Wygląda na to, że w sieci mamy teraz prawdziwe jądrowe uderzenie. Niestety nie takie, o jakie chodzi inżynierom. Ktoś tu ewidentnie postanowił zagrać na naszych nosach i lękach.
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Scrollujemy media społecznościowe i nagle wyskakuje nam eleganckie wideo. Widzimy znanego polityka albo prezesa spółki, który z bardzo poważną miną ogłasza, że zamiast reaktora w Choczewie powstanie hodowla świecących w ciemności rzodkiewek, albo budowa zostanie nagle wstrzymana, bo pod fundamentami znaleziono zaginioną bursztynową komnatę.
Dziś deep fake wygląda bardzo profesjonalnie. Usta się ruszają, głos się zgadza, logo spółki miga w rogu. I co? I to jest właśnie ten moment, w którym trzeba zaciągnąć hamulec ręczny.
Oszuści tworzą fałszywe profile na potęgę. Zrobią zdjęcia, posty, a potem dorzucają tam swoje trzy grosze, wyssane z palca. Dlaczego to robią? Atom to temat gorący jak rdzeń reaktora. Chodzi o to, żeby nas przestraszyć zasiać ziarno niepewności, a przy okazji może wyłudzić jakieś dane albo po prostu zrobić informacyjny bałagan przy jednej z najważniejszych inwestycji w Polsce.
Mówimy o potężnym projekcie. Trzy bloki, technologia Westinghouse i planowany pierwszy beton w 2028 roku. To nie jest budowa garażu. To operacja na otwartym sercu naszej energetyki. Więc co robimy, żeby nie wyjść na atomowych laików? Po pierwsze sprawdzamy adresy i korzystamy z oficjalnych stron internetowych. Po drugie nie dajmy się nabrać na rzecznika prasowego, który na profilu ma trzy zdjęcia na krzyż i założył konto wczoraj.
Krótko mówiąc, włączamy myślenie, wyłączamy emocje. Prawdziwy prąd popłynie z Choczewa dopiero w 2036 roku, ale elektryzujące fejki płyną już teraz.