Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką Lewicy Razem, Darią Gosek-Popiołek.
W grudniu mają ruszyć szczepienia medyków. To grupa zero. W styczniu szczepienia seniorów i nauczyciele. Jednocześnie Ministerstwo Edukacji zapowiada powrót uczniów do szkół w drugiej połowie stycznia, chodzi o lasy 1-3. Na jakich warunkach powinien nastąpić powrót do szkół?
- Na pewno należy to przemyśleć. Nie może być tak, jak było we wrześniu. Wtedy wszyscy alarmowali – ZNP, nauczyciele, rodzice. System nie był sprawdzony, nauczyciele się bali. Te pełne obaw głosy były prawdziwe. Szkoły okazały się miejscami zarażeń. Trzeba było inaczej zaplanować ten powrót. Na deklarację, że 18 stycznia dzieci wrócą do szkół, patrzę z nadzieją. Wiem, jak dzieciom potrzebny jest kontakt z nauczycielami i dziećmi. Nie sposób się jednak nie martwić. Czy szkoły będą przygotowane? Znowu nie rozpętamy kolejnej fali? Minister Czarnek bardziej zajmuje się tym, czy dzieci czytają odpowiednią ilość Jana Pawła II w szkołach, mniej skupia się na logistyce powrotu dzieci do szkół. To budzi moje wielkie obawy.
Najpierw szczepienia i badania przesiewowe nauczycieli? To powinien być warunek powrotu?
- Według mnie tak. Powinniśmy postawić na badania, potem szczepienia nauczycieli. Ta grupa jest narażona. Ma kontakt z dziećmi. One mogą przechodzić wirusa bezobjawowo. To też kwestia bezpieczeństwa dzieci. Nawet jak dziecko jest bezobjawowe, może się to kończyć wielkimi powikłaniami później. Alarmują o tym pediatrzy. Szczepienie nauczycieli to też warunek bezpieczeństwa dzieci.
Pani deklarowała, że się zaszczepi. Podtrzymuje to pani?
- Tak. Zaszczepię się w pierwszym możliwym terminie. Jeśli ukończone zostaną badania kliniczne ws. szczepienia dzieci, zaszczepię swoje córki.
Jak przyjęła pani zapowiedź obniżenia wymagań na egzaminach maturalnych i ósmoklasistów? Matura bez obowiązkowej części ustnej, mniej materiału z matematyki, języka polskiego. Konieczne było obniżenie wymagań?
- To trochę działanie zgodne z prośbami środowiska nauczycieli, rodziców i uczniów, ale też bezsensowne. Minister Czarnek łączy sprzeczne elementy. Były głosy, żeby inaczej podejść do egzaminów. Nie tyle odchudzać podstawę, ale bardziej elastycznie podejść do egzaminów. Minister zaproponował taką technikę, że jakby ktoś chciał schudnąć 10 kg, odrąbałby sobie rękę. To, co się powinno wydarzyć w kwestii egzaminów to dialog ze środowiskiem, zapytanie, co nie zostało zrealizowane. Może należało postawić uczniów przed taką formą egzaminów, która skupi się na tym, czy uczniowie potrafią łączyć fakty, wyciągać wnioski z tekstu. Może zmiana egzaminów na badające umiejętności, nie na badające konkretną wiedzę? Może takie egzaminy powinniśmy mieć? Z krytycyzmem parzę na decyzję ministra. Nie widzę w tym sensu.
Choć maturzyści mogą wybrać część ustną, jak chcą się odstać na wymarzone studia.
- Tak. Wiele zależy od uczniów. Jednak pamiętajmy, że to trudny egzamin. On zdecyduje o przyszłości dzieci. Może będą musieli go powtarzać później, jak będą chcieli studiować coś innego. Nie jeden raz się to zdaje, jak było 15 lat temu.
To już się dzieje. Jak ktoś chce się dostać na dane studia i ma za mało punktów, raz jeszcze przystępuje do matury.
- Tak, albo jak będzie chciał zmienić kierunek studiów. Całość myślenia o egzaminach w tym trudnym roku, powinna być nastawiona na uczniów, nie na wyciąganie pewnych części. To musi być nastawione na inny tryb sprawdzania umiejętności uczniów.
Mamy zapowiedź – dzisiaj pewnie wiele rzeczy zostanie rozjaśnionych – zaostrzenia polityki wobec branży hotelarskiej. Chodzi o wyjazdy służbowe na narty. Albo rejestr wyjazdów służbowych, albo zamknięcie miejsc hotelowych. Dla hoteli to jedno z ostatnich źródeł dochodu. Co z tym zrobić?
- Nie wiem. Mam wrażenie, że zamykanie było chaotyczne. Zgłaszają się do nas hotelarze, którzy mówią, że pomoc nie jest dostateczna. Wiele gmin utrzymuje się z turystyki. Ta sytuacja ma na nich wpływ. Jest coś bardzo dziwnego w tym, że była afera o wyciągi narciarskie. Widać, że rząd działa punktowo. Jak silne lobby jest, lub są chody w ministerstwie, ta branża może nie ulec zamknięciu. Trudno mi oceniać, jakie będzie rozporządzenie. Przedsiębiorstwa działają, podróżne służbowe są. Rejestry? To może być kolejny martwy przepis.
Alarmuje pani, że 4000 ton toksycznych odpadów zalegających w gorlickim Glimarze to wierzchołek góry lodowej. Jest ich około 800 tysięcy ton na terenie całego kraju. Ministerstwo Klimatu mówi, że na usunięcie tego potrzeba 2 miliardów złotych. Skąd te pieniądze? Nie wyobrażam sobie, że mają to być pieniądze podatnika, a nie tych, którzy zarabiali na sprowadzaniu nielegalnych odpadów.
- Tu mamy kluczową i ważną kwestię. W Gorlicach te odpady są już wywożone. Zadziałał system pożyczek. Burmistrz liczy, że część środków odzyska od mafii śmieciowej. Takich nielegalnych wysypisk odpadów niebezpiecznych mamy w kraju ponad 200. Koszty są olbrzymie. Ministerstwo nie ma na to funduszy. Sytuacja gmin jest ciężka. To działalność bieżąca, na którą wiele gmin nie może sobie pozwolić. Na Lewicy chcemy, żeby ministerstwo partycypowało w tych kosztach. Może centralny fundusz na rzecz likwidacji takich bomb ekologicznych? W te opowieści, że nie ma dwóch miliardów, nie wierzę. One są co roku na koncie TVP. Są zaskakujące transfery. Doceniam, że to ministerstwo środowiska jako pierwsze podejmuje walkę z mafią śmieciową, ale ona jest zbyt mało radykalna.
Pamiętajmy, że ktoś przez lata na tym bardzo dobrze zarabiał. Teraz podatnik ma za to płacić. Trzeba znaleźć jakieś wyjście.
- Na pewno połączenie finansowania tego z budżetu centralnego, który ostro będzie odzyskiwał pieniądze od mafii śmieciowej, przyspieszy to. Procesy, zajmowanie kont… To jest czasochłonne. Są dziesiątki spółek-córek powiązanych ze sobą. To zabiera czas. Sposób przechowywania tych odpadów to plastikowe beczki, które mogą przeciekać. Oczywiście powinien płacić ten, kto na tym zarabiał, ale czekanie to tykająca bomba. Mieszkańcy boją się o życie i zdrowie.
Będzie pani żal, jeśli Forum Ekonomiczne opuści Krynicę? Lewicy będzie żal polskiego Davos?
- Doceniałam to, jaka to była przestrzeń na debatę, ale widziałam też wiele wątków pomijanych. Mało mówiliśmy o pracownikach. Skupialiśmy się na silnych branżach. O słabościach wiele nie rozmawialiśmy. Satysfakcjonowałaby mnie zmiana tego, jak tematy były wprowadzane.
Ale żeby Forum zostało w Krynicy?
- Oczywiście. Wolę, żeby wydarzenia były w Małopolsce. Stąd jestem. Jestem z tego dumna. To najpiękniejszy region w Polsce.