Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką PiS, Józefą Szczurek-Żelazko.
W sobotę obostrzenia z czterech województw obejmą całą Polskę. Jednak wczoraj minister zdrowia mówił, że jak to nie pomoże, zamkniemy wszystko. Jaka liczba zakażeń musi być, żeby po to rozwiązanie sięgnęli rządzący?
- Mamy do czynienia niestety z narastającą trzecią falą pandemii. Przyrasta nam ilość zakażeń w tempie geometrycznym. Z obawą czekam na kolejne komunikaty. Jesienią w drugiej fali było 27 tysięcy. Jesteśmy blisko. Już na tym poziomie były problemy z dostępnością do świadczeń zdrowotnych. Tu jest ryzyko. Mam nadzieję, że będzie wypłaszczenie krzywej. Jak dalej to będzie rosnąć, będą rozważane dalekie restrykcje. Już się rozważa obostrzenia w całym kraju. W Małopolsce wskaźnik zakażeń jest znacznie niższy. Jesteśmy w połowie wskaźników. To 44.1 zakażenia na 100 tysięcy. 62 ma Pomorskie. U nas nie jest tak źle, ale sytuacja jest niebezpieczna. Poczekajmy. Dziś będą kolejne wskaźniki i decyzje.
Jeśli średnia nowych zakażeń dobowych utrzyma się na poziomie 25 tysięcy, po ilu dniach służba zdrowia przestanie być wydolna?
- Trzeba pamiętać, że zwiększamy cały czas potencjał łóżkowy. Wojewodowie nakazują dyrektorom szpitali zwiększenie ilości łóżek covidowych. Są szpitale węzłowe, uruchamiane są tymczasowe. Teraz zwiększamy o 8000 łóżek. Teraz mamy wykorzystanie łóżek na poziomie około 70%. Rezerwa jest. Ale w skali kraju jest różnie. W niektórych szpitalach miejsc już nie ma. Uruchamiane są kolejne łóżka. Taka strategia będzie kontynuowana. Istotną rolę odgrywają szpitale tymczasowe. Opozycja to krytykowała, ale teraz się okazuje, że one były potrzebne. W ciągu kilku dni możemy uruchamiać nowe łóżka ze sprzętem specjalistycznym. W Szpitalu Narodowym jest też intensywna terapia. Żeby stworzyć takie stanowisko, potrzeba kilku tygodni. Ważne było przygotowanie się do trzeciej fali i dostosowywanie ilości łóżek do potrzeb. Mam nadzieję, że ta fala zacznie opadać. Zależy to od dwóch czynników – tempa szczepień, które idzie dobrze i powrotu do reżimu: maseczki dobrze założone, mycie rąk, wietrzenie pomieszczeń. To może nas uchronić przed katastrofą.
Brakuje personelu do szpitali tymczasowych. Słyszymy, że zamiast karetek to strażacy zabierają chorych do szpitali. Skąd wziąć kadry?
- Problem braku kadr jest od lat. Nie chcę powtarzać. Wiele razy mówiłam, co zrobiliśmy w ciągu 5 lat, żeby zwiększyć ilość kadr. Teraz to widać. Zaangażowani w walkę są pracownicy innych obszarów. Wspomniał pan o strażakach. Oni mogą wykonywać niemedyczne czynności – dowożenie do punktów szczepień, do szpitala. Wojsko jest też zaangażowane. Minister Błaszczak mówił o tym w Sejmie. Personel wojskowy zabezpiecza punkty pobrań, uruchomione są szpitale wojskowe. Trzeba racjonalnie wykorzystać kadrę medyczną. Część szpitali zawiesza zabiegi planowe. Niektóre oddziały działające w trybie planowym są zawieszone. Część personelu można wykorzystać do walki z pandemią. Decyzje są na bieżąco. Mieszkańcy Polski w tym okresie muszą czuć się bezpiecznie.
Inna sprawa to nasze podejście do obostrzeń. Widzieliśmy, że były obostrzenia, ale część punktów gastronomicznych działała. Indywidualnie też podchodziliśmy do sprawy maseczek. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?
- To nas martwi. W ostatnim czasie widzieliśmy nonszalanckie podejście wielu osób do zaleceń rekomendowanych przez rząd i WHO. Wiele złego dokonali przeciwnicy, zwolennicy teorii spiskowych i politycy. Opozycja krytykowała działania rządu. To spowodowało, że niektórzy Polacy zaczęli z dystansem stosować zalecenia. Podróżuję środkami transportu publicznego. Widziałam osoby bez masek. Do tego otwieranie lokali, co było zabronione. To ignorancja, narażanie osób na utratę życia i zdrowia. Te czynniki spowodowały trzecią falę. Teraz ponad 52% przypadków to przypadki wersji brytyjskiej. Ona jest bardzo zakaźna.
Do jakiego poziomu powinny spaść te dobowe zakażenia, żeby następowało luzowanie obostrzeń?
- Trudno tak konkretnie powiedzieć. Są liczone wskaźniki tygodniowo. Wiemy, że jak było 30 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców w regionie, nie było dodatkowych zaostrzeń. Teraz mamy po 60 przypadków. Nie ma co myśleć o luzowaniu. W 70% od nas zależy rozwój epidemii. Jak się spotykamy, zachowajmy dystans. Nie trzeba się czule witać. To proste zasady, które chronią przed dramatem.
Zamieszanie wokół szczepionki AstraZeneki może zaburzyć harmonogram szczepień? Od szefa szpitala MSWiA słyszymy, że co trzecia osoba nie zgłasza się do szczepienia AstraZeneką.
- Są takie sygnały, ale wiem też, że osoby chętne są ustawiane w kolejce. Ta szczepionka nie jest marnowana. Europejska Agencja Leków ocenia teraz te sygnały z Europy. Chodzi o zaburzenia krzepliwości. Na ponad 17 milionów dawek szczepionek podanych Europejczykom i w Zjednoczonym Królestwie, zidentyfikowano około 100 przypadków zakrzepicy. To poniżej statystyki, która szacuje takie zaburzenia. Trzeba czekać na opinię fachowców. Krajowi specjaliści twierdzą, że szczepionka jest bezpieczna. Możemy mieć do czynienia też z innym podejściem do tej szczepionki. Czekajmy na opinię fachowców. Nie ma dowodów, że ona jest gorsza. Szczepmy się. Ryzyko nieszczepienia jest większe niż ewentualne powikłania.
Jeśli Europejska Agencja wyda ostateczną decyzję i będą kraje, które nie będą chciały szczepić AstraZeneką, powinniśmy od nich odkupić szczepionkę?
- Jeśli Europejska Agencja Leków stwierdzi, że szczepionka jest bezpieczna, nie widzę powodu, żebyśmy się nie szczepili. Wiele krajów tak podejdzie. Poczekajmy na opinię. Jak będzie pozytywna, możemy bezpiecznie ją podawać.