Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką Lewicy-Razem z Partii Razem, Darią Gosek-Popiołek.
Lewica już się otrząsnęła po tym, jak jedna z liderek odeszła do Porozumienia?
- Na pewno było to dla nas zaskoczenie. To radykalna zmiana barw. Zdziwiło nas to. Monika Pawłowska była w SLD, Wiośnie. Ten manewr jest zaskakujący. Ona nie była jednak jedną z liderek. Nie przesadzałabym z jej wpływem na linię klubu. Z tym, jak widać, nie do końca się zgadzała. Wstyd mi nieco przed wyborcami. Zawiedliśmy ich. Osoba, która tak zmienia poglądy, nie powinna znaleźć się na naszych listach. Mamy jednak kryzys, pandemię i na tym się skupiamy.
Wypadek przy pracy czy wewnętrzna rywalizacja w części bloku lewicy? Jest Nowa Lewica. Są tarcia, odejścia z nowej-starej partii lewicowej.
- Wiosna i SLD rozpoczęły proces łączenia się w Nową Lewicę. Przed nimi długa droga. Pewnie droga sporów politycznych, programowych. To musi być ujednolicone, omówione, żeby nie było wątpliwości. Jak w każdej organizacji, firmie, partii, tu też są konflikty personalne. Z perspektywy partii Razem to dobry krok. Widzimy potrzebę połączenia się tych partii. Wspieramy i kibicujemy, ale nie przyłączamy się do tego.
Jak lewica zagłosuje ws. funduszu odbudowy? Najpierw przedstawiciele lewicy deklarowali poparcie, potem jednak zastrzegali, że nie będzie to poparcie bezwarunkowe. Pani sama mówiła, że zagłosuje za. Jak dzisiaj wygląda sprawa ratyfikacji unijnego funduszu?
- To trudna sprawa. Z jednej strony to, co my będziemy głosować, to danie zielonego światła reszcie Europy, że zgadzamy się na budżet, który wynegocjowaliśmy. Z drugiej strony krajowy plan odbudowy jest niedoskonały. Pominięta jest rola samorządu. Pomysły nie są czymś, co można określić jako skok cywilizacyjny. My będziemy walczyć o to, żeby krajowy plan był adekwatny, żeby pomysły, które otrzymają dofinansowanie, były takie, by przyniosły korzyść każdemu mieszkańcowi Polski. To bardzo ważne. Rozmawiamy z samorządowcami, ekspertami, organizacjami pozarządowymi, mamy swoje pomysły. Chcemy, żeby te pieniądze trafiły w dobre miejsca.
Co byłoby skokiem cywilizacyjnym?
- Sensowny program budowy mieszkań komunalnych. Nie ma takiego w kraju. Mamy nie do końca stworzony system danych medycznych dla każdego pacjenta. To byłby skok w danych medycznych, procesie leczenia. Szybka ścieżka onkologiczna dla każdego pacjenta. Jest wiele przestrzeni na inwestycje. Do tego transport zbiorowy, kolej. Mamy tu wielkie zapóźnienia.
Czyli teraz lewica konsultuje program odbudowy z samorządami i po tych konsultacjach jakieś warunki postawi? Trudno sobie wyobrazić, żeby lewica zagłosowała przeciwko funduszowi. Mamy pandemię, każdy grosz się liczy. Mówimy o 57 miliardach euro.
- Tak. Jak zablokujemy te pieniądze, one nie trafią do żadnego kraju. To test solidarności. Mam nadzieję, że nie będziemy zmuszeni do takiego wyboru, udoskonalimy krajowy plan odbudowy.
Od soboty mamy obostrzenia w całym kraju, liczba zakażeń wciąż jest bardzo wysoka. Jest na co czekać, czy należy zdecydować się na całkowite zamknięcie?
- Są sygnały, że zbliżamy się do magicznej granicy całkowitego lockdownu. Jestem przerażona. Jestem zmęczona. Przeżyliśmy trudny rok. Liczyliśmy, że jak zaczną się szczepienia, będzie poprawa. Jest przeciwnie. Przedsiębiorcy są w tragicznej sytuacji. Pracownicy bez wypłat. To problem. Patrząc wstecz, widzę szereg błędów, niedopatrzeń. Rząd to przeoczył. Wydaje mi się, że trzeba myśleć o tym, że kolejny lockdown jest nieunikniony. Trzeba domagać się od rządu przygotowania, żeby pracownicy dostali pieniądze szybko, żeby pomoc była bardziej bezwarunkowa niż teraz.
To jest stanowisko lewicy czy pani opinia?
- Ja nie chcę lockdownu, ale widać wzrosty. W Małopolsce było wczoraj wolnych 37 respiratorów. To bardzo mało. Jako mama martwię się o dzieci, o ten moment izolacji. Rozmawiam z ludźmi. Wiem, jaki zły wpływ ma to na psychikę dzieci. Dorośli sami nie radzą sobie lepiej w zamknięciu. Z lękiem patrzę w przyszłość. Chciałabym odzyskać na moment normalność.
Jutro krakowska Rada Miasta zajmie się gminnym programem dofinansowania in vitro. Projekt programu poparł prezydent Jacek Majchrowski. Od prezydenckich radnych wiele będzie zależeć. Państwo się liczyli? Jest szansa? To kolejne podejście do tego programu.
- Mam nadzieję, że program zostanie jutro przyjęty. Są rozmowy, ja apelowałam do radnych. Problem niepłodności to choroba 1,5 miliona par w Polsce. To co piąta, co szósta para w wieku rozrodczym. Choroba dotyka tak wielu. Jedyny sposób na leczenie nie jest refundowany. Nie zgadzam się na to.
Samorząd terytorialny powinien się zajmować takimi programami? Podnoszą to przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy w krakowskiej Radzie Miasta.
- To zabawne, że posłowie Zjednoczonej Prawicy to podnoszą. Za ich czasów zlikwidowano program in vitro. Zastąpiono go programem diagnozowania niepłodności. On działał 4 lata i został zakończony. Nie znamy jego wyników. Działało 17 ośrodków referencyjnych, tylko jeden w Małopolsce. W roku 2021 nie ma żadnego systemu wsparcia poza NFZ. Dziwi mnie beztroska radnych Zjednoczonej Prawicy, którzy mówią, że to powinno być centralnie finansowane. Ideologia jest ważniejsza niż zdrowie i szczęście 1,5 miliona par w Polsce.