
Autorki książki "Czarny Anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk" (Znak) , Angelika Kuźniak i Ewelina Karpacz-Oboładze będą gośćmi Koła Kultury.
To długo oczekiwana książka. Zapowiadana była już po wakacjach w ubiegłym roku. Do samego końca autorki próbowały skontaktować się z bohaterką. Ale nie odpowiadała na mejle ani na telefony. Tak więc portret przez nie napisany jest rejestracją relacji innych ludzi, przede wszystkim związanych przed laty z Piwnicą pod Baranami, a także tych, którzy towarzyszyli jej w zawodowej drodze w późniejszych latach.
Nie ze wszystkim udało się porozmawiać. Autorki przeprowadziły blisko 90 godzin rozmów, o Ewie Demarczyk barwnie i ciekawie opowiadają m. in. Zygmunt Konieczny, Zbigniew Wodecki, Andzrej Zarycki, Marta Stebnicka czy Tadeusz Kwinta. Autorki zdążyły o warszawskich koncertach w porozmawiać na przykład z Szymonem Szurmiejem. O ile chętnie wszyscy wspominają lata sześćdziesiąte czy siedemdziesiąte, z szalonymi zagranicznymi eskapadami, z koncertami w Paryżu, czy z długimi trasami po Związku Radzieckim, to trudniej jest w przywoływaniu późniejszych wydarzeń. Dlaczego artystka zerwała z Piwnicą pod Baranami, dlaczego w końcu zeszła ze sceny. co działo się z nią potem, dlaczego ani w Krakowie, ani w żadnym innym mieście nie udało się zaistnieć Teatrowi Ewy Demarczyk? Na żadne z tych pytań nie ma jednoznacznej i łatwej odpowiedzi.
Najważniejsza jest w tych barwnych opowieściach Ewa Demarczyk. Ale przy okazji dostajemy mnóstwo faktów, anegdot, obrazków z prl-owskiej rzeczywistości. W szarej, smutnej Polsce pojawiła się artystka światowa, elektryzująca publiczność w każdej sali koncertowej. Wszyscy podkreślają, jak była wyjątkowa, fascynująca, wymagająca i nieobliczalna. Perfekcyjna, niezależna i niezwykle utalentowana. Jej występy pozostaną w pamięci, zapisane na płytach i telewizyjnych taśmach. Postać Czarnego Anioła nalezy do historii Piwnicy pod Baranami. Ona sama nie kontaktuje się ani z przyjaciółmi, ani z dziennikarzami, nie udziela wywiadów, nie występuje.
Kto nie słyszał Ewy Demarczyk na żywo, niech posłucha teraz jej głosu. A potem sięgnie po książkę. Tych, którzy Ci, którzy byli świadkami jej występów, nie trzeba będzie namawiać.

W programie wybierzemy się też w podróż w Alpy, dzięki Januszowi Majewskiemu i jego książce "Glacier express 9.15" (Marginesy)..
Tytułowy Glacier express to pociąg turystyczny, atrakcja dla tych, którzy raczej nie wybiorą się w Alpy na górską wyprawę, czy narty, a mają szansę zobaczyć góry z bliska. Pociąg jedzie przez góry, pasażerowie, dzięki panoramicznym oknom mogą oglądać malownicze widoki, taka podróż trwa wiele godzin.
Wśród pasażerów raczej pustawego pociągu są dwaj starsi panowie, Karol i Max. Ten pierwszy to Polak, w którego życiorysie możemy łatwo znaleźć autobiograficzne wątki, ten drugi to mieszkający od lat zagranicą lekarz. Wyemigrował z Polski w 1968 roku, Karol jest jednym z jego najwierniejszych przyjaciół, dostarczającym przez lata aktualnych informacji o kraju, sytuacji, znajomych.
Ale nie wszystkie informacje w tych latach przepływały przez granice, wiec teraz, w pociągu jadącym przez Szwajcarię starsi panowie mają czas na wspomnienia, opowieści z przeszłości, czasem nostalgiczne, często zabawne, jeszcze częściej pieprzne, powracają historie o poznanych kobietach, o nieudanych związkach, o dziwnych przypadkach miłosnych. Wiele w tych wspomnieniach Lwowa i Krakowa, miejsc, w których upływała im młodość.
W pociągu obaj znaleźli się z powodu śmierci kobiety jednego z nich. Karol z tę podróż miał ruszyć z żoną, to był prezent dla nich, niestety jego żona umarła, bilet znalazł nowego właściciela.
Ale ta podróż to nie tylko wspomnienia starszych panów. Po kilku godzinach monotonnej jazdy dochodzi do niespodziewanych, zagadkowych, wręcz kryminalnych zdarzeń... Obaj zostają w nie uwikłani.
Fragmenty w sobotnich Nocnych Delikatesach przedstawi Jacek Romanowski.

W drugiej godzinie programu czeka nas podróż jeszcze bardziej egzotyczna bo do Sti Lanki, Gościem programu będzie Joanna Bator z najnowsza książką "Wyspa Łza" (Znak.)
Sri Lanka. Wyspa Łza. To tam tym razem zaprowadzi czytelników Joanna Bator. Daleko od Wałbrzycha, miejsca akcji jej ostatniej, nagrodzonej Nagrodą Nike powieści, chociaż Wałbrzych, z którym zapowiadała definitywne rozstanie, też jest w tej nowej historii obecny.
„Znikła bez śladu” – zdanie powtarzane, medialne, sugestywne, to pretekst do opowieści. Co dzieje się z tymi, którzy przepadli? Wyszli z domu, widziały ich kamery monitoringu, albo naoczni świadkowie, a potem rozpłynęli się w powietrzu i nigdy nie dali znaku życia? Prawdziwa historia młodej amerykańskiej turystki Sandry Valentine posłużyła Joannie Bator do szukania odpowiedzi na takie właśnie pytania. Na Sri Lankę pojechała razem z fotoreporterem, Adamem Golcem. Ale nie po to, żeby napisać książkę podróżniczą, reportaż śledczy, czy dziennik wyprawy wzbogacony o zdjęcia. Chociaż wszystko to też tutaj znajdziemy. I jeszcze wspomnienia, autobiograficzne wątki, uwagi o sztuce pisania, wzruszenia i refleksje. Szukając śladów zaginionej przed laty dziewczyny snuje opowieść o egzotycznym miejscu, o ludziach żyjących innym tempem, o klimacie nie dającym o sobie zapomnieć. "Niejeden zresztą artysta stracił tu głowę i niejeden zwykły podróżnik został potem artystą, wielu przyjechało na Wyspę Łzę uleczyć ból złamanego serca, by wyjechać z nową tęsknotą nie do ukojenia. Są miejsca stworzone dokładnie po to, by za nimi tęsknić niezależnie od tego, czy się je kocha, czy nienawidzi". "
Podróż i poszukiwania dokumentuje Adam Golec. Intrygujące, niepokojące czarno-białe fotografie nigdy nie trafiłyby do turystycznego folderu.