Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza ze Szczęsnym Filipiakiem, przewodniczącym Rady Dzielnicy VII i dr. Tomaszem Fiszerem ze stowarzyszenia Nasza Olszanica.
Mariusz Bartkowicz: Jak to jest, że wielu mieszkańców Krakowa nie wie w jakiej dzielnicy żyje?
Szczęsny Filipiak: To smutne. Trudno znaleźć odpowiedź. Po 1989 roku jak powołaliśmy dzielnice, mieszkańcy uznali, że to ich reprezentanci. Mieszkańcy potem się z tego wyłączyli. Gdzieś teraz to się budzi na nowo. Za długo mieszkańcy zostawili ich samych. Teraz wracamy do odświeżenia dzielnic i samorządu. Mieszkańcy muszą wiedzieć co mogą zrobić z samorządem.
M.B: Jest pan jednym z autorów opracowania „Dzielnice naszych marzeń”. O co chcielibyście apelować? Co chcielibyście w dzielnicach zmienić? Trwa taka dyskusja. Mieszkańcy i organizacje zbierają się w gremium szerszym i dyskutują. Dzielnic powinno być mniej niż 18?
Sz.F: Ja uważam, że powinniśmy zostawić 18. Nasze krakowskie dzielnice są w Polsce najwyżej oceniane w badaniach mieszkańców. Jesteśmy wzorem. Teraz trzeba się wyrwać z błędnego ronda. Mieszkańcy nie wiedzą za wiele o dzielnicach, bo uważają, że one mało mogą. Dzielnice nie potrafią wyjść poza to, bo uważają, że ich kompetencje są za małe.
M.B: Gdyby patrzeć przez pryzmat budżetu to faktycznie niewiele możecie.
Sz.F: Tak. W tym roku mamy 1% budżetu miasta. W pierwszym roku działalności dzielnic to było 5%.
M.B: Dlaczego tak jest? Radni miejscy nie chcą się dzielić?
Sz.F: Przyczyn jest kilka. Pewnie to jest jedna z ich.
M.B: Jest pan prezesem stowarzyszenia Nasza Olszanica. Założyliście stowarzyszenie, bo czuliście, że przez Radę Miasta czy Dzielnicy nie możecie zwerbalizować swojego głosu?
Tomasz Fiszer: Nie. Jest dobra świadomość krakowian. Oni mają być inicjatorem kierunków działania dzielnic. Jest zastany stan administracji publicznej na szczeblu lokalnym, ale kwestia podstawowa to jest to, że my jako mieszkańcy, możemy próbować zmienić nasze otoczenie. O to chodzi.
M.B: Jak w państwa przypadku to wygląda? Stawiacie przede wszystkim na ochronę środowiska.
T.F: Tak. Stawiamy na ochronę środowiska. Nawet swoją prezentację nazwałem Zielone Dzielnice. Musimy zachować w Krakowie miejsca zielone, które zostały. Kwestia podstawowa to przygotowanie inwestycji. To koliduje. Czy inwestycja ma być realizowana kosztem zieleni? Musi być zrównoważony rozwój. Powiem o kilku aspektach. Kwestia planowania strategicznego. Nie na 4 lata, ale na 15-20. To są plany miejscowego zagospodarowania. Tego w Krakowie brakuje. Druga rzecz to ochrona terenów zielonych przed zabudową. Następna sprawa to oszczędne korzystanie z zasobów, wykorzystanie technologii efektywnie energetycznych, termomodernizacja. To może pomóc w oczyszczeniu powietrza. Sprawa ważna to reforma podatków lokalnych, czyli preferowanie termomodernizacji, wykorzystywania terenów poprzemysłowych.
M.B: Planów miejscowych wciąż mamy za mało, chociaż postęp jest...
Sz.F: Tak. Dlatego kiwałem głową. Ja z podziwem patrzę na urząd. Jest olbrzymie przyspieszenie. Jest jednak z tym masa problemów. Jest zmiana interpretacji sądów. Nie ma większych mocy przerobowych w mieście, dlatego plany wyszły do firm zewnętrznych. Nie jest jednak źle. Mamy ponad 50% Krakowa pokrytych planami. Pamiętajmy, że 100% powierzchni miasta nie musi być pokryte. Jeszcze pewnie 30% będzie. Bylebyśmy nie mieli uchylanych planów. Kraków zmieniło też studium. Trudno było robić plany przed studium. Plany muszą być z nim zgodne.
M.B: Krakowowi potrzebna byłaby ustawa regulująca ustrój miasta, jak to jest w Warszawie? To postulat radnego Wantucha.
Sz.F: Wszystkim się ten pomysł podoba. Ja wyraziłem swój zachwyt. Nie chodzi o szczegóły. Kraków zasługuje na własną ustawę miejską. Mam nadzieję, że za 10 lat to będzie. To nie jest na dziś. Dziś chcemy rozmawiać o funkcjonowaniu dzielnic. Proponujemy poprawić to co nam doskwiera a potem pisać rekomendacje, żeby parlamentarzyści poprawili ustawę.
M.B: W pana prezentacji pojawił się postulat, który by pozwalał zwiększyć budżet dzielnic do 2-4% i zintensyfikować współpracę z organizacjami pozarządowymi, seniorami czy młodzieżą. Jak do tej pory ta współpraca wygląda? Gdzie trzeba się zwrócić, żeby coś zdziałać?
T.F: Jesteśmy młodym organizmem. Zarejestrowaliśmy się wczoraj. Najważniejsze są lokalne inicjatywy. Pewne decyzje odnośnie realizacji i finansowania są wyżej, ale ważne jest to, żeby podmiotowo traktować każdego mieszkańca. Oni mają pomysły. Kierowanie tego do Rady Dzielnicy by usprawniło proces decyzyjny. To proste rzeczy, ale potrzebne. Każda dzielnica jest inna, ma swoje potrzeby. Ważne jest traktowanie mieszkańca podmiotowo. Z naszego doświadczenia widzimy kluczowe błędy, które zmusiły nas do skupienia się i działania. To brak planów zagospodarowania, błędne decyzje lokalizacyjne, które nie patrzą na lokalne środowisko. To też reglamentowanie dostępu do postępowań administracyjnych. W naszej okolicy są potrzebne inwestycje, jak grzebowisko dla zwierząt. To jest etyczne, ale nieprzemyślane. To spowodowało konflikt mieszkańców z decydentami, którzy zaczęli myśleć o realizacji tego. To może zniszczyć ekosystem. Dlatego widząc takie błędy, warto mówić i wskazywać. Powinien się liczyć interes mieszkańca. Trzeba z nimi rozmawiać a nie stawiać przed faktem dokonanym.
M.B: Forum Przyszłości Dzielnic będzie działać w czasie wakacji?
Sz.F: Myślimy o kawiarenkach obywatelskich. To się rodzi. My jesteśmy dorośli, nie wyjeżdżamy na 2 miesiące. W październiku będzie kolejna konferencja. Chcemy, żeby przyjechali przedstawiciele innych miast. Trzeba się podzielić doświadczeniami. Potem chcemy stworzyć rekomendacje, żeby władze miasta dyskutowały. Może będzie zielone światło, żeby dokonać zmian w dzielnicach. Jesteśmy zgodni w jednym. Dzielnice skręcają w kierunku proobywatelskim. Dzielnice powinny być przedłużeniem mieszkańców a nie urzędu.