Hanna Bieluszko/fot. Sylwia Paszkowska
Sit-up, czyli teatr z krzesłem
Hanna Bieluszko zdecydowała się wejść w nową rolę. Tym razem nie w klasycznym dramacie ani komedii, ale w czymś, co sama nazywa "siad-upem". To forma balansująca między stand-upem a monodramem, pełna anegdot, ironii i szczerych refleksji o teatrze, starzeniu się i kobiecości. Postanowiła spróbować swoich sił w czymś, co może być nowym gatunkiem scenicznym. Tekst napisał dla niej Maciej Wojtyszko, reżyser i dramatopisarz, z którym aktorka współpracuje od lat.
To nie jest stand-up, tylko siad-up. Z powodu kondycji starszej pani mogę usiąść na krześle, jak mnie nie daj Bóg, nogi rozbolą. Oni wszyscy siedzą przy stoliczkach, coś jedzą, coś piją, są na wyciągnięcie ręki i czasami ich zaczepiam. Być może oni też mnie będą zaczepiać – mówi Hanna Bieluszko.
Kontakt z widownią to jeden z najważniejszych elementów aktorstwa. Czasem prowadzi to do zabawnych, a czasem kłopotliwych sytuacji.
Zdarzają się takie sytuacje, w których łamię czwartą ścianę. W sztuce też Macieja Wojtyszki "O dwóch doktorach i jednej pacjentce" mówię tam tekst: "Na kocie rób sobie doświadczenia nie na mnie". I nagle pani z pierwszego rzędu mówi: "W żadnym wypadku na kocie. Co pani sobie wyobraża?" - mówi Hanna Bieluszko.
(cała rozmowa do posłuchania)
Najważniejsza rola – Holly z "Śniadania u Tiffany’ego"
Widzowie i koledzy z branży często mówili o jej urodzie, sama przez lata miała na tym punkcie ogromne kompleksy. Z czasem nauczyła się akceptować siebie, ale dopiero koło pięćdziesiątki zaczęła patrzeć na swój wygląd z większą łagodnością.
Wyobrażałam sobie, że jeśli ktoś powie o mojej postaci: "Ona jest piękna", widownia zacznie się śmiać. Jak oglądam zdjęcia sprzed prawie pięćdziesięciu lat, mówię: "Jaka ty byłaś ładna" – wspomina Hanna Bieluszko.
Ukochaną rolą aktorki była Holly Golightly z adaptacji śniadania u "Śniadania u Tiffany’ego" w reżyserii Pawła Miśkiewicza. – "Po to warto było przyjechać do Teatru Słowackiego. To była niezwykła przygoda". Mimo problemów z prawami autorskimi i skromnymi kostiumami spektakl cieszył się wielką popularnością. Holly była dla Hanny Bieluszko postacią szczególną, wzorem z młodzieńczych lat.
Kochałam moich kolegów, którzy ze mną grali. To byli sami starsi aktorzy. Był taki moment kiedy stałam za kulisami, zrzuciłam z siebie szlafrok i w tym momencie inspicjentka Iwona Cieślik powiedziała: "Zapraszam panów". I ja stoję, jak mnie Pan Bóg stworzył, a oni w ogóle mnie nie zauważyli, ponieważ byli zajęci rozmową – wspomina Hanna Bieluszko.
Jej nowy "sit-up" to mieszanka dowcipu, ironii i gorzkich obserwacji. To także głos dojrzałej kobiety, która z dystansem, ale i siłą mówi o teatrze, starzeniu się, kobiecości i o tym, co naprawdę ważne.