Zacznijmy od tego, że słowo "głuchy" kojarzy mi się jako takie określenie obraźliwe, natomiast wy chcecie, żeby tak się właśnie do was zwracano.

Głuchy to nie jest obraźliwe, obraźliwe jest to sformułowanie głuchoniemy. My raczej prosimy wszystkich bardzo serdecznie, żeby o nas nie mówić osoby głuchonieme, ponieważ my mamy własny język, a tym językiem jest język migowy. Więc jak najbardziej osoba głucha, osoba niesłysząca, w moim przypadku osoba słabo słysząca, bo jestem słabo słyszący. Moi rodzice są głusi, są też osoby niedosłyszące. To wszystko kwestia ubytku słuchu.

Czy aparaty słuchowe, dzięki którym jesteś w stanie słyszeć, co ja teraz do ciebie mówię, jesteś w stanie komunikować się ze światem zewnętrznym, pomagają każdej osobie? Czy są takie rodzaje niepełnosprawności narządu słuchu, że nawet ten aparat nie jest w stanie pomóc?

Technologia poszła bardzo do przodu, więc naprawdę teraz mamy sporo ciekawych rozwiązań. Aparaty jak najbardziej, oczywiście nie wszystkim, bo jeżeli ktoś legitymuje się głuchotą, w jego przypadku raczej aparaty nie pomogą. Można zastanowić się nad implantami, czyli całym procesem: operacja, założenie implantów, długa rehabilitacja. Wtedy jak najbardziej, ale to są kwestie indywidualne.

Zdarzają się osoby, które są głuche i mimo tego, że są możliwości, jak powiedziałeś przed chwilą, nie decydują się na to, żeby chociaż częściowo odzyskać słuch?

Tak. W przypadku osób dorosłych oczywiście zdarzają się takie osoby. Jeżeli ktoś urodził się i rodzice nie dbali o to, żeby była prawidłowa rehabilitacja, protezowanie, to żyje w świecie ciszy od urodzenia i w wieku 20, 30 czy tam 50 lat raczej nie każdy chce to zmieniać.

Jestem to w stanie zrozumieć, ale dla wielu słuchaczy jest to szokujące. Gdybyś mógł to troszkę zobrazować. Dla takich osób to byłby szok? Nagle życie zmieniłoby się o 180 stopni.

Na pewno byłby to dla nich szok. Pamiętajmy, że dźwięków też musimy się nauczyć. Wśród moich znajomych są osoby, które w wieku 40, 50 lat decydowały się na założenie implantu słuchowego i wiem, że była ta odważna decyzja, ale też decyzja ze świadomością, że czeka ich długi proces rehabilitacji. Bo to nie jest tak, że zakładamy implant i od razu słyszymy. Musimy się nauczyć rozróżniać, rozpoznawać dźwięki, więc to nie jest prosty proces

Bardzo ciekawa sprawa tej rehabilitacji, rozróżnienia dźwięków. Czytałem kiedyś książkę profesora, który pisał akurat o osobach niewidomych. Historia była taka, że pewna kobieta była osobą niewidomą i później nagle w wyniku wypadku, podczas którego uderzyła bardzo mocno głową, okazało się, że zaczęła widzieć, że jej nerw wzrokowy, który wcześniej był uszkodzony, zaczął funkcjonować. Przez kilka tygodni bała się wychodzić z domu. Wydawało się jej, że samochód, który nadjeżdża, że rower, który nadjeżdża, zaraz ją uderzy, zaraz zostanie potrącona. Okazało się, że poczucie odległości kształtuje się w wieku dziecięcym, a to oko tego nie potrafiło, bo ona odzyskała wzrok jako osoba dorosła. Nie była w stanie tym wzrokiem się posługiwać. Podobnie jest ze słuchem?

Oczywiście, że tak. W czasach kiedy rodzi się dziecko, u którego stwierdzono ubytek słuchu, rodzice otrzymują wachlarz propozycji: albo właśnie implant, albo aparaty słuchowe. I to rodzice decydują. Pamiętajmy, że są złote trzy lata mowy, kiedy dziecko uczy się rozróżniać dźwięki, ale też uczy się mówić. To są bardzo ważne lata od drugiego do piątego roku życia. W momencie kiedy to dziecko jest aparatowane, implantowane, rozpoczyna długą drogę rehabilitacji. To jest rehabilitacja dzień w dzień. Mój syn gra na skrzypcach, nie ma problemu ze słuchem, od drugiego roku życia gra na skrzypcach, ale żeby grać pięknie i przyjemnie dla ucha, ćwiczy codziennie i tak też jest z rehabilitacją słuchu i mowy.

Ciebie wychowali rodzice, którzy są osobami głuchymi. Czy poczułeś kiedyś jakąś taką inność w porównaniu do twoich rówieśników w szkole czy gdziekolwiek na podwórku, grając w piłkę? Czy tego nie odczuwałeś?

Urodziłem się w latach 70. To były całkiem inne czasy. Urodziłem się w rodzinie dwujęzycznej, bo moi rodzice są osobami głuchymi, posługują się na co dzień językiem migowym. Z rodzicami rozmawiałem w języku migowym, natomiast razem z nami mieszkała moja babcia, mama mojego ojca, polonistka z wykształcenia, i ona była takim moim przewodnikiem po świecie osób słyszących. To ona zadbała o rehabilitację i dzięki babci uczęszczałem do szkół masowych. Skończyłem szkołę podstawową, liceum, później studia. Nie było takiego wsparcia jak w obecnych czasach. Czy ja doświadczyłem przykrych rzeczy? Tak, doświadczyłem, bo rówieśnicy, dzieci czasami bywają okrutne. Natomiast zazwyczaj wokół mnie zawsze skupiałem dobrych ludzi, więc to były sporadyczne sytuacje. Ale pamiętam, że używanie języka migowego na ulicy było równoznaczne z tym, że tłum gapiów patrzył i się zastanawiał, co my robimy. W dzisiejszych czasach język migowy jest czymś naturalnym. W telewizji widok tłumacza języka migowego to już jest standard.

Kim są CODA? I czym różni się ich dzieciństwo od dorastania przeciętnego dziecka?

Jakość słuchu, którą teraz posiadasz dzięki rozwiązaniom najnowocześniejszej technologii, jest dużo wyższa, niż to, co miałeś w latach 80. i 90., kiedy tak naprawdę się wychowywałeś?

Tak, jak najbardziej. W latach 80. pierwsze moje aparaty to w ogóle były aparaty sprowadzone poprzez Czerwony Krzyż i one były niedopasowane. Wtedy się brało to, co się dostało.

A co to znaczy, że były niedopasowane?

Aparaty były analogowe. Przychodził model, zakładano na uszy. Ważne, żeby były słyszalne jakieś dźwięki. Obecnie mamy do czynienia z technologią cyfrową i każdy aparat jest dopasowany do użytkownika. Ja się czasami dziwię, jak słyszę albo widzę reklamy w gazetach, że ktoś oferuje aparat dla każdego. Przyjdzie osoba z niedosłuchem, najczęściej osoba starsza, bo pamiętajmy, że słuch to narządów zmysłów, który ulega jako pierwszy procesowi starzenia. Wśród 60-, 70-latków osób z niedosłuchem jest spora rzesza. Nabywanie tego typu sprzętu to jest dla mnie nieporozumienie. Należy pójść do profesjonalnego punktu obsługi, czyli do protetyka i on po pierwsze przeprowadzi badania słuchu. Na podstawie tych badań zaproponuje zakup odpowiedniego sprzętu do danego ubytku słuchu.

Nie każdy, kto założy okulary, od razu będzie miał poprawę wzroku, tylko trzeba dokładnie stwierdzić tę wadę. Adam, jeden ze słuchaczy Radia Kraków napisał do mnie wiadomość, gdzie prosi, żebym zapytał cię, jak wychowujecie dzieci jako osoby głuche. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, jeżeli rodzice są głusi, rodzi się dziecko i prosta taka czynność, jak płacz dziecka w nocy. Jak sobie wtedy radzicie?

Moja małżonka jedną osobą słyszącą, ale też wychowywała się wśród rodziców głuchych. I tak jak u mnie była ta instytucja babci, babcia gdzieś przejmowała rolę mamy, tak u Moniki mojej żony w domu tak nie było, więc Monika opowiada, że jak jako dziecko płakała, jej tato wiązał sobie sznurek na swojej dłoni i wiązał drugą końcówkę sznurka na dłoni Moniki. Jak dziecko płakało w nocy, to wiadomo, że się ruszało i budziło tego ojca czy matkę. Różne sposoby były stosowane. W dzisiejszych czasach, gdzie jest rozwój technologii, pojawia się bardzo dużo urządzeń. Są takie urządzenia, które wkładamy do kontaktu. Jeżeli dziecko płacze, uruchamia się sygnalizacja świetlna. To jest bardzo ważne, jeżeli mówimy o osobach głuchych, przy różnego rodzaju rozwiązaniach to po pierwsze sygnalizacja świetlna.

Czy język migowy jest językiem uniwersalnym na całym świecie? Czy jeżeli polecisz do Stanów Zjednoczonych, to dogadasz się z mieszkańcem Ameryki, który jest sobą głuchą, w tym samym języku, którego używasz w Polsce?

Znając język migowy polski, komunikuję się z różnymi osobami na całym świecie. Lecąc do Stanów Zjednoczonych, myślę, że nie miałbym większych problemów z komunikacją. Natomiast chcę podkreślić, że dziś tych języków na świecie jest około 300, więc mówimy tutaj o polskim języku migowym, o niemieckim języku migowym i uwaga o brytyjskim języku migowym, amerykańskim czy australijskim, nowozelandzkim. Posługujemy się angielskim językiem mówionym, natomiast w tych krajach języki migowe są różne. Kiedyś był taki język esperanto, którym posługiwały się osoby na całym świecie. Można było sobie przekazać informacje. Podobnie jest właśnie z językiem migowym.

W jakich codziennych czynnościach życiowych ten brak słuchu może być dla was najbardziej odczuwalny? Ty jesteś przykładem znakomicie przygotowanym do życia, znakomicie zrehabilitowanym. Komunikujesz się bez problemu. Masz też taką możliwość, że technologia pomaga ci w słyszeniu, ale te osoby, które są całkowicie głuche, są przecież w stanie prowadzić samochód, wykonywać różne czynności, ale gdzie napotykacie te największe bariery?

Największe bariery to służba zdrowia. Okres covidu to była niesamowita katastrofa dla osób niesłyszących. My wspomagamy się również mimiką, ruchem warg, więc zakładanie maseczek całkowicie odcinało nam komunikację jakąkolwiek. Zawsze podkreślam: idąc do lekarza, idę, ponieważ coś mnie boli, coś się niedobrego dzieje z moim zdrowiem i chcę być dobrze diagnozowany. Każda osoba, w tym osoba głucha, chce być dobrze diagnozowana, a żeby być dobrze diagnozowanym, trzeba przekazać tę informację. Tutaj tłumacz języka migowego jest niezbędny. Inaczej w Urzędzie Miasta, gdzie chce załatwić sobie, powiedzmy, dowód osobisty. W jakiś sposób komunikuje z urzędnikiem i ten dowód osobisty sobie załatwia. Jeżeli mam problem, to mogę sobie ustawić wizytę w urzędzie przy wsparciu tłumacza języka migowego. Natomiast w obszarze służby zdrowia, w szpitalach, na SOR-ach, w przychodniach to jest bardzo ważne. Tego nie ma. O walczymy.