- Dla Polaków to nie jest zagrożenie. Po opuszczeniu Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, Bruksela byłaby skłonna bardziej liczyć się z interesami naszego kraju - oceniał poseł Brynkus w porannej rozmowie Radia Kraków. Według dziennika Rzeczpospolita w razie Brexitu do opuszczenia Wysp może zostać zmuszony nawet co trzeci Polak.
Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłem ruchu Kukiz'15, Józefem Brynkusem.
Za nami polskie otwarcie na Euro. Wygraliśmy z Irlandią Północną. Jaki wynik pan obstawia w meczu z Niemcami?
- Też wygramy. Byłoby źle jakbym powiedział coś innego. Niemcy jednak nic w meczu z Ukrainą nie pokazali. Ja jestem zbudowany sposobem gry naszej reprezentacji. Zaskoczeniem była postawa Kapustki. Świetnie grał Jędrzejczyk.
Jaki wynik?
- Wygramy 2-0.
Nawet co trzeci Polak może być zmuszony do porzucenia Wysp w razie Brexitu. Pisze o tym Rzeczpospolita. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii należy postrzegać jako zagrożenie dla Polski czy te osoby wracające do Polski to będzie szansa dla kraju?
- Nie rozpatruję tego jako zagrożenia ani szansy. To szansa dla Polski na zwiększenie podmiotowości w UE i podkreślenie swojej roli. UE byłaby skłonna do liczenia się z naszymi interesami. Dla Polaków nie będzie to zagrożenie. Są inne sposoby rozwiązywania spraw polsko-brytyjskich w zakresie prawa pracy.
Sam fakt, że takie tendencje rozsadzające Unię się pojawią, nie stałby się pewnym efektem domina, który przejdzie na inne kraje?
- Pewnych rzeczy jak chodzi o jedność europejską nie da się naprawić. Nie da się wrócić do poprzedniej sytuacji. To okazja na modyfikacje działań UE. Chodzi o uwzględnienie praw poszczególnych państw. Chodzi o decyzje w relacjach z innymi podmiotami, to kwestia TTIP. Komisja Europejska chce, żeby państwa nie miały wpływu na tę regulację. Sama Komisja ma o tym decydować. To dowód, że Brexit byłby korzystnym rozwiązaniem dla tych państw.
Wspomniał pan TTIP, czyli porozumienie handlowe między UE a USA. Przez długi czas to było negocjowane w wielkiej tajemnicy. Niewiele się o tym mówi w Polsce...
- Dalej jest to negocjowane w wielkiej tajemnicy. Nie wiemy kto negocjuje. Twarze tej sprawy nie odpowiadają za TTIP. To też wprowadzenie na rynek europejski pewnych rozwiązań z USA. To przede wszystkim sprzyjanie korporacjom. Chodzi na przykład o patenty farmaceutyczne, zabezpieczenie żywności przed GMO i inne rozwiązania.
Skoro ma służyć interesom korporacji to w mniejszym stopniu będzie służyć polskiej gospodarce?
- Bez wątpienia. To kwestia taka, że Polska może podlegać prywatnym, międzynarodowym sądom arbitrażowym. UE jest była przeciwna tym sądom, a chce to zaakceptować teraz. Problem w tym, że sama ta regulacja może wejść do UE tylnymi drzwiami. Unia już podpisała umowę z Kanadą w tym zakresie. TTIP może być częścią tego porozumienia.
Jeszcze się przekonamy jak to będzie wyglądać...
- Jak obywatele nie zmuszą państw... W Niemczech to już się dzieje, u nas się zaczyna. Chodzi o ujawnienie charakteru tych negocjacji. Wszyscy mówią o liberalizacji handlu i usług. Tak nie jest. Wtedy nie byłoby żadnych regulacji. Tu chodzi o interesy poszczególnych korporacji.
Największy w historii USA zamach z użyciem broni palnej, 50 ofiar, może przybliżyć wizję zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach? Wszystko wskazuje na to, że ten zamach mógł mieć podłoże religijne.
- Bez wątpienia. To korzystne dla Donalda Trumpa. Jego kampania jest oparta na przesłankach aksjologicznych. Trudno ocenić dlaczego doszło do takiego zamachu. Tam często dochodzi do zamachów, które są trudne do wyjaśnienia. Często chodzi o słabości psychiczne.
Pan, podobnie jak wicepremier Morawiecki uważa, że dla Polski wybór między Donaldem Trumpem a Hilary Clinton to wybór jak między dżumą a cholerą?
- Z mojej perspektywy wolę Donalda Trumpa.
Strumień pieniędzy z 500+ płynie do sklepów. W maju o 11% wzrosła sprzedaż sprzętu RTV AGD. To potwierdza, że program działa czy to było jasne, że musiało tak się stać?
- Oczywiście. Program działa. Kiedyś mówiłem, że najpierw w fachowych gazetach ekonomicznych czy prawnych mówiono, że 500+ przyniesie do szkody. Jak było wiadomo, że zostanie on wprowadzony to zaczęto to analizować. To będzie korzystne dla gospodarki w dłuższej perspektywie.
W ubiegłym tygodniu odbyło się pierwsze czytanie państwa projektu, które zrównuje kwotę wolną od podatku dla posłów i reszty obywateli. Warto kruszyć kopie, skoro nie widać entuzjazmu pozostałych parlamentarzystów a chodzi o oszczędność 6 milionów złotych dla budżetu?
- Widzę tu dwie korzyści w walce. Sam fakt, że dzielimy Polaków na posłów i innych powoduje, że to jest dyskryminujące. Trzeba to robić, żeby pokazać, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Druga sprawa jest taka, że chcemy wymusić podniesienie kwoty wolnej od podatku. Posłowie opozycji histerycznej bronią się przed tym. To zmniejszy ich dochody z tytułu pełnienia mandatu.
Tu na pana pytanie częściowo odpowiada minister Kowalczyk w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną. Minister powiedział, że nie będzie zwiększenia kwoty wolnej od podatku w 2017 roku. Jak coś to od 2018 roku.
- To też odpowiedź PiS. Nasza propozycja jest dobra dla Polaków, ale łatwiej jest przyjąć opodatkowanie diet poselskich. PiS postąpił cwaniacko i zaproponował, żeby to weszło pod komisję. Nie wiadomo kiedy to będzie procedowane.
Jeszcze pytanie od słuchacza Radia Kraków. Zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że rząd powinien zrewidować obecną politykę bezkrytycznego popierania Ukrainy, zwłaszcza kontekście odżywających banderowskich resentymentów?
- Jak słuchacze to tak odbierają to znaczy, że jest to fatalna polityka. Jako Kukiz'15 wnieśliśmy projekt ustawy upamiętniającej ludobójstwo na Kresach. Chcemy ustanowić 11 lipca dniem pamięci ofiar części ukraińskiego nacjonalizmu. Fakt, że to jest teraz zamrożone świadczy, że rząd prowadzi niekorzystną dla Polaków politykę.