stronach urzędu miasta, jakie jest oczekiwanie na nowe miejsca pracy, ile osób jest zarejestrowanych i jaki jest stopień bezrobocia. Tutaj nie powinniśmy być zaskoczeni, że to bezrobocie maleje, na pewno tak. Pojawiają się nowe miejsca pracy w różnych obszarach. M.in. otwarto nowy market. Te kilkadziesiąt miejsc pracy nie są swoistą jaskółką. Tarnów potrzebuje swoistego impulsu. Prezydent i magistrat nie są od tworzenia miejsc pracy, ale od tworzenia warunków. Od ich zaangażowania zależy istnienie bezrobocia w Tarnowie.
A może taki dobrym sygnałem byłby rządowy program dla byłych miast wojewódzkich?
Z całą pewnością tak. W latach poprzednich, m.in. w Katowicach odbywała się konwencja PiS, na której jednym z omawianych punktów była sytuacja byłych miast wojewódzkich - takich jak Tarnów - które znalazły się w podobnej przestrzeni, przestały się dynamicznie rozwijać. W tych opracowaniach wskazano pewne atuty - W Tarnowie była to sieć autostradowa. I jak na razie autostrada sprzyja tym, którzy chcą z Tarnowa wyjechać. Myślę, że ten fakt połączenia autostradowego trzeba uczynić pewną wartością dodaną. Taki program dla byłych miast wojewódzkich mógłby powstać a wręcz jest niezbędny. Nad rozwiązaniami trzeba popracować i na jego rzecz trzeba zacząć lobbować.
Co znajdzie się w pańskim programie i kiedy go poznamy?
Niebawem, bowiem dopinamy wszystkie zręby. Współpracuję również z panem Gładyszem, który ten program zaczął tworzyć. Ja swój program miałem w postaci pewnej książeczki, nie przypominam sobie by inny kandydat tak szczegółowo taki program opracował. On w zdecydowanej większości nie stracił na aktualności. W 2014 roku mieliśmy inną koalicję, dziś mamy PiS i Zjednoczoną Prawicę, a więc mamy możliwość pozyskania dodatkowych środków. A poza tym mam głęboką nadzieję, że pozyskamy też środki z urzędu marszałkowskiego, bo i tu po wyborach Zjednoczona Prawica zapewne będzie miała decydujący głos. Myślę, że skorzystamy z tych wszystkich możliwości.