Sejm powołał nadzwyczajną komisję do spraw ustawy o statusie osoby najbliższej, ale już teraz prezydent zapowiada, że zawetuje ustawę, jeśli nie będzie tam zapisu o wyjątkowym statusie małżeństwa. Co państwo zrobią z tą deklaracją? Podobny zapis, o jakim mówi prezydent, może się znaleźć w tej ustawie?
- Ta ustawa jest o statusie osoby najbliższej. Ona porządkuje podstawowe kwestie związku dwojga ludzi, którzy nie chcą, lub nie mogą zawrzeć małżeństwa. Przed nami prace w komisji. Są tam posłowie PiS. Będzie w niej brał pewnie udział przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego. To nie jest ustawa, jaką chce złożyć Lewica. Ja bym chciała równości małżeńskiej. Tu jest jednak pewien konsensus. Zobaczymy, dokąd nas te prace doprowadzą.
Konsensus między Lewicą a Polskim Stronnictwem Ludowym. Pani sobie wyobraża szerszy konsensus obejmujący także inne środowiska wychodzące poza Koalicję 15 października?
- Ludzie, którzy żyją w zawiązkach nieformalnych, nie głosują tylko na Koalicję 15 października. Oni też mają konserwatywne poglądy. To jest ustawa bardzo techniczna. Ona reguluje kwestie spadku, kwestie dziedziczenia, kwestie wspólnego zamieszkania, wspólnego rozliczania się, dostępu do informacji o zdrowiu drugiej osoby, z którą ktoś jest w związku. To bardzo podstawowa ustawa. Chciałabym zaapelować do posłów PiS, żeby popatrzyli na to bez ideologicznego narzutu. Ustawa jest, jaka jest. Ona ułatwi życie 2 milionów ludzi w Polsce. Warto to zrobić.
A jeśli prezydent mówi o radykalnych wątkach ideologicznych, to jest ten narzut wymyślony?
- Tak. Tego po prostu nie ma. Co jest ideologicznego w dopuszczeniu drugiej osoby do posiadania informacji o stanie zdrowia swojej partnerki. Co jest ideologicznego w dziedziczeniu, rozliczaniu się? To podstawy.
Ten konflikt pomiędzy prezydentem a marszałkiem Sejmu pomoże czy zaszkodzi tej ustawie?
- To jest poza. To, co dzieje się między Pałacem Prezydenckim i marszałkiem jest w innym porządku.
Jak pani przyjmuje te deklaracje wypływające z Pałacu prezydenta dotyczące tej ustawy? Jako zapowiedź tego, że będzie weto, w jakimkolwiek kształcie będzie ta ustawa przyjęta przez Sejm?
- Nie chcę przesądzać. Będziemy przekonywać Pałac Prezydencki i posłów PiS. Wchodzimy w dialog z dobrymi intencjami. Oby po drugiej stronie była próba zrozumienia sytuacji par, które od lat ze sobą żyją, wspierają się i funkcjonują.
Biorąc pod uwagę inną ustawę, chodzi tutaj o program SAFE, przedstawiciele rządu zapewniają, że jeśli będzie weto, poradzą sobie w sposób pozaustawowy. W jaki sposób można sobie w sposób pozaustawowy poradzić z tym programem?
- To kwestie zakupów dla armii, budowy frontu UE. Unia dostrzega, jak sytuacja jest problematyczna. Świat się zmienia. Widać to było podczas konferencji w Monachium. Europa musi być zjednoczona. Jesteśmy sojusznikami. NATO i USA… Prezydent Trump kieruje się nie rozsądkiem, ale swoimi humorami. To nie jest stabilny partner.
To, co można robić w sposób pozaustawowy w wypadku SAFE, tego nie można zrobić w wypadku ustawy o statusie osoby najbliższej?
- Nie chcę dawać ścieżki wyjścia. Zależy nam na ustawie. To całościowa propozycja. Pewne rzeczy da się zrobić rozporządzeniami, ale apeluję do posłów PiS. Wsłuchajcie się w realne problemy 2 milionów Polek i Polaków. Uchwalmy to. To, że damy prawo do dziedziczenia, nie jest zamachem na małżeństwa. To ułatwienie.
Wracając do programu SAFE, gdyby chodziło o taki rodzaj targu - podpis pod ustawą w zamian za zgodę na obecność w Radzie Pokoju Donalda Trumpa. Co pani na to?
- Nie sądzę, żeby kwestie naszego bezpieczeństwa powinny być przedmiotem targu. Mówimy o wspieraniu naszego bezpieczeństwa, budowie potencjału obronnego Polski i Europy. Rada Pokoju to dziwny twór, przeciwwaga dla ONZ. Dożywotnio funkcję będzie tam spełniał Donald Trump. Udział wiąże się tam z miliardową kontrybucją. Polska by tam zasiadała z Łukaszenką i Putinem. Tego nie można wymienić za siebie.
Te kwestie podnoszone przez polityków prawicy związane z programem SAFE rzeczywiście pani się wydają wszystkie bezzasadne? Kwestia unijnej warunkowości, przejrzystość w wydawaniu środków, czy wreszcie zastąpienie programem Funduszu Wspierania Sił Zbrojnych?
- To nie są argumenty prawdziwe. Narracja jest taka, że nie powinniśmy brać pożyczki pod obronność. Te cele należy realizować przez system pożyczek. To będzie na niski procent, w stabilnym otoczeniu. To instrument UE. Skorzystajmy z tego.
Droga do zmiany władzy wiedzie przez Kraków? To jest pytanie o referendum odwoławcze w Krakowie.
- To pytanie do osób, które to referendum organizują.
Koalicja 15 października będzie bronić w Krakowie swojego prezydenta? Pani należy do koalicji, ale to nie był pani kandydat.
- To nie był mój kandydat. Myślę, że dla Koalicji 15 października i dla KO ważna sprawa. Pewnie będą bronić swojego prezydenta. Jak to zrobią? To pytanie do KO.
Jak pani będzie bronić prezydenta związanego z Koalicją Obywatelską, skoro sama pani głosowała na Łukasza Gibałę?
- Ja uważam, że są sprawy, które nie są personalne. Mnie zależy, żeby Kraków dobrze funkcjonował, żebyśmy czuli się tu bezpiecznie, żeby Kraków był miastem stabilnym w sensie zarządzania i rozwoju. Dostrzegam błędy prezydenta przy SCT choćby. Jestem zwolenniczką Strefy jednak. W 2022 roku Rada Miasta, w tym Łukasz Gibała, głosowała za propozycją Jacka Majchrowskiego, która była bardziej restrykcyjna. Wtedy był konsensus. Teraz, gdy pojawiła się szansa na rodzaj zmiany, nagle politycy nie pamiętają swoich decyzji. Błędem Aleksandra Miszalskiego jest podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej. Z tymi decyzjami należy dyskutować. Nie będę ze swoimi wartościami i poglądami na miasto iść na kompromis, bo są decyzje personalnie. Prezydent Miszalski odwołał Łukasza Franka. Tak samo może się wycofać z podwyżek cen biletów w komunikacji miejskiej.
Czyli to nie był pani kandydat, ale dzisiaj jest pani za prezydentem i nie cieszy pani ta możliwość zmiany? Najbardziej tak naprawdę zyskuje Łukasz Gibała, pani kandydat z wyborów.
- Pytanie, czy i co zyskuje Kraków w kontekście kampanii referendalnej. W II turze Kraków w 2024 roku wybierał między dwoma progresywnymi kandydatami. Oni mówili o swoich zielonych, równościowych postulatach. Mam wrażenie, że w tej dyskusji referendalnej nagle te wartości i pomysły na Kraków są chowane do szafy. To mnie martwi.
Mówiła pani o prezydencie czy o kontrkandydatach?
- Mam wrażenie, że kontrkandydaci i prezydent inaczej mówią o Krakowie. To mnie martwi.
Zobaczymy najważniejszych polityków Koalicji 15 października w Krakowie, którzy będą teraz obiecywać wsparcie dla miasta, by nie doszło do zmiany? Do referendum prawdopodobnie dojdzie, ale kwestia pozostaje związana z frekwencją. Dzisiaj jest na przykład w Krakowie minister Klimczak i płyną do nas nieoficjalne informacje, że z korzyścią dla Krakowian ma się skończyć historia S7 Kraków-Myślenice.
- Chciałabym, żeby sytuacja S7 skończyła się z dobrym skutkiem dla wszystkich mieszkańców regionu. Żaden z wariantów nie miał akceptacji społecznej. Oby ten spektakl dziś się zakończył, chociaż nie wiem, co minister zakomunikuje.
Co by pani chciała usłyszeć w sprawie S7?
- Od dłuższego czasu stoję na stanowisku, że nie da się wypracować wariantu z szeroką akceptacją. Trzeba patrzeć na stary ślad. W których rejonach mogą być poprawy parametrów? Dla mnie kolej rozwiążę wiele problemów z dojazdem do Zakopanego i Myślenic. Ja bym na tym się skupiała.