fot. Daniel Duszka
14. lutego, to ważna data z perspektywy pana doświadczenia? Wszak kotwicę na ramieniu noszą nie tylko Wojska Obrony Terytorialnej, ale także komandosi.
Płk Tomasz Łysek: Jak najbardziej. Wojska Obrony Terytorialnej są kontynuatorem wysiłku zbrojnego Armii Krajowej. Naszym patronem jest ostatni dowódca AK, jeżeli mogę użyć takich słów, jest to nasz partner strategiczny. Pamięć o bohaterach, o wysiłku zbrojnym, jest dla nas kluczowa. To są wzorce dla naszych żołnierzy, wzorce postępowań, honoru, nie tylko do prowadzenia walki, ale również w życiu codziennym.
Kiedy rozmawialiśmy, wspominał pan o tym, że wzorzec dla tzw. szesnastek, czyli szkoleń podstawowych stworzyli żołnierze GROM.
Tak, musimy sięgnąć jeszcze do czasu sprzed powołania WOT. Pojawił się kurs Patrol. Stworzyliśmy ponad 12 edycji, szkolenia które zaczęło się w 2007 roku. To był kurs taktyczno-wytrzymałościowy, wzorowany na amerykańskim kursie rangerów, z tą różnicą, że kształtowaliśmy dowódców na niższym szczeblu dowodzenia. m On trwał 44 dni, był znacznie dłuższy niż amerykański. Natomiast wielu żołnierzy, którzy ze mną wtedy współpracowali, rezerwiści jednostek specjalnych, tworzyli właśnie tę szesnastkę i czerpali doświadczenia między innymi z kursu Patrol.
Jakie doświadczenia zostały przeszczepione do tego podstawowego kursu dla ochotników, którzy nigdy nie byli w armii?
Przede wszystkim optymalizacja metod szkolenia i efektywność czyli odrzucenie niepotrzebnej ilości godzin teorii, a także maksyma: "Rób to, co ja, rób za mną. Ja będę cię oceniał, jak to robisz".
Aha, czyli nie naprzód, a za mną..
Tak, zdecydowanie, cały czas. To był główny kierunek działania i realizacja wytycznych instruktora, krok po krok do samodzielności.