-
Polska gospodarka jest przeregulowana, a największym problemem przedsiębiorców jest skomplikowane i nieprzejrzyste prawo podatkowe.
-
Prof. Bartłomiej Biga przestrzega, że deregulacja bez odpowiednich zabezpieczeń może prowadzić do poważnych nadużyć i chaosu.
-
Kluczowe dla rozwoju gospodarki są inwestycje w energetykę oraz wzrost wynagrodzeń, nie zaś same uproszczenia przepisów.
-
Ekspert sceptycznie ocenia pomysł skrócenia tygodnia pracy, podkreślając ryzyko spadku wydajności i wzrostu kosztów.
- A
- A
- A
Deregulacja, wzrost gospodarki i krótszy tydzień pracy. Ekspert nie ma złudzeń
„Energia, płace i przeregulowanie to kluczowe problemy gospodarki. Bez reform nie utrzymamy tempa wzrostu” — mówił prof. Bartłomiej Biga w Radiu Kraków. "Ale deregulacja bez zabezpieczeń to prosta droga do problemów. Polskie sądy działają zbyt wolno, by były skutecznym hamulcem dla nadużyć" - dodaje.Polska gospodarka w gąszczu przepisów. „Przeregulowanie to fakt”
Profesor Bartłomiej Biga z Uniwersytetu Ekonomicznego nie ma wątpliwości, że polska gospodarka zmaga się z nadmiarem przepisów. Jak podkreśla, problem nie jest wyłącznie medialnym tematem, lecz realnym obciążeniem.
Każdego roku pojawiają się dziesiątki tysięcy stron nowych aktów prawnych, które wprowadzają kolejne obowiązki i ograniczenia. Trochę zapędziliśmy w tym, że sami próbujemy pewne rzeczy uregulować. Części wymaga od nas Unia Europejska, ale w tych działaniach czasami jesteśmy prymusami, ponieważ regulujemy jeszcze mocniej, jeszcze bardziej, niż sama Unia by chciała
- mówi profesor Biga.
Zdaniem gościa Radia Kraków, to nie wysokość podatków najbardziej ogranicza polskich przedsiębiorców, lecz ich zawiłość:
Największym problemem jest nieprzejrzystość prawa podatkowego. Przedsiębiorcy poświęcają mnóstwo czasu na rozliczenia, a interpretacje urzędów skarbowych potrafią się zmieniać bezkarnie.
Tłumaczy, że przez zawiłość przepisów firmy mają trudności z codziennym funkcjonowaniem, mimo że same podatki są relatywnie niskie.
Deregulacja nie może być bezrefleksyjna. „Potrzebne bezpieczniki”
Ekspert przestrzega przed zbyt pochopnym upraszczaniem prawa, zwłaszcza w kwestiach administracyjnych. Jako przykład podaje kontrowersyjny pomysł „milczącej zgody”, który może prowadzić do poważnych nadużyć:
Czyli jeżeli ktoś złoży jakiś wniosek, urzędnik odpowie w krótkim, bardzo ściśle określonym terminie, to znaczy, że zgodził się na to dokładnie, co jest we wniosku. A to droga do wielkich problemów. Przypomnę co działo się w czasach covidowych - rządzącym przyszedł do głowy pomysł, że trzeba poluzować prawo budowlane, bo jeżeli teraz mamy walczyć z pandemią, to powinno się łatwo budować obiekty, które będą służyć izolacji, kwarantannie, przechowywaniu materiałów sanitarnych. Okazało się, że wprowadzając taki wyjątek, powstawały całe osiedla domków jednorodzinnych, bloków, które wydzielone jedno pomieszczenie do walki z covidem, nie muszą spełniać żadnych innych wymogów związanych z planowaniem przestrzennym, czy uzyskiwaniem pozwolenia na budowę.
Bartłomiej Biga wskazuje też na ryzyka związane z rezygnacją z pozwoleń na budowę w przypadku małych inwestycji. Podkreśla, że potrzebne są mechanizmy kontrolne, które nie będą opierały się wyłącznie na przewlekłych postępowaniach sądowych.
Deregulacja bez zabezpieczeń to prosta droga do problemów. Polskie sądy działają zbyt wolno, by były skutecznym hamulcem dla nadużyć
- ostrzega nasz rozmówca.
Co naprawdę hamuje rozwój? Energia, płace i zbyt wysokie oczekiwania
Według Bartłomieja Bigi, kluczem do utrzymania wzrostu gospodarczego nie jest wyłącznie deregulacja, ale głębokie reformy, zwłaszcza w energetyce:
Energia stała się kulą u nogi polskich przedsiębiorców. Potrzebne są szybkie i poważne inwestycje w infrastrukturę energetyczną
- mówi gość Radia Kraków
Zwraca też uwagę na potrzebę wzrostu wynagrodzeń, ostrzegając, że zbyt duża imigracja może osłabić presję na podwyżki i wzmocnić stagnację płac. Czterodniowy tydzień pracy? Prof. Biga przyznaje, że ekonomiczna intuicja podpowiada sceptycyzm:
Nie da się w większości zawodów osiągnąć tych samych efektów przy krótszym czasie pracy. To może oznaczać mniejszą wydajność, więcej nadgodzin i presję inflacyjną.
Jednak zaznacza, że historia zna przypadki, gdy podobne zmiany wprowadzano mimo obaw i nie doprowadziły one do załamania gospodarki. Pozytywnie ocenia też elastyczne podejście do form skrócenia czasu pracy, podkreślając, że kluczowe będzie dokładne monitorowanie skutków pilotażu.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
13:43
"Pasja według świętego Łukasza" wybrzmi w Krakowie
-
13:27
Oświęcim konsultuje uchwałę krajobrazową. "Nie widać zabytków, nie widać uroku miasta"
-
13:04
Oświęcim uczcił pamięć Polaków ratujących Żydów
-
12:44
Krzyż na Giewoncie zostanie oświetlony w rocznicę śmierci Jana Pawła II
-
12:39
Policjanci wciąż szukają mężczyzny, który uciekł... policjantom ze szpitala
-
12:16
Makabryczne odkrycie w Oświęcimiu. Są nowe ustalenia po sekcji zwłok
-
11:45
Nowa siedziba Popradzkiego Parku Krajobrazowego
-
11:14
Kraków: narkotyki, karabin maszynowy i pistolet u zatrzymanego mężczyzny
-
10:33
Dworzec Bronowice? Jest szansa na dalekobieżne połączenia
-
09:59
Prezydent Tarnowa o przyszłości żużla: Pieniądze wydane na tor nie mogą pójść na marne
-
09:49
Straż i policja zacieśniają współpracę. Walka z wypalaniem traw w regionie sądeckim
-
09:37
Bukowno walczy z wyludnieniem. Będzie pierwszy wielorodzinny blok od 30 lat
-
09:24
Mszana Dolna przejmuje dawne obiekty handlowe GS-u. Nowa funkcja dla „Magnolii”
-
09:00
Zaginęła 20-letnia Alicja Czajka z Ochotnicy Dolnej. ZDJĘCIE
-
08:52
Wirtualna żołnierka, realne zyski. Kim (nie) jest Jessica Foster?
-
08:01
Chcesz zniżek w Tarnowie? Najpierw pokaż rachunek za śmieci
-
07:44
10-latek ranny po upadku z ciągnika. Akcja ratunkowa w lesie pod Tarnowem
-
07:39
Wyniki badań: w Małopolsce ludzie żyją dłużej