Przegrana Orbana i jego Fideszu w pani ocenie osłabi w jakiś sposób europejską alt-prawicę spod znaku Zjednoczenia Narodowego, Alternatywy dla Niemiec?
- Na pewno sprawi, że ta układanka w Europie będzie nieco mniej korzystna dla skrajnej prawicy. Różne polityki unijne nie będą blokowane przez Viktora Orbana. Pokazuje to, że populistyczny, skrajnie prawicowy kierunek nie jest czymś nieuchronnym. Da się nawet odbetonować tak zabetonowane państwo, jakim stały się Węgry.
I zoligarchizowane.
- Tak. 16 lat to kawał czasu. To seria działań politycznych, które sprawiały, że to nie jest możliwe, ale stało się możliwe. To moment, w którym społeczeństwo węgierskie powiedziało, że chce mieć większy udział w UE. Oni od lat nie mogli korzystać z pieniędzy unijnych przez zarzuty korupcyjne. Liczę na współpracę Polski i Węgier. Oby to też wzmocniło Ukrainę. W ciągu ostatnich dni dowiedzieliśmy się, jak wyglądają relacje między Ławrowem i szefem węgierskiej dyplomacji. Węgier pytał Ławrowa w nagraniach, co może jeszcze dla niego zrobić. To pokazało, jakim państwem są Węgry.
Zwycięstwo TISZY wpłynie na nastroje społeczne także w Polsce przed wyborami parlamentarnymi? Czy pozostanie bez znaczenia?
- W jakiejś mierze na pewno. To, z jaką klasą i w jakim stopniu to zwycięstwo miało miejsce… TISZA będzie miała większość konstytucyjną. Na pewno to wpłynie na Polskę, ale jestem ostrożna. My jednak jesteśmy prounijni, chcemy silnej Europy. To ważne w kontekście zmian w polityce USA. Liczę na dobrą współpracę.
Węgrzy w dwóch trzecich chcą przyjęcia wspólnej waluty euro. Biorąc pod uwagę postulaty choćby lewicowe, tam mamy usankcjonowane związki partnerskie, w tym jednopłciowe. Tam mamy także liberalną politykę aborcyjną.
- Elementy pewne funkcjonowania Węgier są liberalne, ale tam było mocne ograniczenie praw i wolności obywatelskich. Tam była wielka korupcja, państwo było podporządkowane interesom jednej grupy. Nie przesadzałabym z tymi liberalnymi Węgrami. Ich w ostatnich latach nie było.
Peter Magyar zapowiada, że pierwsza wizyta będzie w Warszawie. Czy polski rząd przy tej okazji powinien się upomnieć o dwóch ministrów - Ziobro i Romanowskiego? Czy po prostu już prawdopodobnie ich na Węgrzech nie będzie wówczas?
- Nie wiem. Jakie są plany panów Ziobry i Romanowskiego? O to trzeba pytać polityków PiS. Powinniśmy domagać się ich powrotu do Polski. Jaka będzie decyzja węgierskiego rządu? Zobaczymy.
Zatrzymam się przy tej polityce prorosyjskiej rządu Viktora Orbana. Na wybory zareagował Sławomir Cenckiewicz, który napisał, że relatywizowanie tego było błędem. Wcześniej nie słyszeliśmy tego typu opinii.
- Wcześniej ze strony PiS była gloryfikacja Orbana, wskazywanie, że to taki polityk, na którym powinni się oni wzorować. To pokazuje lojalność PiS. Przypomnę, że w ostatnich dniach PiS i ich politycy mocno wspierali Orbana. Nie pomogło.
W tym tygodniu Sejm ma się zająć poselskim projektem ustawy o najmie krótkoterminowym. Na stole mamy różne rozwiązania. Na przykład te dotyczące tego, kto miałby decydować o tym, czy dozwolony będzie najem krótkoterminowy, czy nie. Z jednej strony Wspólnota Mieszkaniowa, z drugiej strony Rada Miasta. Pani pod jakim rozwiązaniem by się podpisała?
- Cieszę się, że mówimy o dwóch projektach, nad którymi możemy debatować. Pierwszy jest Polski 2050. On wprowadza mechanizm, gdzie najem krótkoterminowy byłby osobną działalnością. Drugi, rządowy, podporządkowuje go pod rygory działalności hotelowej. W obu będzie obowiązek prowadzenia rejestru.
Kraków ma rejestr.
- Tak, ale tu Kraków jest ewenementem. Mi bardziej odpowiada projekt Polski 2050, ale zobaczymy, gdzie będzie się dało zebrać większość.
Gdyby rzeczywiście Rada Miasta dostała takie narzędzie, że mogłaby część Krakowa wyłączyć od możliwości najmu krótkoterminowego, pani by wyłączyła jakąś część Krakowa?
- To ważna decyzja. Intuicyjnie chciałabym, żeby radni to rozważyli. Chodzi o nowe mieszkania pod najem krótkoterminowy, uspokajam. Widzimy dużą presję, wyludnianie się miasta. Słychać głosy sąsiadów, którzy muszą dzielić kamienice z najmem krótkoterminowym. To wielka trudność - od sprzątania, zniszczeń, po imprezy i awantury. Potrzebujemy zmian. Na tym posiedzeniu Sejmu będziemy o tym dyskutować. Obyśmy wypracowali najlepsze rozwiązanie.
Czy Lewica będzie się upierać przy opodatkowywaniu pustostanów, czyli mieszkań kupionych w celach inwestycyjnych, które stoją puste?
- Tak. To element naszego projektu, który jest antyspekulacyjny. Chcemy to uregulować. Jesteśmy otwarci na rozmowę. Trwają konsultacje. Liczymy, że uda nam się przekonać inne opcje. Dyskusja o podatku katastralnym w Polsce nie jest łatwa. Politycy się tego obawiają, a to działa w Europie Zachodniej. Ten mechanizm daje takie narzędzia, żeby nie inwestować w betonowe złoto. Mieszkania powinny być do mieszkania.
Chodzi o to również, żeby te pustostany, jeśli rzeczywiście one istnieją, włączyć w najem długoterminowy, żeby włączyć do najmu instytucjonalnego. Jeśli mamy taką sytuację, że przyszły emeryt, myśląc o swojej emeryturze, kupuje mieszkanie, żeby sobie zapewnić godną przyszłość, to też zostanie opodatkowany?
- Tu mamy podatek od nieruchomości od trzeciego mieszkania. Nie będzie to skokowo i nagle, ale progresywnie rozłożone w czasie. Spójna polityka mieszkaniowa to nie tylko podatki, ale też budowanie mieszkań na wynajem. To też Społeczne Agencje Najmu.
Nie za bardzo działają te Społeczne Agencje Najmu.
- W Krakowie zaczyna się to rozwijać. To stabilna forma, ale to nowość. To normalne, że musi to zdobyć popularność i się osadzić w naszym myśleniu.
Lewica kocha referenda - mówił w zeszłym tygodniu Ryszard Śmiałek z Lewicy. Pani też kocha?
- To ładne hasło, ale trzeba pamiętać, że referenda są jednym z ważnych mechanizmów demokracji lokalnej. Ustawodawca dał to obywatelom i obywatelkom, żeby mogli wyrazić swoje zdanie. Nie zawsze zachęcamy do udziału. Przypomnę referendum PiS ws. polityki migracyjnej. Są różne momenty. Założenie, że wszystkie referenda są dobre lub złe, nie jest mądre. To taki sam mechanizm demokracji. Warto, żeby mieszkańcy korzystali.
Krakowskie referendum jest mądre czy niemądre?
- Krakowskie wynika z błędów, które zostały popełnione i z rozstrzygnięcia z 2024 roku. Tylko o 5000 głosów wygrał Aleksander Miszalski. Teraz będziemy obserwowali, jak debata i dyskusja będzie się rozgrywać. Mnie martwi, że coraz częściej ludzie do mnie przychodzą z problemami i oni mówią, że wiedzą, że to będzie trudne, bo trwa referendum i nie wiemy, jak to rozwiązać. To niezwykle złe zjawisko. Mamy ciągłość instytucji także w czasie referendum. To nie powinno mieć wpływu na funkcjonowanie mieszkańców.
Pani będzie zachęcać czy zniechęcać do udziału w referendum? Ja, Daria Gosek-Popiołek, mówię wam jak Grzegorz Schetyna na przykład i Aleksander Miszalski - zostańcie w domu?
- Strategia Aleksandra Miszalekigo działa od lat. Tak robiło wielu polityków. Na drugim biegunie jest to, co zrobił Jacek Karnowski. On zachęcał do udziału w referendum. To strategia Aleksandra Miszalskiego. Ja nie oceniam. Świadomie trzeba podjąć tutaj własną decyzję – zostać w domu lub zagłosować. Każde takie działanie jest jednak obywatelskie.